Jak ogarnąć się w 2020, żeby nauczyć się wybranego języka?

Jak ogarnąć się w 2020, żeby nauczyć się wybranego języka?

Organizacja nauki to coś, o co pytacie mnie najczęściej!
Głównie zadajecie pytanie: „Jak znaleźć czas?”. Co ciekawe, rzadko kiedy ktokolwiek pyta o to, jak złożyć logiczny plan działań, aby mieć efekty.
Dziś zatem odpowiadam na oba te pytania po to, abyś jeszcze w 2020 poczuła zupełną swobodę!

Styczeń to dla wielu z nas miesiąc postanowień, a nowy język znajduje się zazwyczaj na liście TOP10 postanowień noworocznych. Mamy nową energię do działania i chęć zmiany. Wyzwanie polega na tym, aby nie stracić zapału po kilku pierwszych tygodniach. Moje doświadczenia są takie: im większy bum, tym szybszy koniec. Mam jednak sposób na to, żeby obrócić tę sytuację.

Miej wizję

Kiedy startujesz z tak złożonym projektem jak nauka języka, potrzebujesz konkretnej wizji. Musisz wiedzieć, dokąd chcesz dotrzeć i dokładnie to będzie mocną bazą dla Twoich działań. O samych celach mówiłam więcej w tym artykule, więc w razie potrzeby przeczytaj go teraz, a potem wróć tutaj 🙂

Mając konkretnie wyznaczoną wizję, będziesz najzwyczajniej w świecie wiedziała, co i kiedy robić! W przeciwnym razie będziesz poruszać się trochę po omacku. Niby coś robisz, ale te działania są na tyle niespójne, że czasem praktycznie nie widać rezultatów! Tutaj kluczowa jest też decyzja: chcesz się uczyć czy nauczyć? Pozornie jest to jedno i to samo… Nic bardziej mylnego! Jeśli zdecydujesz, że nauczysz się języka, to wychodzisz z punktu końcowego. Rozpisujesz, co potrzebujesz umieć i na jakim etapie, a następnie wytyczasz konkretne działania, które do tego prowadzą. A potem nadchodzi codzienność, czyli… potrzeba zmiany nawyków. Czasem to mini adaptacja tego, co aktualnie robimy, a czasem potrzeba zwyczajnie potrząsnąć całym systemem (a nawet rodziną 😉) i przerzucić nasz grafik do góry nogami. Obie sytuacje są możliwe i przy odrobinie inspiracji – naprawdę proste do zrobienia.
Powróćmy więc do początku. 🙂

Aby ułatwić Ci proces ogarnięcia się w 2020, stworzyłam przepiękny i mądrze skonstruowany materiał, który pomoże Ci przejść przez opisane przeze mnie kroki. Ten zeszyt to element styczniowego webinaru, który dostępny jest w Planetowym sklepie. Wydrukuj go i przejdź przez niego krok po kroku, a zobaczysz, że to, co wydawało się nie do ogarnięcia, teraz ma naprawdę przystępny kształt!

 

Wychodzenie od celu. Jak znaleźć czas?

Jeśli Twoim punktem startowym będzie konkretny cel, znacznie łatwiej będzie Ci skomponować naukę w spójny sposób. Tutaj też pojawia się aspekt czasowy. Jeśli wiesz, że dysponujesz np. 1 godziną tygodniowo i ani minutą dłużej, stawianie sobie za cel pełnej płynności za rok jest mało realne. Z drugiej jednak strony, moje doświadczenia z klasycznym “Nie mam czasu” są dosyć przewrotne. Zazwyczaj, kiedy na sesjach mentoringowych bierzemy w obroty teoretycznie wypełniony po brzegi grafik to… okazuje się, że można go łatwo przemodelować i uzyskać dodatkowe godziny (nierzadko aż kilka)! Serio, serio! Zatem skup się. 😊 Czy to, co słyszysz w swojej głowie to fakt czy wygodna wymówka? 

Twoje myśli to nie Ty! Ty jesteś ponad te myśli i wymówki!

Dlatego takie szczere podejście często zdusza problem w zarodku. W praktyce wygląda to tak: albo chcemy się nauczyć i wtedy kosztem czegoś innego (np. wieczorów z Netflixem) działamy na rzecz tego celu. Albo mówimy, że nie mamy czasu, nie sprawdzając, ile tak naprawdę nam go ucieka na różne rzeczy, które robimy. Bolesne tylko na początku, potem zamienia się w poczucie radości, inspiracji i dumy. Sprawdzone! 🙂

Cel = działania

Nasze konkretne cele powinny się zatem przełożyć na działania. Ale nie byle jakie! Tutaj znowu przyda nam się uważna obserwacja. Co działa naprawdę, a co tylko zapycha mój grafik? Dam Ci przykład z życia wzięty: przedwczoraj, kierowana myślą, że już kilka dni nie działałam z hiszpańskim, wzięłam repetytorium leksykalne, przeczytałam krótki tekst i zapisałam słówka na fiszkach. Dziś już nic nie pamiętam 🙂

W fiszce kluczem jest stworzenie barwnych przykładów, które stają się dla Twojego mózgu odniesieniem. De facto coś zrobiłam, ale co mi to dało? Chyba tylko spokój sumienia i to też na krótko 😉 Wyciągam więc wnioski: dziś wezmę fiszki, napiszę przykłady, a potem zostawię je sobie w łazience (będzie „jak znalazł” na wieczorne mycie zębów!). Jeśli chodzi o naukę to jest cała masa działań, które daleko nas nie zaprowadzą. Mając wybór pomiędzy uzupełnianiem luk w ćwiczeniu, a napisaniem kilku zdań, zawsze wybieraj to drugie. Im bardziej zaangażujesz mózg i im bardziej kreatywnie zadziałasz – tym większa szansa, że coś zostanie w Twojej głowie. Czasem słyszę, że komuś nie chce się inwestować czasu w analizowanie tego, co działa, a co nie. Rozumiem. Wolisz więc po prostu tracić czas na to, żeby robić dużo różnych rzeczy i nie mieć efektów? Tak też można, ale po co? 🙂

 

Jak działać spójnie?

Przede wszystkim pamiętaj, że język tworzy pewną całość. Mamy tutaj mówienie, słownictwo, gramatykę, rozumienie ze słuchu, czytanie i pisanie. Najlepsze efekty uzyskasz, jeśli będą się one “zazębiały”. Co to oznacza? Spójrz na ten przykładowy plan tygodnia:

Jego spójność nie polega tylko na tym, że uwzględnia wszystkie językowe specjalności. Klucz w tym, aby konkretne działania się wspierały.

A zatem:

  • W poniedziałek robimy gramatykę, którą później będziemy praktykować na konwersacjach we wtorek.
  • Oglądając tego dnia serial w danym języku – zabawa w “Szukanie formy” (co to za przewrotność losu, aby szukać formy na kanapie? 😉). Próbujesz wyłapywać konkretne formy w tekście mówionym.
  • Środowy tekst do praktyki czytania będzie zawierał ten czas/te struktury gramatyczne. Ćwiczę czytanie, ale jednocześnie mózg koduje np. formy, które są dla mnie najbardziej aktualne.
  • W piątek piszę tekst. Zgadnij jaki? 🙂 Oczywiście z użyciem poniedziałkowej gramatyki!

Takie przykłady można mnożyć i mnożyć i działać tutaj na różne sposoby, nie tylko w połączeniu z gramatyką. Na przykład: po tematycznej lekcji z nativem czytamy artykuł na ten sam temat, a potem piszemy tekst, robiąc recykling słownictwa. Najważniejsze jest to, że dzięki temu konkretny temat przerabiasz na różne sposoby, a dla mózgu to dodatkowa powtórka. A wiadomo: powtórka rzecz wspaniała 🙂

Where focus goes energy flows

Ostatnie, choć najważniejsze

Nie byłabym sobą, gdybym nie napomknęła o najważniejszym. To, jaką energię wkładasz do samego procesu nauki, ma wielkie znaczenie. Wiem, że czasem się nie chce. Wiem, że bywają i sytuacje, kiedy „bujamy się” z tym tematem miesiącami lub latami. Ale naprawdę, naprawdę warto sobie poukładać w głowie kwestie podejścia do języka, zanim wystartujemy. Pomyśl tylko: jeśli postawisz cele, zdecydujesz się na działania, a na samą myśl będziesz czuła coś w stylu niechęci/rezygnacji to… Jaka jest szansa, że się to powiedzie? Twoje nastawienie to KLUCZ. Stan psychofizyczny produkuje określone hormony, a one zdolne są nawet do ZABLOKOWANIA przyswajania informacji. Opowiem o tym więcej na lutowym webinarze „Poznaj swój mózg i ucz się szybciej”. Mówię Ci to zupełnie serio. W materiałach, które podlinkowałam jest też element pracy mentalnej, a gruntownie przechodzimy przez niego w moim kursie skutecznej nauki języka Language Master.

Jedno z moich ulubionych powiedzeń to „Where focus goes, energy flows”, co w bardzo luźnym tłumaczeniu znaczy: „To, na czym się koncentrujesz, rośnie”. Koncentruj się więc na tym, co możesz, zamiast na tym, na czym się nie da. Na tym, że nawet małe kroki to zawsze podróż do przodu. Na tym, co już potrafisz versus poczuciu słabości, że jeszcze tyle do zrobienia. Karm swój umysł tym, co go inspiruje, aby aż chciało się działać. Wtedy na koniec 2020 będziesz nie tylko swobodnie mówić, będziesz także radośniej i pełniej żyć! 🙂

 

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Nauka języka ma być przyjemnością! 

Wystarczy chwilę pogłówkować nad tym, jak ubarwić nasze językowe podboje tak, aby się nam chciało.

Dziś podaję Wam pakiet naprawdę przystępnych opcji na miły domowy wieczór. Do tego, w bonusie, angażujące zabawy, które pomogą wyciągnąć z tego czasu maksimum korzyści. 

 

Kocham seriale! Jeśli jesteś ze mną już jakiś czas to na pewno o tym wiesz 🙂 

Tak wiem, że to pożeracze czasu i na dodatek uzależniają, ale jak to się mówi “na coś trzeba umrzeć”. Żeby momenty spędzone przed Netflixem nie były czasu stratą, staram się wykorzystywać je jako element nauki. To działa! Nie tylko osłuchujesz się z językiem, ale także możesz poczuć klimat danego kraju, ekspresję lokalsów oraz bardzo różne klimaty tego samego języka. Z tego względu sugeruję raczej seriale w oryginale, niż te z dubbingiem, ale od biedy i dubbing jest treningiem.

Dziś pokazuję Ci moją złotą piątkę, jeśli chodzi o produkcje hiszpańskojęzyczne. Ważne: przy wyborze nie kierowałam się tak bardzo tym, czy sam serial mi się podobał, ale głównie tym, czy jest on przystępny do tego, aby oglądając trochę przy nim “potrenować”. Jeśli ich nie znasz, to na serio polecam ( a już zwłaszcza w kombinacji z zabawami, które pokazuję na końcu artykułu). To co, jedziemy? 🙂

Las chicas del cable

Moja ulubiona, dziewczyńska propozycja! Serial o przyjaźni 4 dziewczyn pracujących wspólnie dla pierwszej hiszpańskiej firmy telefonicznej. Fajna opcja, aby cofnąć się w czasie i zobaczyć jak wyglądał kiedyś świat (za czasów mojej młodości może i nie było komórek, ale dzwonienia do innych poprzez telefonistkę to nawet ja nie pamiętam 😉 ). Do tego piękne stroje, brudne sekrety z przeszłości i kilka scen przyprawiających o dreszcze, a wszystko to okraszone pięknym hiszpańskim i naprawdę wyraźną wymową. To był mój drugi serial hiszpański i szczerze mówiąc po pierwszy sezonie, kolejne oglądałam już bez ciągłego śledzenia napisów.

Sezony są trzy, a za kilka dni pojawi się czwarty (yassss!). Dodatkowym bonusem jest to, że moim zdaniem 4 główne bohaterki mówią trochę inaczej! Fajnie otwiera to uszy i głowę na różne typy wymowy. Polecam, choć przyznaję, że głównie dziewczynom (mój mężczyzn po kilku odcinkach wypowiedział sakramentalne “Możesz dalej oglądać sama, nie pogniewam się” 😉 ). Odcinki mają niecałe 50 minut, także to już całkiem konkretny element praktyki. 

Vis-a-vis

Propozycja dla osób o mocniejszych nerwach. U mnie każdy odcinek okupiony jest później dziwnymi snami, więc muszę przyznać, że do tej pory widziałam tylko kilka. Językowo znacznie trudniejszy, niż jego poprzednik (za to można nauczyć się całej gamy przekleństw 😉 ).

Jeśli ktoś z Was nie przepada za scenami przemocy, to tutaj będą się one zdarzać, ale językowo to ciekawe doświadczenie, bo mamy tu bardzo nieformalny język i można podłapać trochę slangowych wyrażeń.

Ze wszystkich opcji, które Wam prezentuję o tej mogę powiedzieć najmniej, ale myślę, że to coś w sam raz dla męskiego grona oraz dla dziewczyn, które lubią cięższe klimaty 🙂

 

 

Velvet

Historia pięknej miłości, czasem trochę telenowelowa, ale dla miłośniczek romansów jak znalazł! Ten serial daję tutaj przede wszystkim ze względu na piękny język i całkiem wyraźną wymowę. Odcinki są dosyć długie, trwają ponad godzinę, a sezony 4, więc będzie oglądania, a oglądania! To serial, z które

go nauczyłam się najwięcej, bo naprawdę łatwo jest zrozumieć go po hiszpańsku. Poza tym 4 sezony po 15 ponadgodzinnych odcinków dają szansę na wielomiesięczną praktykę 🙂 

Jeśli chodzi o fabułę to momentami bywała dla mnie trochę irytująca, ale to jest kwestia osobista. Ja po prostu bardzo nie lubię takich bajkowych konwencji typu jedna bohaterka o dobrym sercu i jej wierne przyjaciółki oraz zgraja podłych rywalek o paskudnych charakterach. Nie kupuję tego, ale wiernie obejrzałam wszystkie sezony i mam wielką wdzięczność za codzienną możliwość osłuchiwania się z tak pięknym językowo serialem. Spróbujcie i sprawdźcie! 🙂

La casa de las flores

Kolejny faworyt, jesli chodzi o wymowę! Serial produkcji meksykańskiej i ma to 2 ogromne plusy: bardzo jasna wymowa (dla mnie łatwiejsza niż hiszpańska!) oraz możliwość poznania trochę słownictwa latynoamerykańskiego (przykład: Te hecho de menos = Te extraño). 

Historia pokręcona niemożliwie, dużo naprawdę absurdalnych wątków, ale dzięki temu serial jest naprawdę angażujący. Do tego jeszcze pięknie nakręcony (nazwa zobowiązuje!) i ma krótkie, trzydziestominutowe odcinki, więc dla osób o okrojonym serialowym czasie będzie w sam raz! Jeśli jesteś na początku swojej hiszpańskiej drogi, to naprawdę go polecam (jedna z bohaterek mówi “w zwolnionym tempie”- serio!).

Dobry serial na start, o ile masz otwarty umysł i lubisz trochę pokręcone historie 🙂 

La casa de papel

Mój pierwszy serial hiszpańskojęzyczny. Śmiem nawet twierdzić, że to dzięki niemu po raz pierwszy na serio pomyślałam o tym języku. Po prostu zaczęłam się w nim zakochiwać. Sprawcą tego było dokładniej słowo “pero”- nie pytajcie mnie dlaczego 😉 

Fabuła jest baaaaaaaaardzo wciągająca i rozbudowana. Myślę, że zaspokoi także nałogowych serialowiczów i naprawdę będzie fajną rozrywką. Jeśli chodzi o wymowę, to cóż… Bywało łatwiej coś zrozumieć, ale bardzo zależy to od konkretnego aktora. Jeśli chcesz oglądać bez napisów to poleciłaby

m go raczej na kolejne etapy nauki. W ramach praktyki słuchania i osłuchiwania się- możesz startować od razu. 

Jeśli nie uczysz się hiszpańskiego to też obejrzyj! Może wtedy się zainspirujesz do samego języka, tak jak to było ze mną! 🙂

Oto moja złota piątka! Żeby oglądanie miało większą wartość, dobrze jest aktywnie podziałać podczas. Jeśli oglądasz typowo dla odpoczynku, załóż sobie np. że pierwsze 10 minut oglądasz i działasz. Potem możesz już w pełni wciągnąć się  w fabułę i odpoczywać. Ja dokładnie tak robię i mam wtedy poczucie, że i wilk syty i owca cała 🙂

 

Zabawy podczas oglądania seriali

 

Polowanie na formę

Jeśli w danym momencie przerabiasz jakiś konkretny element gramatyki, np. jeden z czasów przeszłych, oglądaj z fokusem na dane formy. To pomaga rozeznać się w kontekstach kiedy używamy tej formy oraz poznawać same formy. Jedna sprawa to wiedzieć, że forma ma w trzeciej osobie liczby pojedynczej taką, a taką końcówkę. Inaczej jest jednak to usłyszeć na różnych przykładach. Jeśli więcej niż jedna osoba w domu uczy się tego języka możecie to robić w ramach konkursu. Ten, kto usłyszy i krzyknie podczas oglądania więcej form jest zwolniony z wynoszenia śmieci 😉 

Można się w ten sposób bawić w nieskończoność i rozwijać swoją komunikację w naprawdę fajny sposób. 

Organizer

Weź kartkę papieru, albo Twój językowy zeszyt i podziel ją na trzy kolumny. U góry pierwszej wpisz “ZNAM”, u góry drugiej “ZNAM, ALE NIE UŻYWAM”, a u góry trzeciej “NIE ZNAM”. Przez ustaloną ze sobą samą ilość minut słuchaj bardzo uważnie. Postaraj się wypisać jak najwięcej, porządkując odpowiednio w tabeli to, co słyszysz. Dzięki temu praktykujesz i odświeżasz to, co już znasz oraz wyłapujesz to, co niby znasz, ale nie na tyle, aby swobodnie używać. Ostatnią kolumną są nowości, czyli coś, co udało Ci się usłyszeć,  ale nie masz pojęcia o co chodzi. To elementy do sprawdzenia w słowniku lub do omówienia podczas konwersacji z nativem. 

Organizer to fajna zabawa, która porządkuje to, co wiesz i rozwija to, co nowe. Czasem na pierwszych etapach nauki trudno jest cokolwiek wyłapać, ale działaj dalej! Zobaczysz, że przy każdym kolejnym odcinku jest coraz łatwiej! Aż miło później popatrzeć jak puste na początku rubryki przy kolejnych podejściach są o wiele bardziej kompletne. 

Pod-ręcznik mowy

Tutaj znów potrzebna będzie kartka papieru lub notatnik. Zadanie jest bardzo proste- wypisuj wszystko, co Ci się podoba! Utarte zwroty, fajnie brzmiące zdania, zbitki słów. Wydaje się to chaotyczne, ale bardzo pomaga! Skupiasz się bowiem na tym, co Ci w duszy gra, czyli są to elementy, których naprawdę masz szansę użyć. To ma przecież największą wartość, bo po co uczyć się budowy wiertarki, jeśli nigdy o wiertarkach nie mówisz? Ten sposób naprawdę wzbogacił moje zasoby o frazy, których teraz używam. Każdy z nas mówi trochę inaczej, a ta zabawa dostosowuje Twoje słownictwo do tego, co jest naprawdę użyteczne indywidualnie dla Ciebie. 

 

Hiszpańskich seriali jest całkiem sporo, więc liczę teraz na Ciebie! Co oglądasz / oglądałaś i czemu polecasz ten serial do nauki? A może właśnie do nauki się od nie nadaje? Miejsce poniżej czeka na Wasze opinie!

Miłego oglądania! 🙂

 

Narzędziownik cz. II- moja recenzja serii “Język w tłumaczeniach” od Preston Publishing

Narzędziownik cz. II- moja recenzja serii “Język w tłumaczeniach” od Preston Publishing

Dziś na tapet biorę wielojęzyczną serię wydawnictwa Preston Publishing.

Książki z cyklu „Język … w tłumaczeniach” znajdziecie po angielsku, niemiecku, włosku, francusku, hiszpańsku, rosyjsku i portugalsku.

To taki rodzaj językowej pracy, który pobudzi Twoje neurony do działania, a wtedy… Tworzy się historia 😉 

 

 

Jako wielbicielka piękna wszelkiego rodzaju, na samym starcie powiem, że serie są estetycznie wydane i klarownie uporządkowane. Mam trochę wątpliwości, czy odpowiedzi nie powinny być po lewej stronie, a część do uzupełniania po prawej. Większość osób jest praworęczna i to znacznie ułatwiłoby pisanie. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ w wersji drukowanej mam tylko 1 książkę, a pozostałe 4 w wersji PDF, ale już po tej jednej czuję, że odwrotne rozmieszczenie byłoby wygodniejsze. Nie umieszczam tego jednak w minusach, bo to indywidualna preferencja każdego z użytkowników. W liście pro i contra staram się skupić raczej na możliwie jak najbardziej obiektywnej ocenie, patrząc przez pryzmat zasad skutecznej nauki języka.

Wiadomo, do końca obiektywna być nie mogę (ech, te odczucia i emocje 😉 ), ale staram się zachować zdrowy balans pomiędzy odczuciami a faktami.

Przejdźmy więc do listy plusów i minusów, która ma za zadanie pomóc Wam w podjęciu decyzji, czy to książki dla Was:

Plusy:

– spory wybór języków- znajdziesz tutaj najpopularniejsze języki, których uczą się Polacy

– możliwość ćwiczenia różnych dyscyplin językowych: gramatyki, słownictwa ogólnego, słownictwa w konkretnych sytuacjach lub biznesowego

– nauka kontekstowa, o której więcej pisałam tutaj oraz tutaj. Zupełnie inny jest efekt takiej pracy, niż zwykłe uzupełnianie. Uzupełnianki w formie wypełnienia brakującego słowa mogą być przydatne, kiedy chcesz się sprawdzić. Kiedy jednak chcesz ćwiczyć, dużo większą wartość ma tworzenie całych struktur. To także większe wyzwanie, ale później sobie podziękujesz za włożoną w to energię 🙂

Twój mózg uwielbia naukę w kontekście. Najlepiej zapamiętuje poprzez skojarzenia oraz personalne odniesienia. Zatem tworząc całą strukturę zdania masz znacznie większą szansę, że będziesz później potrafiła tego użyć. To łączy się także z tym, że samo słowo lub forma gramatyczna z reguły niewiele nam daje. Dopiero kiedy potrafimy je zastosować nabierają one dla nas prawdziwej wartości użytkowej. To moim zdaniem najmocniejsza strona serii “W tłumaczeniach”- te książki po prostu uczą mądrze. Tak, żeby dało się później z tej wiedzy skorzystać

– podpowiedzi i wyjaśnienia trudniejszych zagadnień- poza poprawnymi tłumaczeniami po prawej stronie znajdziesz objaśnienia elementów, które najczęściej sprawiają problemy uczącym się. Dodatkowo znajdziesz tam na przykład pełną odmianę w przypadku nieregularności. Nie praktykujesz więc tylko określonego zagadnienia w 2 osobie liczby mnogiej na przykład, lecz masz od razu dostęp do całości

– testy sprawdzające w ciekawej formie (krzyżówki, tworzenie kolokacji, uzupełnianki, słowotwórstwo

– prawie cała seria dostępna jest w formie PDF. Jest to świetnym rozwiązaniem, jeśli dużo podróżujesz lub po prostu lubisz korzystać z książek na tablecie lub komputerze. Wciąż niewiele wydawnictw robi ukłon ku coraz bardzo rozpowszechnionym cyber-korzystaniu z książek językowych. Dla mnie to jest świetne rozwiązanie, bo często jestem w podróży. Nawet wtedy mam swój pakiet książek zawsze w tablecie i nie muszę się martwić, że będzie mnie bolał kręgosłup, albo książka leży samotnie w domu podczas gdy ja poznaję świat 😉 

Minusy:

– za mało miejsca na pisanie! To najbardziej irytujący aspekt tych książek (zdarza się to we wszystkich wersjach językowych!). Z tego powodu książka po uzupełnieniu wygląda na zabazgraną i ciężko rozczytać, co jest tam napisane. Mam nadzieję, że w kolejnych wydaniach to się zmieni, bo naprawdę wpływa na to komfort korzystania z nich 🙂

Od razu dopowiem, że przy tej kwestii naprawdę sprawdza się korzystanie z niej w formie PDF. Ja akurat korzystam z tej serii głównie na Ipadzie, do którego posiadam ołówek. Mogę wtedy odpowiednio powiększyć to miejsce i wtedy pisać w miarę normalnie i się mieścić. To jest trochę uciążliwe, ale przynajmniej do zrobienia. Niestety, książki papierowej powiększyć się nie da, więc trzeba pisać naprawdę maczkiem. Jeśli nie masz tabletu możesz korzystać z niej na komputerze i dodawać Twoje odpowiedzi z klawiatury, co też jest dobre, bo tekst pisany na komputerze jest mniejszy, niż ten odręczny.

– czasem brak różnych wersji wyrażenia danej treści. W języku, wiadomo, można powiedzieć to samo na różne sposoby. O ile Preston postarał się tutaj o różne warianty, o tyle nie jest chyba możliwe wypisać wszystkich! W związku z tym czasem napadają Cię wątpliwości- jesteś prawie pewna, że to, co napisałaś jest ok, a jednak nie jest to ani proponowaną, ani alternatywną odpowiedzią. Warto wtedy mieć kogoś z kim możesz się skonsultować. Ja po prostu stawiam sobie znak zapytania w takim przypadku i przy kolejnej okazji pytam native’a, co sądzi. 

– niektóre z książek są w środku czarno – białe, co w porównaniu do tych z delikatnym odcieniem bordo, jest dużo mniej atrakcyjne. Czemu to ważne? Bo wiadomo, że z ładnych materiałów lepiej i przyjemniej nam się uczy. Możemy się upierać, że przecież chodzi o treść, ale bądźmy szczere- jeśli zamierzasz zaglądać do tej książki kilka razy w tygodniu to naprawdę fajnie, żeby była ładna 🙂

 

Mam nadzieję, że to podsumowanie wraz ze zdjęciami pomoże Wam zorientować się jak wygląda praca z tą serią. Dla mnie to na ten moment jedna z najlepszych opcji do mądrego treningu językowego.  Dajcie znać w komentarzu, czy takie recenzje są dla Was przydatne! 🙂

Korzystacie z Prestonowych książek? Jak oceniacie pracę z nimi? 

 

Czego możemy nauczyć się od dzieci w kwestii języka?

Czego możemy nauczyć się od dzieci w kwestii języka?

Często słyszę, że „fajnie byłoby uczyć się tak szybko jak dzieci”

Czasem też, że „lata lecą i pamięć już nie ta sama”

Albo „jak byłam dzieckiem to był to dla mnie żaden problem, ale teraz?”

 

To jasne, że nasz mózg się zmienia i jego możliwości, jeśli nie są ćwiczone, tracą na jakości. Na pewno warto trenować mózg, aby do późnych lat był sprawny i pomagał nam w codziennych czynnościach. O tym napiszę w osobnym artykule 🙂

Są jednak elementy, które możemy zrobić już dziś, na poziomie mentalnym. To ćwiczenie kilku cech, którymi charakteryzują się dzieci, które mogą nam pomóc w szybkiej nauce języków. Można się w nie wyposażyć na każdym etapie naszego życia, a dodatkowym bonusem jest to, że wpłyną nie jedynie na Twoją naukę.

 

„Prostota jest szczytem wyrafinowania”

Dzieci w komunikacji przede wszystkim stawiają na prostotę. Nie komplikują niepotrzebnie i nie zastanawiają się, czy dane zdanie będzie wystarczająco wyszukane. Po prostu komunikują to, co mają na myśli. Wraz z upływem lat stajemy się bardziej empatyczni i staramy się lepiej dobierać słowa. Niestety, czasem przybiera to jakąś kosmiczną formę, w której słów jest wiele, lecz treści już niezbyt dużo. Trenowanie prostoty i precyzji w mówieniu opłaci Ci się nie tylko w języku obcym lecz także w komunikacji w Twoim ojczystym. Zobacz o ile łatwiej jest cokolwiek załatwić, kiedy jasno komunikujemy nasze potrzeby. O ile łatwiej dogadać się w pracy, kiedy zamiast tworzyć potok słów, klarownie mówimy o co chodzi i czekamy na odpowiedź. Dajemy tym samym przestrzeń na to, aby słuchać. O ile lepiej spędzać czas w rodzinie, kiedy otwarcie wymieniamy poglądy i informacje. Prostota jest niedoceniana, tymczasem w komunikacji robi naprawdę kawał dobrej roboty i pozwala wskoczyć na kolejny poziom, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

 

Ważne: Mówiąc o prostocie i szczerej komunikacji nie mam na myśli nadmiernej bezpośredniości. Takiej, którą charakteryzują się właśnie dzieci 🙂

Nikt z taką gracją nie potrafi głośno wykrzyknąć „Zupełnie nie podoba mi się ten prezent od Ciebie”.  O ile u dziecka większość jest w stanie to zaakceptować, od dorosłego taka informacja może być ciężka do przełknięcia. Zatem w prostocie i szczerości warto zachować balans 🙂

 

Ja jestem ok i Ty jesteś ok

Dzieci nie zastanawiają się czy wypada się do kogoś odezwać, czy nie. Czy ten ktoś jest bogaty, czy biedny. Czy mają skorzystać z jakiejś możliwości, czy nie. 

Jednym słowem: potrafią działać, zamiast nadmiernie rozmyślać i dzielić włos na czworo. Poszukują kontaktu z drugim człowiekiem zawsze wtedy, kiedy mają na niego ochotę. Bez zastanawiania się co pomyślą inni. Gdybyśmy na co dzień podchodzili tak do językowych działań, to mieszkając w innym kraju już po kilka miesiącach swobodnie byśmy się komunikowali. Tymczasem znam przykłady osób mieszkających za granicą już od wielu lat i … nic!

Jak to jest u Ciebie? Dajesz sobie pozwolenie na to, aby mówić i działać, czy zawsze 14 razy zastanawiasz się zanim coś powiesz? 🙂

Jednym z pierwszych etapów nauki języka powinno być przeformatowanie takich blokad w swojej głowie. Czasem pomaga już odpowiedzenie sobie na jedno pytanie: czy daję sobie przestrzeć na to, aby się nauczyć?

Możesz tutaj odkryć całe bogactwo własnych, codziennych zachowań, które nijak nie prowadziły Cię do celu. Zdarza się, że zauważamy wtedy, że dręczymy się wciąż wyrzutami, a one wcale nie sprawiają, że idzie nam lepiej. Może też się okazać, że po prostu uciekasz przed większością „okazji językowych”, bo wolisz bezpiecznie siedzieć w cieniu. Takie rzeczy mogą być poza naszą świadomością i kiedy w pełni do nas dotrze to, jak bardzo bojkotujemy swoje własne postępy, zaczynamy obierać odwrotny kurs. Kurs na postępy i otwarcie się na wszystkie możliwości, a jest ich naprawdę wiele.

 

Padłeś? Powstań!

Moją ulubioną „dziecięcą” cechą jest wyjątkowa umiejętność szybkiego podnoszenia się z upadku. Dosłownie i w przenośni. Dzieciaki nie zastanawiają się długo nad podjęciem kolejnej próby. Przychodzi im to tak naturalnie jak oddychanie. Kiedy upadną, podnoszą się, otrzepują portki i do przodu. W najgorszym wypadku chwilę poleżą, pochlipią i po sprawie. To samo dotyczy ich prób językowych. Kiedy powiedzą coś źle i ktoś je poprawi, natychmiast to powtarzają i idą dalej. Bez wstydu i stresu, po prostu przyjmują to od razu „do systemu”, a następnie, nie tracąc czasu, kontynuują. To naprawdę super cecha i przydałoby się jej więcej nam dorosłym. Gdyby tak po prostu odrzucić wszystkie te niepewności, wstyd i strach, który towarzyszy mówieniu w  innym języku. Gdyby tak po prostu przestać się przejmować i czerpać z procesu nauki pełną parą. Jakbyś się wtedy czuła? Jak wyglądałoby tempo Twoim postępów?

Jak pozbyć się językowych blokad?

W kursie online Language Master poświęcamy temu zagadnieniu cały moduł. To takie „odblokowywanie” Twojego potencjału i pozbywanie się ciężkiego plecaka pełnego kamieni, który czasem ze sobą nosimy. W kwestiach językowych zobaczyć to bardzo łatwo, bo możesz dokładnie prześledzić co i kiedy się z Tobą dzieje kiedy podejmujesz próbę. Rezultaty też są łatwo zauważalne, bo kiedy zaakceptujesz i przepracujesz swoje blokady, zaczynasz czuć wspaniałą swobodę w komunikacji, nawet jeśli Twój poziom językowy wcale się nie zmienił. Po prostu zyskujesz dostęp do tego, co już potrafisz, ale od tej pory nie byłaś w stanie tego użyć.

Dlaczego? Blokady, które posiadasz skutecznie uniemożliwiają Ci komunikację. Widać to jasno, jeśli w sytuacji kiedy masz się odezwać czujesz pustkę w głowie, a 5 minut później jesteś w stanie w kilka sekund stworzyć zdanie, którego potrzebowałaś wtedy. Jednak wtedy za nic nie przychodziło Ci ono do głowy. Twój umysł opanował stres i gorączkowe powtarzanie „Jak to było?”, „Co to ja miałam powiedzieć?” oraz temu podobne frazy. Jednak żadna nie była odpowiednia, by jej użyć. Przepracowanie blokad oraz zrobienie jasnego i konkretnego planu tego, co chcesz osiągnąć w kwestii danego języka to praca, która się opłaca i czasowo i energetycznie. Zaczynasz poświęcać mniej czasu na naukę, a efekty są większe niż przedtem. Przestajesz wydawać pieniądze na kolejne kursy i materiały, które mają uspokoić Twoje sumienie. Po prostu działasz z głową! 🙂

 

Jakie inne cechy pomagające w nauce języka można czerpać od dzieci? Co Ty czerpiesz od dzieciaków z Twojego otoczenia? 🙂

 

Pokonaj językowy stres – 3 sposoby na spokój w głowie i słowach

Pokonaj językowy stres – 3 sposoby na spokój w głowie i słowach

Temat językowego stresu to dosyć często spotykana kwestia.

Z jednej strony się uczysz, z drugiej kiedy przychodzi „moment prawdy” i masz się odezwać, czujesz pustkę w głowie i bijące serce.

Moment później jesteś w stanie skonstruować piękną wypowiedź i myślisz „że też na to wtedy nie wpadłam!”.

 

Sztuczki umysłu

Nasz umysł jest naprawdę niesamowity. W jednej chwili potrafi sprawić, że ze spokojnych i jasno komunikujących się osób, stajemy się nieporadni i zablokowani. Stres da się jednak opanować, nawet jeśli w tym momencie wydaje Ci się to mission impossible! Pisałam o tym wiecej także w tym artykule

Różne symptomy stresu, które u siebie obserwujesz to w dużej mierze po prostu reakcja na Twoje myśli i przekonania. Jeśli podświadomie wierzysz, że Ci się nie uda lub masz zwyczaj mówić o sobie „Ja to się nigdy nie potrafię z nikim dogadać po … (tu wstaw język, którego się uczysz)”, to… Tak, jest duża szansa, że:

  1. Faktycznie się nie dogadasz
  2. Będziesz odczuwać dużo stresu
  3. Po każdym kolejnym niepowodzeniu Twoje przekonania będą się pogłębiać

Żadna z tych opcji nie jest przyjemna, ale ta ostatnia jest najbardziej niebezpieczna. Nasz umysł uczy się wyciągając wnioski z różnych przeżyć. Wobec tego każde kolejne „negatywne” doświadczenie jest dla niego pożywką do tego, aby jeszcze głębiej wdrukować sobie ograniczające przekonanie. Im szybciej połapiesz się w tych mechanizmie, tym lepiej dla Ciebie. Możesz wtedy od razu zacząć działać i pracując na poziomie przekonań oraz pewności siebie. Poświęcamy temu cały moduł w kursie Language Master.

 

Ustal swój game changer

Na galopujące w głowie myśli potrzebujesz znaleźć swój własny sposób. Coś, co łatwo będziesz w stanie przywołać w sytuacji kryzysowej. Podrzucam więc kilka pomysłów, które mogą Cię zainspirować. To nie oznacza, że będziesz używać konkretnie tych, ale testując je na sobie będziesz miała szansę zobaczyć, czy to dla Ciebie dobry kierunek:

– skup się na pierwszym słowie. Jeśli czujesz pustkę w głowie to wcale nie oznacza, że nie potrafisz się dogadać. Skoro w spokojnych warunkach się porozumiewasz, wystarczy przenieść to na sytuację stresową. Postaraj się jak najszybciej znaleźć pierwsze słowo, które powiesz. Chodzi o to, aby zmylić nasze myśli i przestawić je na inny tor. Po pierwszym słowie pojawiają się kolejne i okazuje się, że udało Ci się wyjść z tej sytuacji obronną ręką J

– weź suuuuuper głęboki oddech. To bardzo banalny sposób, a jednak naprawdę skuteczny. Stres powoduje wstrzymywanie oddechu, co potęguje kolejne jego symptomy. Kiedy weźmiesz spokojny oddech, pędzące jak Pendolino myśli się uspokajają, a Ty możesz wrócić do skupienia się na tym, co chcesz powiedzieć.

– zakotwicz spokój. Wybierz konkretny gest lub ruch, który będziesz codziennie wykonywać kilkanaście razy głęboko przy tym oddychając. Uspokój swoje myśli, przywołaj poczucie pewności siebie i wewnętrznej mocy. Cały czas wykonuj wybrany ruch (to może być coś mało widocznego, np. poprawienie zegarka lub dotknięcie małego palca prawej dłoni). Chodzi o to, aby Twój mózg zakodował dany ruch na odczuwanie stanu spokoju i pewności siebie. Im częściej praktykujesz swoją kotwicę, tym intensywniej działa w sytuacjach kryzysu. Kiedy kolejnym razem się zestresujesz po prostu wykonaj ten ruch, a poczujesz przypływ wszystkich tych emocji, które zakodowałaś.

To bardzo prosty i skuteczny sposób, bo działamy tutaj także na poziomie biologicznym. Słowem: na biologiczne symptomy stresu stosujemy biologiczne sposoby przywoływania spokoju 🙂

 

Coraz więcej luzu

Najfajniejsze w pracy z blokadami jest to, że pojawiające się rezultaty bardzo motywują. Dodatkowo każdy kolejny sprawia, że nabieramy rozpędu i dzięki temu mamy coraz więcej luzu w komunikacji. Zabawne, że działa to tak samo niezależnie od poziomu znajomości języka. Często osoby, które są na początkowych poziomach nauki po pracy z blokadami mówią lepiej, niż inni uczący się znacznie dłużej. Nasz mindset ma naprawdę kluczowe znaczenie, jeśli chodzi o to jak szybko się uczymy, ale i czy jesteśmy w stanie naszej wiedzy użyć w praktyce.

Masz jakieś swoje sposoby neutralizowania językowego stresu? Daj znać w komentarzu 🙂

Narzędziownik cz. I- przydatne strony w nauce języków

Narzędziownik cz. I- przydatne strony w nauce języków

Kocham internety za to, że bardzo ułatwiają naukę języka. 

Sprawiają, że dostęp do różnych materiałów jest praktycznie nieograniczony. 

Dzięki temu samodzielna nauka języka w domu staje się o niebo łatwiejsza, nie mówiąc już o tym,  że przyjemniejsza!

 

Dziś rozpoczynamy na Planecie nową serię. W kolejnych wpisach z cyklu “Narzędziownik” będę pokazywać Wam sprawdzone i przydatne narzędzia dla różnych aspektów języka. Wiele z nich nie tylko przyspiesza naukę, ale też pozwala być w bliskim kontakcie z językiem, konkretnymi rodzajami wymowy czy kulturą danego kraju. Na pierwszy ogień daję Wam zatem moje 3 ulubione strony

a) których naprawdę używam na co dzień

b) które mogę polecić, jeśli chodzi o jakość

c) na których znajdziecie dostęp do wielu języków

Przejdźmy do konkretów 🙂

Italki– mój absolutny konwersacyjny faworyt

Italki to prosty sposób na znalezienie dopasowanego do siebie lektora, który jest nativem. Sam fakt, że lekcje odbywają się online uważam już za mega plus. Jeśli mieszkasz w mniejszym mieście nie zawsze masz pod ręką fajną szkołę językową. Dodatkowo zajęcia indywidualne są zazwyczaj dosyć drogie. Mieszkając w dużym mieście ceny rosną jeszcze bardziej, a do tego tracisz masę czasu na dojazdy. Tym czasem na Italki znajdujesz lektora z konkretnego kraju i w komfortowych domowych warunkach możesz mieć konwersacje. To ważne także z psychologicznego punktu widzenia. Jeśli sama myśl o nauce z nativem przyprawia Cię o palpitacje serca- uwierz mi, będąc w bezpiecznym, znanym Ci otoczeniu, będzie Ci znacznie łatwiej pokonać stres! 

Dodatkowo na Italki możesz zapoznać się z lektorami i ich specjalizacją dzięki krótkim filmom, w których każdy lektor się przedstawia. Od razu możesz poczuć, czy ta osoba Ci odpowiada. Relacje międzyludzkie to przecież kwestia pewnego rodzaju “chemii” cokolwiek to oznacza 🙂 

Ja dzięki tym filmom od razu czuję, czy chcę mieć z daną osobą zajęcia. To wielkie ułatwienie. Jeśli już po samym filmie czujesz, że dany lektor Cię stresuje, albo nie odpowiada Ci cokolwiek innego, po prostu… Idziesz dalej, aby odnaleźć kogoś z kim będzie Ci się fajnie pracować. Jedna z uczestniczek kursu Language Master, Asia, napisała o Italki tak:

“O Italki dowiedzialam się na wyzwaniu tym 3dniowym. Nieśmiało weszłam na stronę, zarejestrowałam sie, ponawigowałam, ale nie miałam odwagi umówić się na lekcje. I potem systematycznie wchodziłam, ogladałam i zamykałam. Bałam sie. W trakcie robienia modułu 1 znowu robiłam przymiarki. I w końcu bach znalazłam dziewczynę – native speakera, umówiłam się i 2 lekcje już za mną. Także to kolejne potwierdzenie, ze masz moc dziewczyno! :)”

Jak korzystać z ITalki?

Podoba mi się to, że możesz przefiltrować swoje wyszukiwanie tak, aby zajęcia były do Ciebie maksymalnie dopasowane. Powiedzmy, że jedyny Twój czas w tygodniu to wtorki po 18:00. Wybierasz zatem odpowiedni język, dzień i godziny i Italki pokazuje Ci tylko lektorów, którzy odpowiadają tym wymaganiom. 

Italki daje też możliwość odbycia próbnej lekcji (często w cenie 1 dolara!). Ta platforma to naprawdę dobry sposób na to, aby zaprosić konkretny język do swojego domu. Masz dzięki temu zajęcia z nativem, a to ogromny plus. Nie musisz długo szukać i przeczesywać całego miasta- w prosty sposób filtrujesz to, czego szukasz i przeciągu kilkunastu minut masz już zarezerwowane pierwsze zajęcia. Prościej już chyba nie będzie! 🙂

 

Jeśli nie chcesz lub nie możesz zainwestować w naukę, Italki daje Ci także możliwość znalezienia partnera na tzw. tandem, czyli Ty uczysz kogoś, ktoś uczy Ciebie. To też opcja, aby znaleźć przyjaciół z całego świata. Otrzymujesz też rekomendacje różnych artykułów na bazie tego, czego się uczysz oraz opcje dyskusji z innymi użytkownikami. Italki to taki cały świat na jednej stronie 🙂 

 

Przestań się zatem ociągać i czekać, aż Twój umysł podrzuci Ci jakąś wygodną wymówkę. 

Zarejestruj się na stronie i zobacz, jak szybko możesz iść do przodu!

 

 

 

 

 

Forvo– ucz się wymowy łatwo i z samego źródła

 

Oglądałam ostatnio Onet Rano z Radkiem Kuźniarem. Jego gościem była Arlena Witt (a sam odcinek bardzo polecam, znajdziesz go tutaj). Podczas tego sp

otkania powiedziała ona, że wg badań wymowa jest odpowiedzialna za około 50% nieporozumień podczas mówienia w obcym języku. Jak temu zapobiec? Odpowiedź jest prosta: FORVO!

Wymowy możesz się nauczyć. Twój aparat mowy jest przystosowany do mówienia po polsku, ale regularne ćwiczenie wymowy daje super efekty! Forvo pozwala Ci poznać wymowę w różnych dialektach. To naprawdę super sprawa, bo pozwala Ci zobaczyć, jak różne mogą być sposoby wymowy. Możesz dzięki temu także zobaczyć, że w obrębie tego samego kraju także możliwe są różne sposoby wymawiania tego samego słowa. To bardzo fajna praktyka, bo otwiera Twój umysł na prawdziwą naturę danego języka. Wyszukując hiszpańskie słowo “aburrido” mam opcję usłyszeć jak mówią to osoby z Hiszpanii, ale i Wenezueli, Kolumbii, Argentyny i Stanów Zjednoczonych (?!) 🙂 

 

Forvo to proste i szybkie narzędzie, żeby upewnić się w przypadku wątpliwości oraz aby na stałe włączyć je do swojej praktyki wymowy. 

 

PONS– słowniki, które mają sens!

Chyba mało kto używa dziś słowników w formie książek. Kiedy ja zaczynałam moje językowe podboje, było to zupełnie normalne (ale wtedy panował system komputerowy o kryptonimie MS-DOS). Teraz nie chciałoby mi się tracić czasu na przekartkowywanie grubaśnego słownika oraz być przywiązaną do nauki w domu, bo słownik waży 3 kilo 🙂

Korzystamy zatem z różnych stron, na których w dwie sekundy możesz odnaleźć praktycznie wszystko. Co nie oznacza, że każdy internetowy słownik jest dobry. Dziś chcę się z Tobą podzielić jednym z moich dwóch ulubionych, bo spełnia on bardzo wiele z moich kryteriów dobrego słownika. 

Słownik PONS po pierwsze posiada w swoich zasobach naprawdę duuuuużo języków.

 

Ponadto, co jest jego największą zaletą, pokazuje bardzo dużo przykładów i różnych kontekstów użycia danego słowa. To bezcenne! Bardzo wiele słów może mieć kilka odpowiedników w obcym języku, zależnie od kontekst. Dla przykładu pokazuję Ci tutaj słowo “podłożyć” i ilość opcji jaką proponuje ten słownik dla języka hiszpańskiego. Daje Ci to szansę najlepszego dobrania tego, czego akurat potrzebujesz w Twoim zdaniu. To dlatego, że podrzuca Ci on tylko jeden odpowiednik, tej najczęściej używany. A Ty możesz mieć na myśli coś zupełnie innego!  

Dodatkowo, zauważ, że ma on dodatkową zakładkę w postacie “USAGE EXAMPLES” po polsku “PRZYKŁADY”, czyli dane słowo w postaci utartych zwrotów. 

 

 

PONS ma także super aplikację na telefon i szczerze mówiąc ja najczęściej korzystam właśnie z aplikacji. Znajdziesz tam wszystko to samo, co na stronie, a telefon z reguły ma się gdzieś pod ręką i można łatwo i szybko go użyć.

Oto więc pierwsza część użytecznych językowych narzędzi. Mam nadzieję, że ułatwią Ci one (a także i uprzyjemnią) codzienne językowe działania.

Z jakich narzędzi Ty korzystasz w swoich językowych szaleństwach? Podziel się z nami linkiem w komentarzu 🙂