Jak ogarnąć się w 2020, żeby nauczyć się wybranego języka?

Jak ogarnąć się w 2020, żeby nauczyć się wybranego języka?

Organizacja nauki to coś, o co pytacie mnie najczęściej!
Głównie zadajecie pytanie: „Jak znaleźć czas?”. Co ciekawe, rzadko kiedy ktokolwiek pyta o to, jak złożyć logiczny plan działań, aby mieć efekty.
Dziś zatem odpowiadam na oba te pytania po to, abyś jeszcze w 2020 poczuła zupełną swobodę!

Styczeń to dla wielu z nas miesiąc postanowień, a nowy język znajduje się zazwyczaj na liście TOP10 postanowień noworocznych. Mamy nową energię do działania i chęć zmiany. Wyzwanie polega na tym, aby nie stracić zapału po kilku pierwszych tygodniach. Moje doświadczenia są takie: im większy bum, tym szybszy koniec. Mam jednak sposób na to, żeby obrócić tę sytuację.

Miej wizję

Kiedy startujesz z tak złożonym projektem jak nauka języka, potrzebujesz konkretnej wizji. Musisz wiedzieć, dokąd chcesz dotrzeć i dokładnie to będzie mocną bazą dla Twoich działań. O samych celach mówiłam więcej w tym artykule, więc w razie potrzeby przeczytaj go teraz, a potem wróć tutaj 🙂

Mając konkretnie wyznaczoną wizję, będziesz najzwyczajniej w świecie wiedziała, co i kiedy robić! W przeciwnym razie będziesz poruszać się trochę po omacku. Niby coś robisz, ale te działania są na tyle niespójne, że czasem praktycznie nie widać rezultatów! Tutaj kluczowa jest też decyzja: chcesz się uczyć czy nauczyć? Pozornie jest to jedno i to samo… Nic bardziej mylnego! Jeśli zdecydujesz, że nauczysz się języka, to wychodzisz z punktu końcowego. Rozpisujesz, co potrzebujesz umieć i na jakim etapie, a następnie wytyczasz konkretne działania, które do tego prowadzą. A potem nadchodzi codzienność, czyli… potrzeba zmiany nawyków. Czasem to mini adaptacja tego, co aktualnie robimy, a czasem potrzeba zwyczajnie potrząsnąć całym systemem (a nawet rodziną 😉) i przerzucić nasz grafik do góry nogami. Obie sytuacje są możliwe i przy odrobinie inspiracji – naprawdę proste do zrobienia.
Powróćmy więc do początku. 🙂

Aby ułatwić Ci proces ogarnięcia się w 2020, stworzyłam przepiękny i mądrze skonstruowany materiał, który pomoże Ci przejść przez opisane przeze mnie kroki. Ten zeszyt to element styczniowego webinaru, który dostępny jest w Planetowym sklepie. Wydrukuj go i przejdź przez niego krok po kroku, a zobaczysz, że to, co wydawało się nie do ogarnięcia, teraz ma naprawdę przystępny kształt!

 

Wychodzenie od celu. Jak znaleźć czas?

Jeśli Twoim punktem startowym będzie konkretny cel, znacznie łatwiej będzie Ci skomponować naukę w spójny sposób. Tutaj też pojawia się aspekt czasowy. Jeśli wiesz, że dysponujesz np. 1 godziną tygodniowo i ani minutą dłużej, stawianie sobie za cel pełnej płynności za rok jest mało realne. Z drugiej jednak strony, moje doświadczenia z klasycznym “Nie mam czasu” są dosyć przewrotne. Zazwyczaj, kiedy na sesjach mentoringowych bierzemy w obroty teoretycznie wypełniony po brzegi grafik to… okazuje się, że można go łatwo przemodelować i uzyskać dodatkowe godziny (nierzadko aż kilka)! Serio, serio! Zatem skup się. 😊 Czy to, co słyszysz w swojej głowie to fakt czy wygodna wymówka? 

Twoje myśli to nie Ty! Ty jesteś ponad te myśli i wymówki!

Dlatego takie szczere podejście często zdusza problem w zarodku. W praktyce wygląda to tak: albo chcemy się nauczyć i wtedy kosztem czegoś innego (np. wieczorów z Netflixem) działamy na rzecz tego celu. Albo mówimy, że nie mamy czasu, nie sprawdzając, ile tak naprawdę nam go ucieka na różne rzeczy, które robimy. Bolesne tylko na początku, potem zamienia się w poczucie radości, inspiracji i dumy. Sprawdzone! 🙂

Cel = działania

Nasze konkretne cele powinny się zatem przełożyć na działania. Ale nie byle jakie! Tutaj znowu przyda nam się uważna obserwacja. Co działa naprawdę, a co tylko zapycha mój grafik? Dam Ci przykład z życia wzięty: przedwczoraj, kierowana myślą, że już kilka dni nie działałam z hiszpańskim, wzięłam repetytorium leksykalne, przeczytałam krótki tekst i zapisałam słówka na fiszkach. Dziś już nic nie pamiętam 🙂

W fiszce kluczem jest stworzenie barwnych przykładów, które stają się dla Twojego mózgu odniesieniem. De facto coś zrobiłam, ale co mi to dało? Chyba tylko spokój sumienia i to też na krótko 😉 Wyciągam więc wnioski: dziś wezmę fiszki, napiszę przykłady, a potem zostawię je sobie w łazience (będzie „jak znalazł” na wieczorne mycie zębów!). Jeśli chodzi o naukę to jest cała masa działań, które daleko nas nie zaprowadzą. Mając wybór pomiędzy uzupełnianiem luk w ćwiczeniu, a napisaniem kilku zdań, zawsze wybieraj to drugie. Im bardziej zaangażujesz mózg i im bardziej kreatywnie zadziałasz – tym większa szansa, że coś zostanie w Twojej głowie. Czasem słyszę, że komuś nie chce się inwestować czasu w analizowanie tego, co działa, a co nie. Rozumiem. Wolisz więc po prostu tracić czas na to, żeby robić dużo różnych rzeczy i nie mieć efektów? Tak też można, ale po co? 🙂

 

Jak działać spójnie?

Przede wszystkim pamiętaj, że język tworzy pewną całość. Mamy tutaj mówienie, słownictwo, gramatykę, rozumienie ze słuchu, czytanie i pisanie. Najlepsze efekty uzyskasz, jeśli będą się one “zazębiały”. Co to oznacza? Spójrz na ten przykładowy plan tygodnia:

Jego spójność nie polega tylko na tym, że uwzględnia wszystkie językowe specjalności. Klucz w tym, aby konkretne działania się wspierały.

A zatem:

  • W poniedziałek robimy gramatykę, którą później będziemy praktykować na konwersacjach we wtorek.
  • Oglądając tego dnia serial w danym języku – zabawa w “Szukanie formy” (co to za przewrotność losu, aby szukać formy na kanapie? 😉). Próbujesz wyłapywać konkretne formy w tekście mówionym.
  • Środowy tekst do praktyki czytania będzie zawierał ten czas/te struktury gramatyczne. Ćwiczę czytanie, ale jednocześnie mózg koduje np. formy, które są dla mnie najbardziej aktualne.
  • W piątek piszę tekst. Zgadnij jaki? 🙂 Oczywiście z użyciem poniedziałkowej gramatyki!

Takie przykłady można mnożyć i mnożyć i działać tutaj na różne sposoby, nie tylko w połączeniu z gramatyką. Na przykład: po tematycznej lekcji z nativem czytamy artykuł na ten sam temat, a potem piszemy tekst, robiąc recykling słownictwa. Najważniejsze jest to, że dzięki temu konkretny temat przerabiasz na różne sposoby, a dla mózgu to dodatkowa powtórka. A wiadomo: powtórka rzecz wspaniała 🙂

Where focus goes energy flows

Ostatnie, choć najważniejsze

Nie byłabym sobą, gdybym nie napomknęła o najważniejszym. To, jaką energię wkładasz do samego procesu nauki, ma wielkie znaczenie. Wiem, że czasem się nie chce. Wiem, że bywają i sytuacje, kiedy „bujamy się” z tym tematem miesiącami lub latami. Ale naprawdę, naprawdę warto sobie poukładać w głowie kwestie podejścia do języka, zanim wystartujemy. Pomyśl tylko: jeśli postawisz cele, zdecydujesz się na działania, a na samą myśl będziesz czuła coś w stylu niechęci/rezygnacji to… Jaka jest szansa, że się to powiedzie? Twoje nastawienie to KLUCZ. Stan psychofizyczny produkuje określone hormony, a one zdolne są nawet do ZABLOKOWANIA przyswajania informacji. Opowiem o tym więcej na lutowym webinarze „Poznaj swój mózg i ucz się szybciej”. Mówię Ci to zupełnie serio. W materiałach, które podlinkowałam jest też element pracy mentalnej, a gruntownie przechodzimy przez niego w moim kursie skutecznej nauki języka Language Master.

Jedno z moich ulubionych powiedzeń to „Where focus goes, energy flows”, co w bardzo luźnym tłumaczeniu znaczy: „To, na czym się koncentrujesz, rośnie”. Koncentruj się więc na tym, co możesz, zamiast na tym, na czym się nie da. Na tym, że nawet małe kroki to zawsze podróż do przodu. Na tym, co już potrafisz versus poczuciu słabości, że jeszcze tyle do zrobienia. Karm swój umysł tym, co go inspiruje, aby aż chciało się działać. Wtedy na koniec 2020 będziesz nie tylko swobodnie mówić, będziesz także radośniej i pełniej żyć! 🙂

 

Czego możemy nauczyć się od dzieci w kwestii języka?

Czego możemy nauczyć się od dzieci w kwestii języka?

Często słyszę, że „fajnie byłoby uczyć się tak szybko jak dzieci”

Czasem też, że „lata lecą i pamięć już nie ta sama”

Albo „jak byłam dzieckiem to był to dla mnie żaden problem, ale teraz?”

 

To jasne, że nasz mózg się zmienia i jego możliwości, jeśli nie są ćwiczone, tracą na jakości. Na pewno warto trenować mózg, aby do późnych lat był sprawny i pomagał nam w codziennych czynnościach. O tym napiszę w osobnym artykule 🙂

Są jednak elementy, które możemy zrobić już dziś, na poziomie mentalnym. To ćwiczenie kilku cech, którymi charakteryzują się dzieci, które mogą nam pomóc w szybkiej nauce języków. Można się w nie wyposażyć na każdym etapie naszego życia, a dodatkowym bonusem jest to, że wpłyną nie jedynie na Twoją naukę.

 

„Prostota jest szczytem wyrafinowania”

Dzieci w komunikacji przede wszystkim stawiają na prostotę. Nie komplikują niepotrzebnie i nie zastanawiają się, czy dane zdanie będzie wystarczająco wyszukane. Po prostu komunikują to, co mają na myśli. Wraz z upływem lat stajemy się bardziej empatyczni i staramy się lepiej dobierać słowa. Niestety, czasem przybiera to jakąś kosmiczną formę, w której słów jest wiele, lecz treści już niezbyt dużo. Trenowanie prostoty i precyzji w mówieniu opłaci Ci się nie tylko w języku obcym lecz także w komunikacji w Twoim ojczystym. Zobacz o ile łatwiej jest cokolwiek załatwić, kiedy jasno komunikujemy nasze potrzeby. O ile łatwiej dogadać się w pracy, kiedy zamiast tworzyć potok słów, klarownie mówimy o co chodzi i czekamy na odpowiedź. Dajemy tym samym przestrzeń na to, aby słuchać. O ile lepiej spędzać czas w rodzinie, kiedy otwarcie wymieniamy poglądy i informacje. Prostota jest niedoceniana, tymczasem w komunikacji robi naprawdę kawał dobrej roboty i pozwala wskoczyć na kolejny poziom, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

 

Ważne: Mówiąc o prostocie i szczerej komunikacji nie mam na myśli nadmiernej bezpośredniości. Takiej, którą charakteryzują się właśnie dzieci 🙂

Nikt z taką gracją nie potrafi głośno wykrzyknąć „Zupełnie nie podoba mi się ten prezent od Ciebie”.  O ile u dziecka większość jest w stanie to zaakceptować, od dorosłego taka informacja może być ciężka do przełknięcia. Zatem w prostocie i szczerości warto zachować balans 🙂

 

Ja jestem ok i Ty jesteś ok

Dzieci nie zastanawiają się czy wypada się do kogoś odezwać, czy nie. Czy ten ktoś jest bogaty, czy biedny. Czy mają skorzystać z jakiejś możliwości, czy nie. 

Jednym słowem: potrafią działać, zamiast nadmiernie rozmyślać i dzielić włos na czworo. Poszukują kontaktu z drugim człowiekiem zawsze wtedy, kiedy mają na niego ochotę. Bez zastanawiania się co pomyślą inni. Gdybyśmy na co dzień podchodzili tak do językowych działań, to mieszkając w innym kraju już po kilka miesiącach swobodnie byśmy się komunikowali. Tymczasem znam przykłady osób mieszkających za granicą już od wielu lat i … nic!

Jak to jest u Ciebie? Dajesz sobie pozwolenie na to, aby mówić i działać, czy zawsze 14 razy zastanawiasz się zanim coś powiesz? 🙂

Jednym z pierwszych etapów nauki języka powinno być przeformatowanie takich blokad w swojej głowie. Czasem pomaga już odpowiedzenie sobie na jedno pytanie: czy daję sobie przestrzeć na to, aby się nauczyć?

Możesz tutaj odkryć całe bogactwo własnych, codziennych zachowań, które nijak nie prowadziły Cię do celu. Zdarza się, że zauważamy wtedy, że dręczymy się wciąż wyrzutami, a one wcale nie sprawiają, że idzie nam lepiej. Może też się okazać, że po prostu uciekasz przed większością „okazji językowych”, bo wolisz bezpiecznie siedzieć w cieniu. Takie rzeczy mogą być poza naszą świadomością i kiedy w pełni do nas dotrze to, jak bardzo bojkotujemy swoje własne postępy, zaczynamy obierać odwrotny kurs. Kurs na postępy i otwarcie się na wszystkie możliwości, a jest ich naprawdę wiele.

 

Padłeś? Powstań!

Moją ulubioną „dziecięcą” cechą jest wyjątkowa umiejętność szybkiego podnoszenia się z upadku. Dosłownie i w przenośni. Dzieciaki nie zastanawiają się długo nad podjęciem kolejnej próby. Przychodzi im to tak naturalnie jak oddychanie. Kiedy upadną, podnoszą się, otrzepują portki i do przodu. W najgorszym wypadku chwilę poleżą, pochlipią i po sprawie. To samo dotyczy ich prób językowych. Kiedy powiedzą coś źle i ktoś je poprawi, natychmiast to powtarzają i idą dalej. Bez wstydu i stresu, po prostu przyjmują to od razu „do systemu”, a następnie, nie tracąc czasu, kontynuują. To naprawdę super cecha i przydałoby się jej więcej nam dorosłym. Gdyby tak po prostu odrzucić wszystkie te niepewności, wstyd i strach, który towarzyszy mówieniu w  innym języku. Gdyby tak po prostu przestać się przejmować i czerpać z procesu nauki pełną parą. Jakbyś się wtedy czuła? Jak wyglądałoby tempo Twoim postępów?

Jak pozbyć się językowych blokad?

W kursie online Language Master poświęcamy temu zagadnieniu cały moduł. To takie „odblokowywanie” Twojego potencjału i pozbywanie się ciężkiego plecaka pełnego kamieni, który czasem ze sobą nosimy. W kwestiach językowych zobaczyć to bardzo łatwo, bo możesz dokładnie prześledzić co i kiedy się z Tobą dzieje kiedy podejmujesz próbę. Rezultaty też są łatwo zauważalne, bo kiedy zaakceptujesz i przepracujesz swoje blokady, zaczynasz czuć wspaniałą swobodę w komunikacji, nawet jeśli Twój poziom językowy wcale się nie zmienił. Po prostu zyskujesz dostęp do tego, co już potrafisz, ale od tej pory nie byłaś w stanie tego użyć.

Dlaczego? Blokady, które posiadasz skutecznie uniemożliwiają Ci komunikację. Widać to jasno, jeśli w sytuacji kiedy masz się odezwać czujesz pustkę w głowie, a 5 minut później jesteś w stanie w kilka sekund stworzyć zdanie, którego potrzebowałaś wtedy. Jednak wtedy za nic nie przychodziło Ci ono do głowy. Twój umysł opanował stres i gorączkowe powtarzanie „Jak to było?”, „Co to ja miałam powiedzieć?” oraz temu podobne frazy. Jednak żadna nie była odpowiednia, by jej użyć. Przepracowanie blokad oraz zrobienie jasnego i konkretnego planu tego, co chcesz osiągnąć w kwestii danego języka to praca, która się opłaca i czasowo i energetycznie. Zaczynasz poświęcać mniej czasu na naukę, a efekty są większe niż przedtem. Przestajesz wydawać pieniądze na kolejne kursy i materiały, które mają uspokoić Twoje sumienie. Po prostu działasz z głową! 🙂

 

Jakie inne cechy pomagające w nauce języka można czerpać od dzieci? Co Ty czerpiesz od dzieciaków z Twojego otoczenia? 🙂

 

6 top cech, które przydają się podczas nauki języka

6 top cech, które przydają się podczas nauki języka

Ach, gdyby tak uczyć się języków obcych z łatwością!

Gdyby tak po prostu same wchodziły do głowy!

Często myślimy o języku jako o jakimś specjalnym talencie, a tymczasem niewiele tutaj prawdy. Nasza prędkość zależy od kilku cech, które, jeśli je posiadamy lub nad nimi pracujemy, sprawiają, że nasze postępy są dużo szybsze.

Co tak naprawdę jest ważne w nauce języka?

W nauce języka, tak jak chyba i większości innych czynności, największą rolę spełniają nawyki. To przecież to, co robimy na co dzień jest dużo ważniejsze, niż jednorazowe zrywy. Nawet ćwiczenie 5 minut dziennie, będzie miało większą wartość, niż przysiadanie na 2 godziny raz na dwa tygodnie. Żeby wyrobić w sobie odpowiednie nawyki przydaje się określony zestaw cech, które będą je wspierały. I tu od razu chcę zbić argumenty typu “Ale ja taka jestem i już” albo “Nie mam takich cech, więc nici z płynności językowej”.

Żadna z nas nie jest taka, czy inna. Nasze cechy to kwestia wyboru. Jeśli jestem nieśmiała i to mi utrudnia, mogę to zmienić i w tej sposób czerpać z życia bardziej. Jakie cechy przydają się więc jeśli chodzi o naukę języka?

#otwartość

Cecha przydatna także życiowo (choć pewnie o każdej z poniższych też mogłabym to powiedzieć 🙂 ). W języku jednak niezbędna. Jeśli nie ciekawi Cię dany język, ludzie, którzy na co dzień go używają, ani nic, co ma z nim związek to… Cóż, będzie po prostu znacznie trudniej. Otwartość poza tym ma wiele twarzy. To śmiałość w zagadywaniu innych i nawiązywaniu kontaktów. To akceptacja różnic (na przykład gramatycznych) i patrzeniu na nie jako coś ciekawego i inspirującego, a nie zło koniecznie 😉 To także ciekawość świata i co za tym idzie różnych języków.

#systematyczność

Pewnie część z Was przewraca teraz oczami. Ale nuda. Bycie systematycznym czasem przypomina nam panią od matematyki w blezerku, która skrupulatnie wypełnia rubryczki jakiegoś skomplikowanego dokumentu. Jeśli masz podobnie stylowe skojarzenie to … może czas je zmienić? Systematyczność to jedna z najważniejszych cech w życiu- pomaga Ci wytrwale dążyć do celu i tak naprawdę o Ciebie dba! Dlaczego? Bo kiedy jej brakuje, siadasz do pracy tuż przed deadlinem i kosztuje się to dużo stresu. Albo po raz kolejny mówisz sobie “Jutro już na pewno zacznę chodzić na siłownię” i tym samym nadszarpujesz swoje poczucie własnej wartości i zaufania do samej siebie.

Małe, regularne kroki są naprawdę łatwiejsze do wykonania i wytrzymania, niż szaleńcze zrywy i ciągły brak balansu.

Czego potrzebujesz? Zmienić swoją optykę, jeśli chodzi o systematyczność! Polubić ją i zobaczyć wsparcie jakie daje, zamiast czuć się największym nudziarzem świata. To takie proste 🙂

#poczucie humoru

Ach, to moja ulubiona cecha i podobnie do #otwartości całkiem pojemna. Językowo dzielę ją na dwa obszary: poczucie humoru jako dystans do siebie samego i innych oraz poczucie humoru jako umiejętność zabawy w trakcie różnych czynności. To może brzmieć mgliście, więc spieszę z przykładami:

  • dystans- buduje poczucie pewności siebie. Sprawia, że nawet jak coś się nie uda, nie urasta to do rozmiarów greckiej tragedii, lecz po prostu wywołuje uśmiech na naszej twarzy. A potem? Poprawiamy koronę i idziemy dalej do przodu
  • umiejętność odnajdywania radości- po prostu sprawia, że nam się chce. Jeśli podchodzimy do nauki języka na luzie, jak brakuje nam słów to wybuchamy śmiechem lub bawimy się w kalambury i przede wszystkim dzielimy się uśmiechem z innymi- wtedy uczymy się najszybciej. I to dodatkowo najradośniej, więc nie ma się przed czym opierać, tylko postawić na pozytywne podejście! 🙂

#praktyczność

To, czego nie lubię w nauce języka to tracenie czasu. Czasem zdarza mi się po prostu “zakopać” w jakimś temacie i zajmować się rzeczami, które słabo prowadzą mnie do konkretnych rezultatów. Naprawdę tego nie znoszę, bo nauka języka to jedna z najbardziej praktycznych rzeczy, jakie znam. Przecież chodzi tutaj o zdobywanie możliwości swobodnej komunikacji. Co nie oznacza, że wszystkie językowe działania do tego prowadzą. Dlatego mało kreatywne ćwiczenia, zasiedzenie się w teorii gramatycznej i temu podobne zupełnie do mnie nie przemawiają. Efekty tych działań są marne, a czas mija bezpowrotnie. Dlatego właśnie #praktyczność znalazła swojej miejsce w tym wpisie. Ona nadaje kierunek wszystkim działaniom. Wywodzi się z konwersacji i “sprawdzenia tętna”, czyli obserwowania gdzie się blokujemy. I wtedy mamy czarno na białym to, czym potrzeba się zająć. Co jeszcze uważam za językowo niepraktyczne? 

  • naukę zgodnie z podręcznikiem, rozdział po rozdziale- nauka języka to przede wszystkim nauka mówienia, a podręcznik służy temu, aby uzupełniać wiedzę. Nie powinien być bazą samą w sobie. Rzadko prowadzi do przełomów. Rzadko prowadzi do swobody. Zajmuje czas, nie dając wiele w zamian
  • spędzanie długiego czasu nad gramatyką. Owszem, jest ona bardzo potrzebna. Ta potrzeba to przeczytanie jej, zrobienie kilku ćwiczeń, a potem… praktyka “na żywo”. Czytanie skomplikowanych opracowań, setki “uzupełnianek” w postaci wpisywania określonych form w luki- to czasochłonne i mało skuteczne działania. Lepiej napisać jeden tekst (np. w czasie, który właśnie przerabiamy) i tym samym poćwiczyć formy, niż zrobić 10 zadań. Mózg po prostu zupełnie inaczej się aktywizuje, a rezultaty mówią same za siebie
  • rezygnację z konwersacji. Co prawda większość uczniów robi coś innego- po prostu ich nie zaczyna, twierdząc, że chcą się najpierw trochę podszkolić. To największy błąd w nauce języka. Koniec kropka.

#kreatywność

Ostatnia cecha jest trochę… niedoceniana. Wydaje się, że o nauce języków powiedziano już wszystko i trzeba po prostu iść konkretnym programem. Czyli na chłopski rozum wziąć książkę i czytać, zeszyt i pisać, gramatykę i wkuwać. Tymczasem najnowsze badania jasno pokazują, że to nie czas poświęcany na naukę ma znaczenie, a jej jakość. A konkretnie to, jak (i czy) aktywujemy mózg. Kreatywność jest tutaj paszportem do szybkiej nauki- sprawia, że uczymy się różnorodnie, pracujemy z obrazami i skojarzeniami (tutaj mózg aż skacze z radości) i dodatkowo sprawia, że dużo łatwiej się zmotywować. Nauka, która jest ciekawa przestaje wydawać nam się “kulą u nogi” i zaczynamy czerpać przyjemność z samego procesu, a nie tylko z końcowych jego efektów. 

Jeśli trochę Cię to przeraża albo uważasz siebie za osobę mało kreatywną to:

a) zmień to przekonanie 🙂 

b) po prostu zacznij szukać przyjemności w tym, co robisz. Ucz się tak, jak lubisz, a od razu zobaczysz ogromną różnicę! Lubisz rysować? Rysuj i podpisuj swoje rysunki w języku, którego się uczysz. Interesujesz się sztukami walki? Dołącz na Fejsbuku do grup tematycznych w danych języku. Szukaj tego, co ciekawe dla Ciebie i nie oglądaj się na to, co robią inni. Twoja nauka jest dla Ciebie i do Ciebie ma być dopasowana 🙂

#analityczność

Przyspiesza naukę! Nie chodzi mi tutaj o skomplikowane analizowanie wszystkiego, dobrze wiecie, że jestem z obozu nauki intuicyjnej! Mam tu jednak na myśli umiejętność tworzenia np. nowych form na bazie tego, co już znamy. To odbywa się poprzez umiejętność analizy- skoro w przypadku x było to tak, to może w przypadku y też? Przykład: skoro w hiszpańskim “la habitación” to pokój, to kiedy chcesz powiedzieć “intuicja” (która brzmi w większości języków podobnie), to możesz łatwo zgadnąć, że “la intuición” to dobry trop. W ten sposób, oczywiście, nie możesz odgadnąć wszystkiego, bo są także inne końcówki rzeczowników, ale możesz znacznie sobie ułatwić 🙂 

Szczerze mówiąc, trudno było mi wybrać kilka najważniejszych cech, które sprzyjają postępom językowym. Zostało jeszcze przecież tyle innych, niewymienionych, jak na przykład: akceptacja, cierpliwość, uważność na siebie samego… W ten sposób możnaby w zasadzie stworzyć całą encyklopedię cech przydatnych, a nie o to mi przecież chodziło 🙂 

 Zgadzam się z moimi wyborami? Jakie są Twoim zdaniem cechy, które mają znaczenie w kwestii nauki języków? 🙂

Jak cele językowe zmienieją zasady całej gry?

Jak cele językowe zmienieją zasady całej gry?

Kiedy rozmawiam z kimś o konkretnym języku obcym, zawsze pytam „what’s the dream?”, czyli „jakie ma marzenie?”.

Pod tym pytanie kryje się tak wiele! Jakie są cele Twojej nauki, co chcesz osiągnąć? Jak ważne jest to dla Ciebie? Co jesteś w stanie zrobić, aby tam dotrzeć?

W odpowiedzi najczęściej słyszę jednak coś, co od razu sprowadza mnie na Ziemię.

 

Chcę nauczyć się mówić

Tak, to dosyć logiczny cel- z reguły po to uczymy się języka. Pytanie jednak, czy cel określony w ten sposób daje nam faktyczną szansę na osiągnięcie go?

Co to znaczy nauczyć się mówić?

Jak będziesz działał, aby tam dotrzeć?

Dlaczego chcesz to zrobić?

Jak ważne jest to dla Ciebie?

Skąd będziesz wiedział, że zmierzasz w dobrym kierunku?

Możesz mi uwierzyć, że zawsze kiedy słyszę enigmatyczne „No, ja chcę się po prostu nauczyć tego języka” moja głowa niemal eksploduje od pytań! Pytań, które transformują mało konkretne „chcę to zrobić” w bardzo konkretną strategię, wypełnioną mocą sprawczą.

Cele są dosyć zabawne. Wydaje nam się czasem, że nie trzeba koniecznie ich określać, bo przecież „nauczenie się języka” jest jasne jak słońce- chcę umieć się nim posługiwać. Mało kto na starcie nauki inwestuje w to jakikolwiek czas. Taka filozofia gryzie nas w tyłek mniej więcej po trzech pierwszych miesiącach nauki. Przychodzi wtedy z reguły pierwszy kryzys, czasami nie widzimy dużych postępów. Innym razem okazuje się, że nie oszacowaliśmy tego, ile czasu będziemy potrzebować na to, żeby dotrzeć do celu. To nic dziwnego- jeśli cel jest słabo sprecyzowany, naprawdę ciężko podać sposób i czas osiągnięcia go.

 

Jak wejść na Mount Everest?

Nie chcę lecieć tutaj w zbytnie banały, ale prawdą jest, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. W mojej metodzie uczenia pierwszym krokiem jest właśnie obranie i doprecyzowanie swoich celów językowych. Nie mówię, że cel w stylu „chcę się nauczyć” jest zły. To dobry cel, ale długofalowy. Potrzebujemy także mniejszych celów po drodze, aby nasza droga była łatwiejsza. Zobacz, kiedy himalaista wspina się na ośmiotysięcznik to nie mówi „Idę na szczyt, jakoś to będzie”. Opracowuje plan dotarcia tam, kolejne bazy, do których zmierza. Wiedząc o tym, gdzie te bazy się znajdują obiera najlepszą trasę, która go tam poprowadzi. Tak samo jest z językiem. Cel w formie „nauczenia się” jest końcowym efektem. Warto zastanowić się, co to dla Ciebie oznacza, że się nauczysz. Czy chcesz mówić tak jak native, czy stawiasz raczej na to, że potrafisz się porozumieć w większości codziennych sytuacji i nie interesują Cię rozmowy o biologii molekularnej podczas konferencji w danym kraju. Tak, teraz trochę ironizuję, ale chcę Ci pokazać coś ważnego. To, jak dokładnie wygląda Twój cel, będzie określać sposób w jaki działasz. A nie ma nic gorszego niż działanie „po omacku” i tracenie czasu na nieskuteczne działania, które przynoszą więcej frustracji, niż pożytku.

Co zatem zrobić? Określ swój cel najlepiej jak potrafisz! Dodaj konkretne informacje, które mogą pomóc Ci w późniejszym ustaleniu kluczowych działań. Zapytaj siebie dlaczego to robisz, co chcesz osiągnąć i skąd będziesz wiedział, że dotarłeś na swój Mount Everest. Te kilka minut uporządkowania sobie w głowie tego, co czego dążysz, bardzo zaprocentuje w kolejnych etapach.

 

Konkrety. Czyli co? 🙂

Kiedy masz już swój cel i jest on dla Ciebie klarowny, podziel go na mniejsze etapy. Spójrzmy na to na przykładzie.

MÓJ CEL: Nauczyć się hiszpańskiego tak, aby móc swobodnie rozmawiać na wszystkie interesujące mnie tematy, oglądać filmy i seriale w oryginale, czytać książki i czerpać z tego przyjemność i mieć tak dobrą wymowę, żeby inni myśleli, że jestem dwujęzyczna.

Ten cel to mega konkret- wiem, do czego będę potrzebować tego języka. Wiem, jak działać, jakiego słownictwa się uczyć. Chcę mówić „w wielkim stylu”, więc potrzebuję też dużo praktyki, jeśli chodzi o wymowę. Jeśli zależałoby mi jedynie na komunikacji, wystarczyłoby mi, aby mówić jasno. Nie potrzebowałabym brzmieć jak native. Ważne, aby mnie rozumiano. Jeśli jednak elementem mojego celu jest świetna wymowa, to już od startu powinnam to uwzględnić w moich działaniach, bo aparat mowy jest trochę jak mięsień (z część z niego to po prostu mięśnie)- potrzebuje czasu, aby przyswoić określone ruchy i układ wszystkich swoich części tak, aby wydobyć konkretne dźwięki.

Kiedy mam już tak określony plan, potrzebuję ustawić na mojej drodze kilka „base campów”, czyli kamieni milowych. To takie „stopklatki”, które pomogą mi sprawdzać, czy idę w dobrym kierunku i jak działać dalej.  

 

Małe, regularne kroki = duże efekty

Nie musisz od razu wiedzieć jak znajdziesz się na szczycie. Nauka języka to proces. Twoje działania mogą się zmieniać, tak jak i Twój cel może zmieniać nieco swoje oblicze. To dlatego, że czasem po dotarciu do konkretnej „bazy” orientujemy się, że chcemy trochę zmienić kierunek. Może się okazać, że potrzebujemy tego języka do pracy zawodowej i w związku z tym musimy zmienić naszą strategię dotyczącą słownictwa. To jak najbardziej ok.

Warto jednak zrobić sobie schemat tego, co i kiedy chcesz osiągnąć.

U mnie w kwestii hiszpańskiego było tak: po 3 miesiącach chciałam osiągnąć swobodę w rozmawianiu na różne tematy.

Miałam najważniejsze czynniki:

CZAS: 3 miesiące

SŁOWNICTWO: język ogólny

GRAMATYKA: tyle, ile potrzebuję do komunikacji, bardzo praktyczne aspekty, żadnej „sztuki dla sztuki”

JAK: konwersacje przede wszystkim, seriale, podcasty, czytanie artykułów („Espanol? Si gracias”), słuchanie muzyki

Na bazie tego w każdym tygodniu tworzyłam plan ramowy tego, co chcę zrobić. Plan oczywiście, czasem ewoluował, czasem wypełniałam go z nadwyżką, a czasem nie dałam rady go zrobić. Jedno było pewne: był on w zgodzie z moim celem i skupiałam się TYLKO na tym, co prowadziło mnie w określonym kierunku. Kiedy nie masz dużo wolnego czasu, taka selekcja jest bardzo ważna. Nie rozmieniaj się na drobne działając po omacku. Miej konkretne działania, które DOKŁADNIE pasują do tego, co chcesz osiągnąć. Z reszty zrezygnuj. Po prostu.

 

Kolumb w sumie i tak gdzieś dopłynął

Wewnętrzny spór na temat celów polega głównie na tym, że wydaje nam się, że jeśli wybierzemy języki to reszta sama jakoś się ułoży. Często prowadzi to do tego, że uczymy się kilka lat, a powiedzieć nie potrafimy zbyt wiele. Przecież dotarcie gdziekolwiek nie jest dużym sukcesem. Masz jedno życie, które naprawdę warto spędzić TAK, JAK TY TEGO CHCESZ. Jeśli Twoim marzeniem jest dany język- działaj tak, aby tego dokonać. Czasami język nie jest celem samym w sobie. Może chcesz zamieszkać w Kanadzie i tam pracować i to jest Twoje marzenie. Język będzie po prostu elementem, który Ci to umożliwi. Tak, czy inaczej potrzebujesz jasnej wizji. W przeciwnym razie będziesz dryfować jak łódeczka na jeziorze, która może gdzieś dopłynie, ale nie możesz być pewna, że tam, gdzie chcesz. Ba, możesz być pewna, że nie dopłynie tam, gdzie chcesz, bo do tego potrzebujesz wiedzieć, gdzie to miejsce się znajduje 🙂

 

Jeśli chcesz gruntownie przyjrzeć się temu tematowi, a dodatkowo poznać najbardziej skuteczne strategie nauki języków obcych, zajrzyj do kursu Language Master. Dowiesz się w nim także jak stworzyć dopasowaną strategię, czyli rozłożysz swoje działania na małe kroki. Dzięki temu będziesz mogła w ciągu kilku miesięcy zrobić większe postępy, niż inni robią czasem latami. Bo nauka języka może być prosta, wystarczy wiedzieć jak to zrobić.

 

Stawiasz sobie cele w kwestii języka obcego? Jak wygląda Twoja nauka, na czym bazujesz?

Chcesz się nauczyć języka obcego? Na pewno?

Chcesz się nauczyć języka obcego? Na pewno?

Dziś mam dla Ciebie wpis, którego zadaniem jest wyjąć Twój mózg z czaszki, odwirować, strzepnąć i umieścić go tam z powrotem 🙂

Wpis, którym chcę Ci pokazać perspektywę inną, niż to, że nauka języka to podręczniki, kursy językowe i ćwiczenia z gramatyki.

Ba, wpis, który śmiem twierdzić, że może na tyle zmienić Twoje podejście, że w #w2019nauczyszsiejezyka.

Bo zmiana perspektywy ma właśnie taką moc.

Słowa, słowa, słowa

Ktoś kiedyś powiedział, że ludzi dzieli się na tych, którzy dużo robią i tych, którzy mówią, że dużo robią. Nie udało mi się znaleźć autora tych słów, ale jest w nich naprawdę dużo prawdy. Przecież w końcowym efekcie naszych działań liczy się to, co zrobiliśmy, a nie to, co planowaliśmy, o czym opowiadaliśmy i jakie wrażenie robiliśmy na innych.

W nauce języka jest dokładnie tak samo- nie potrzebujesz mówić o tym, że się uczysz, potrzebujesz wdrażać te działania w życie. Nie jestem w stanie opisać swojego zdziwienia, kiedy ktoś mówi mi, że uczy się języka na przykład 3 lata, ale nic nie potrafi powiedzieć. Graniczy to z cudem! Oczywiście, siedzę w tym temacie już prawie 10 lat, więc wiem dokładnie, że nauka nauce nierówna. To jednak nie to powoduje moje zdumienie. Nadziwić się nie mogę, że ktoś chce przez 3 lata zaprzątać sobie głowę tematem, w którym przez cały ten czas nie widzi praktycznie żadnego progresu! Tak, to brzmi mocno. Bo jest to mocne. Jeśli przez trzy lata podejmujesz mniej, lub bardziej skoordynowane działania i nie widzisz efektów to masz dwa wyjścia: albo zacznij to robić porządnie (może Ci w tym pomóc GPS skutecznej nauki oraz Language Master), albo… przestań to robić w ogóle, bo życie jest za krótkie, aby tracić czas.

 

Chcesz się nauczyć, czy chciałbyś już umieć?

Kiedy podejmujemy decyzję o tym, żeby nauczyć się nowego języka, zdarza się, że jej podjęcie jest trochę… dziecinne. Podejmujemy decyzję dlatego, że chcielibyśmy już “być w ogródku i witać się z gąską”, ale nie koniecznie chcemy przebyć trasę, która nas od tego ogrodu dzieli. Stawiając sobie jakikolwiek cel dobrze jest zdać sobie sprawę, że aby go osiągnąć potrzebujemy podjąć konkretne kroki i DZIAŁAĆ. Dodatkowo, być może niektórych elementów naszego życia będziemy się musieli przy tym pozbyć (np. wieczory przed telewizorem potrzebujemy zamienić na słuchanie w obcym języku i konwersacje). Być może będziemy musieli wyjść poza strefę naszego komfortu i przestać chować się za wygodnym “nie mam na to czasu”, uruchomić kreatywność, zneutralizować lenia i po prostu wyznaczyć konkretne pory tego, kiedy będziesz pracować nad osiągnięciem celu.

Każdy wyznaczony przez nas cel ma także pewną cenę (nie, nie mam tutaj na myśli waluty San Escobar, tylko prawdziwą cenę 🙂 ). Cenę, którą płacimy za sukces- to może być rezygnacja z części czasu z rodziną, może spanie o godzinę krócej, aby udało się umieścić w Twoim grafiku konwersacje, albo rezygnacja z pójścia na kawę z przyjaciółką, bo zaplanowaliśmy wtedy inne działanie. Wiadomo, możemy skusić się na kawę i zmienić nasz plan, bo przecież “raz- nie zawsze”. Jeśli pozwolimy na to, aby takie sytuacje zdarzały nam się coraz to częściej, to trochę tak, jakbyśmy sami bojkotowali swoje własne działania. Zdziwiłabyś się, ilu moich klientów posiadało wyjątkową zdolność takiego “samosabotażu”. Co jeszcze ciekawsze, powodem tych “przeciwności losu”, które pojawiały się na ich drodze najczęściej był… strach.

 

Ten, co ma wielkie oczy, ale nic nie widzi!

Strach, a właściwie, aby psychologicznym teoriom stało się zadość, powinnam tu użyć słowa “lęk” posiada wyjątkową umiejętność podkopywania naszej pewności siebie i zasiewania w nas ziarna o nazwie “czy to na pewno ma sens?”.

Czego najbardziej obawiają się osoby uczące się języka obcego?

Że się im nie uda. I wtedy będzie czarno na białym, że się nie nadają i stracili czas. Więc bezpieczniej jest po prostu nie działać, albo działać “na pół gwizdka”, bo przynajmniej gorzki zawód, który potencjalnie może nas czekać będzie łatwiejszy do przełknięcia. Nie zaangażowałam się zbyt mocno= no trudno, nie udało mi się.

O ile to lepsze, niż powiedzenie “DAŁAM Z SIEBIE WSZYSTKO I NIE PODOŁAŁAM!”. To dopiero straszne.

Najciekawsze jest jednak to, że przez blisko 10 lat pracy z językami nigdy nie usłyszałam takiego tekstu. A to dlatego, że kiedy coś z siebie dasz  i zrobisz to z głową Twoje wyniki są naprawdę dobre (a jeśli choć trochę mnie już poznałaś to wiesz, że ja nie jestem fanem “dawania z siebie wszystkiego”, a raczej “dawania wystarczająco dużo” 🙂 ).

Jeśli mądrze zaplanujesz proces nauki, a potem go wykonasz i to wcale nie nadludzkim wysiłkiem to … NAUCZYSZ SIĘ. Ten lęk, który się w nas czai jest mało racjonalny- gdzieś tam w głębi boimy się, że możemy nie podołać, ale przecież nie jesteśmy samotnymi wyspami. Każdy uczący się języków ma swoje wzloty i upadki, momenty większej lub mniejszej motywacji, czasem bardziej lub mniej zajęty grafik. I chodzi właśnie o to, aby jak najlepiej wykorzystywać ten potencjał. Sami decydujemy o tym, czy podołamy, czy nie, bo na nasz sukces wpływa nie tylko ten jeden dzień lub te konkretne konwersacje.

Jeśli jednego dnia nie wychodzi, to wyjdzie drugiego. 

Jeśli jednego dnia zupełnie nie miałam czasu, to zrobię mój plan w kolejny dzień.

Jeśli dzisiaj na konwersacjach nieprzyzwoicie się sfafluniłam, zamiast utworzyć piękną wypowiedź to… jutro też jest dzień. 

Najważniejsze to…

Nie poddawać się 🙂 

I decydować prawdziwie, ze świadomością ceny naszej wygranej. Aby się zmienić, musimy się zmienić. Brzmi banalnie, ale tak często chcemy, aby coś się zmieniło, kurczowo trzymając się aktualnej sytuacji. Wtedy jest trudno, męcząco i boleśnie. 

A jak to kiedyś mądrze powiedział Heraklit z Efezu “Jedyną stałą w życiu jest zmiana”. Ona i tak nadejdzie, a czy Ty chcesz się wtedy miotać w niepewności i poczuciu porażki, czy być o krok bliżej swojego celu? 🙂

P.S. Jeśli zaczynasz naukę nowego języka, lub po prostu chcesz zacząć na nowo i z głową, zajrzyj do GPS skutecznej nauki języka. Stworzyłam go z myślą o osobach, którą chcą działać z sensem 🙂 

 

Wszystkiego językowego!

3 fajne rzeczy “na życie”, które dały mi języki obce

3 fajne rzeczy “na życie”, które dały mi języki obce

Końcówka roku i początek nowego to dla mnie czas podsumowań i zastanowienia się nad moimi działaniami w poprzednich miesiącach.

Co z tego miało sens, a co było działaniem typu “szybko, nim dotrze do nas, że to bez sensu!”. Bo i takie się zdarzają.

No i oczywiście to dla mnie czas sprawdzenia, co jeszcze mogę zmienić w kwestii nauki języka i co kontynuować, a co odrzucić. Przyszło mi z tej okazji do głowy kilka bardzo osobistych benefitów z nauki języka i postanowiłam Ci o nich opowiedzieć. Ready, set, go!

Mówić idealnie? Precz z perfekcjonizmem!

Nauka języka uczy, jak bardzo szkodliwy może być perfekcjonizm, a w poprzednim roku pokazywało mi się to na każdym kroku. Postanowiłam zupełnie przeformatować swojej przekonania dotyczące… swobody językowej! I to właśnie męczący perfecjonizm mnie do tego zainspirował. Takie “ponazywanie” różnych rzeczy było dla mnie bardzo pomocne. Zastanowiłam się co to DLA MNIE oznacza, że “mówię w danym języku”, co znaczy swoboda językowa, a co płynność? Powiem Ci szczerze, do niedawna były to dla mnie to pojęcia-widma. Niby są, niby wiemy mniej więcej co znaczą, ale przy konfrontacji zazwyczaj okazuje się, że dla każdego oznaczają coś innego. To zupełnie naturalne i chyba wyzwanie pojawia się dopiero wtedy, kiedy pozwalamy, żeby te zwroty określały naszą naukę, nie wiedząc dokładnie co dla nas samych oznaczają. Prowadzi to do chaosu i wpływa na cele- no bo jak osiągnąć płynność, skoro nie wiemy dokładnie co to dla nas oznacza?

Co ma do tego perfecjonizm? Zdałam sobie sprawę, że płynność oznacza dla mnie swobodę, komunikację i przygodę i to są moje wartości w nauce języka. Nie perfekcja! Nie muszę być na pozimie C2, aby poczuć swobodę językową. Ba, wielu native’ów nie jest na poziomie C2.

Przedefiniowanie tego pojęcia przyniosło mi ogromną ulgę. Okazało się wtedy, że nie muszę spełniać swoich własnych wyśrubowanych oczekiwań, aby czerpać z języków i cieszyć się zarówno efektami, jak i samym procesem. Daję sobie więcej przyzwolenia na błędy, ale też i na niepewność i paradoksalnie poprawia to moją pewność siebie. Wcześniej ciążyła na mnie “klątwa specjalisty od języków”, czyli jak już mówić, to tylko świetnie. Kiedy spojrzałam na języki przez “oko początkującego” okazało się, że nie tylko robię znacznie szybszy progres, ale też jestem w stanie jeszcze lepiej wspierać moich klientów, bo przecież ONI TEŻ DOKŁADNIE PRZEZ TO PRZECHODZĄ. To dla mnie naprawdę fascynujące przeżycie. 

Na serio wierzę, że nie ma czegoś takiego jak znanie języka perfekt! Wierzę za to w rozwijanie empatii i komunikacji, coraz lepsze porozumiewanie się i to nie tylko dzięki umiejętnościom językowym sensu stricte, ale po prostu przez bycie “tu i teraz” i dawanie sobie szansy na bycie sobą, a nie “tym kimś, kto tak świetnie mówi i robi takie piękne konstrukcje językowe”. 

Odrzucenie perfekcjonizmu językowego nie tylko pozwoliło mi szybciej się uczyć, ale też sprawiło, że odpuściłam na innych polach i życie stało się dużo łatwiejsze 🙂

Pomyśl inaczej

Jakby się tak głębiej zastanowić, to większości z nas chodzi o to, aby być szczęśliwym. Niestety sami sobie na drodze do szczęścia często stajemy. Zakładamy na przykład, że musimy nauczyć się języka X, nakładamy na to ogromną presję i doprowadzamy samych siebie do poczucia bezwartościowym, jeśli po pół roku nie osiągamy mistrzostwa. Pewnie czytając to myślisz “Nie no, może nie aż tak”, ale naprawdę duża część z nas myśli w ten sposób. Nie nazywamy tego tak dosłownie jak tutaj pokazałam, ale jest w tym sporo prawdy. Rzadko słyszę od moich klientów słowa chciałabym/ chcę/ mam takie marzenie… Częściej jest to muszę/ powinnam/ potrzebuję. Nie neguję tutaj tego, że często potrzebujemy języka z różnych powodów. Ale o ile łatwiej i pozytywniej byłoby powiedzieć “postanowiłam, że się nauczę”, niż “muszę się nauczyć”. Czasem patrzymy przez ciemne okulary typu “muszę się nauczyć w końcu tego angielskiego, bo w końcu mnie wywalą z pracy”, zamiast przeformatować to na “postanowiłam nauczyć się angielskiego, aby mieć więcej możliwości biznesowych”. Niby to samo, a jednak zupełnie inne 🙂

Języki to taka właśnie podróż. Z punktu A do B, które sami określamy. Podróż dla naszego mózgu, ćwiczenie czegoś nowego, podróż kulturowa. Więc teraz wyobraź sobie takie wakacje: musisz iść popływać w basenie, trzeba odpocząć, powinienem iść zjeść obiad etc… To wszystko przyjemne rzeczy, które przez sposób w jaki o nich mówimy, zaczynają brzmieć jak straszne obowiązki i zadania. Zmień więc sposób w jaki myślisz o języku, a on Ci się odwdzięczy 🙂 

Dzięki podjęciu decyzji, że czegoś mam prawo nie umieć, ale i decyzji, że jeśli tylko zdecyduję, że chcę to się nauczę, nabrałam wiatru w żagle.

Pewnie już sie domyślasz, że dotyczyło to nie tylko języków 🙂 

 

Koniec oceniania i poddawania się

“To, że czegoś nie rozumiesz, nie oznacza, że jest to bez sensu.”

Poznawanie nowych języków, a co za tym idzie nowych kultur sprawiło, że moja tolerancja znacznie wzrosła. Jestem z tego naprawdę dumna 🙂

Teraz inność innych jest dla mnie oczywista i ciekawa, a nie zawsze tak było. Poznawania różnych obyczajów kiedyś budziło u mnie myśli typu “Ale dziwne”, dziś brzmi to raczej “Ale ciekawe!”. Tutaj znowu muszę odnieść to do innych sfer życia- gdybyśmy uznawali nasz sposób myślenia lub działania za najlepszy, rozwój osobisty przestałby istnieć. Bo czy to nie “inność” powoduje w nas proces zmiany? Zobaczenie, że można inaczej, czasami skuteczniej, czasami prościej, a czasami z większą motywacją jest bodźcem do zmiany. Kiedy widzimy coś, co nam się podoba od razu zastanawiamy się, czy nie warto byłoby samemu tego zastosować. Kiedy jednak coś nam się nie podoba najchętniej udajemy, że to nie istnieje, czasami dodatkowo kwitując to “Ale bez sensu”.

W języku obcym nie masz takiej możliwości. Nawet jeśli np. nie podoba Ci się czas przeszły, bo sposób jego tworzenia wydał Ci się skomplikowany to powiedzienie “ale bez sensu” raczej nie jest wyjściem z sytuacji, chyba, że zamierzasz mówić tylko w czasie teraźniejszym 😉

Uzbrajasz się więc w warstwy cierpliwości i próbujesz zrozumieć. Zrobienie tego (w kwestii języka i także innych sferach życia) jest naprawdę rozwijające. Dzięki językom poznaję różne sposoby myślenia, podejścia do życia i radzenia sobie z wyzwaniami, bo różne kultury często po prostu reagują skrajnie różnie. Wydaje mi się to jedną z największych wartości nauki języka. Mam odczucie, że dzięki temu żyję się jakby pełniej, bo z większą świadomością. I ja to kupuję! 🙂

 

Być może któryś z tych trzech elementów mocno Ci zarezonuje, a może jest u Ciebie jest zupełnie inaczej? 

Co Ci dała nauka języka?