Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Nauka języka ma być przyjemnością! 

Wystarczy chwilę pogłówkować nad tym, jak ubarwić nasze językowe podboje tak, aby się nam chciało.

Dziś podaję Wam pakiet naprawdę przystępnych opcji na miły domowy wieczór. Do tego, w bonusie, angażujące zabawy, które pomogą wyciągnąć z tego czasu maksimum korzyści. 

 

Kocham seriale! Jeśli jesteś ze mną już jakiś czas to na pewno o tym wiesz 🙂 

Tak wiem, że to pożeracze czasu i na dodatek uzależniają, ale jak to się mówi “na coś trzeba umrzeć”. Żeby momenty spędzone przed Netflixem nie były czasu stratą, staram się wykorzystywać je jako element nauki. To działa! Nie tylko osłuchujesz się z językiem, ale także możesz poczuć klimat danego kraju, ekspresję lokalsów oraz bardzo różne klimaty tego samego języka. Z tego względu sugeruję raczej seriale w oryginale, niż te z dubbingiem, ale od biedy i dubbing jest treningiem.

Dziś pokazuję Ci moją złotą piątkę, jeśli chodzi o produkcje hiszpańskojęzyczne. Ważne: przy wyborze nie kierowałam się tak bardzo tym, czy sam serial mi się podobał, ale głównie tym, czy jest on przystępny do tego, aby oglądając trochę przy nim “potrenować”. Jeśli ich nie znasz, to na serio polecam ( a już zwłaszcza w kombinacji z zabawami, które pokazuję na końcu artykułu). To co, jedziemy? 🙂

Las chicas del cable

Moja ulubiona, dziewczyńska propozycja! Serial o przyjaźni 4 dziewczyn pracujących wspólnie dla pierwszej hiszpańskiej firmy telefonicznej. Fajna opcja, aby cofnąć się w czasie i zobaczyć jak wyglądał kiedyś świat (za czasów mojej młodości może i nie było komórek, ale dzwonienia do innych poprzez telefonistkę to nawet ja nie pamiętam 😉 ). Do tego piękne stroje, brudne sekrety z przeszłości i kilka scen przyprawiających o dreszcze, a wszystko to okraszone pięknym hiszpańskim i naprawdę wyraźną wymową. To był mój drugi serial hiszpański i szczerze mówiąc po pierwszy sezonie, kolejne oglądałam już bez ciągłego śledzenia napisów.

Sezony są trzy, a za kilka dni pojawi się czwarty (yassss!). Dodatkowym bonusem jest to, że moim zdaniem 4 główne bohaterki mówią trochę inaczej! Fajnie otwiera to uszy i głowę na różne typy wymowy. Polecam, choć przyznaję, że głównie dziewczynom (mój mężczyzn po kilku odcinkach wypowiedział sakramentalne “Możesz dalej oglądać sama, nie pogniewam się” 😉 ). Odcinki mają niecałe 50 minut, także to już całkiem konkretny element praktyki. 

Vis-a-vis

Propozycja dla osób o mocniejszych nerwach. U mnie każdy odcinek okupiony jest później dziwnymi snami, więc muszę przyznać, że do tej pory widziałam tylko kilka. Językowo znacznie trudniejszy, niż jego poprzednik (za to można nauczyć się całej gamy przekleństw 😉 ).

Jeśli ktoś z Was nie przepada za scenami przemocy, to tutaj będą się one zdarzać, ale językowo to ciekawe doświadczenie, bo mamy tu bardzo nieformalny język i można podłapać trochę slangowych wyrażeń.

Ze wszystkich opcji, które Wam prezentuję o tej mogę powiedzieć najmniej, ale myślę, że to coś w sam raz dla męskiego grona oraz dla dziewczyn, które lubią cięższe klimaty 🙂

 

 

Velvet

Historia pięknej miłości, czasem trochę telenowelowa, ale dla miłośniczek romansów jak znalazł! Ten serial daję tutaj przede wszystkim ze względu na piękny język i całkiem wyraźną wymowę. Odcinki są dosyć długie, trwają ponad godzinę, a sezony 4, więc będzie oglądania, a oglądania! To serial, z które

go nauczyłam się najwięcej, bo naprawdę łatwo jest zrozumieć go po hiszpańsku. Poza tym 4 sezony po 15 ponadgodzinnych odcinków dają szansę na wielomiesięczną praktykę 🙂 

Jeśli chodzi o fabułę to momentami bywała dla mnie trochę irytująca, ale to jest kwestia osobista. Ja po prostu bardzo nie lubię takich bajkowych konwencji typu jedna bohaterka o dobrym sercu i jej wierne przyjaciółki oraz zgraja podłych rywalek o paskudnych charakterach. Nie kupuję tego, ale wiernie obejrzałam wszystkie sezony i mam wielką wdzięczność za codzienną możliwość osłuchiwania się z tak pięknym językowo serialem. Spróbujcie i sprawdźcie! 🙂

La casa de las flores

Kolejny faworyt, jesli chodzi o wymowę! Serial produkcji meksykańskiej i ma to 2 ogromne plusy: bardzo jasna wymowa (dla mnie łatwiejsza niż hiszpańska!) oraz możliwość poznania trochę słownictwa latynoamerykańskiego (przykład: Te hecho de menos = Te extraño). 

Historia pokręcona niemożliwie, dużo naprawdę absurdalnych wątków, ale dzięki temu serial jest naprawdę angażujący. Do tego jeszcze pięknie nakręcony (nazwa zobowiązuje!) i ma krótkie, trzydziestominutowe odcinki, więc dla osób o okrojonym serialowym czasie będzie w sam raz! Jeśli jesteś na początku swojej hiszpańskiej drogi, to naprawdę go polecam (jedna z bohaterek mówi “w zwolnionym tempie”- serio!).

Dobry serial na start, o ile masz otwarty umysł i lubisz trochę pokręcone historie 🙂 

La casa de papel

Mój pierwszy serial hiszpańskojęzyczny. Śmiem nawet twierdzić, że to dzięki niemu po raz pierwszy na serio pomyślałam o tym języku. Po prostu zaczęłam się w nim zakochiwać. Sprawcą tego było dokładniej słowo “pero”- nie pytajcie mnie dlaczego 😉 

Fabuła jest baaaaaaaaardzo wciągająca i rozbudowana. Myślę, że zaspokoi także nałogowych serialowiczów i naprawdę będzie fajną rozrywką. Jeśli chodzi o wymowę, to cóż… Bywało łatwiej coś zrozumieć, ale bardzo zależy to od konkretnego aktora. Jeśli chcesz oglądać bez napisów to poleciłaby

m go raczej na kolejne etapy nauki. W ramach praktyki słuchania i osłuchiwania się- możesz startować od razu. 

Jeśli nie uczysz się hiszpańskiego to też obejrzyj! Może wtedy się zainspirujesz do samego języka, tak jak to było ze mną! 🙂

Oto moja złota piątka! Żeby oglądanie miało większą wartość, dobrze jest aktywnie podziałać podczas. Jeśli oglądasz typowo dla odpoczynku, załóż sobie np. że pierwsze 10 minut oglądasz i działasz. Potem możesz już w pełni wciągnąć się  w fabułę i odpoczywać. Ja dokładnie tak robię i mam wtedy poczucie, że i wilk syty i owca cała 🙂

 

Zabawy podczas oglądania seriali

 

Polowanie na formę

Jeśli w danym momencie przerabiasz jakiś konkretny element gramatyki, np. jeden z czasów przeszłych, oglądaj z fokusem na dane formy. To pomaga rozeznać się w kontekstach kiedy używamy tej formy oraz poznawać same formy. Jedna sprawa to wiedzieć, że forma ma w trzeciej osobie liczby pojedynczej taką, a taką końcówkę. Inaczej jest jednak to usłyszeć na różnych przykładach. Jeśli więcej niż jedna osoba w domu uczy się tego języka możecie to robić w ramach konkursu. Ten, kto usłyszy i krzyknie podczas oglądania więcej form jest zwolniony z wynoszenia śmieci 😉 

Można się w ten sposób bawić w nieskończoność i rozwijać swoją komunikację w naprawdę fajny sposób. 

Organizer

Weź kartkę papieru, albo Twój językowy zeszyt i podziel ją na trzy kolumny. U góry pierwszej wpisz “ZNAM”, u góry drugiej “ZNAM, ALE NIE UŻYWAM”, a u góry trzeciej “NIE ZNAM”. Przez ustaloną ze sobą samą ilość minut słuchaj bardzo uważnie. Postaraj się wypisać jak najwięcej, porządkując odpowiednio w tabeli to, co słyszysz. Dzięki temu praktykujesz i odświeżasz to, co już znasz oraz wyłapujesz to, co niby znasz, ale nie na tyle, aby swobodnie używać. Ostatnią kolumną są nowości, czyli coś, co udało Ci się usłyszeć,  ale nie masz pojęcia o co chodzi. To elementy do sprawdzenia w słowniku lub do omówienia podczas konwersacji z nativem. 

Organizer to fajna zabawa, która porządkuje to, co wiesz i rozwija to, co nowe. Czasem na pierwszych etapach nauki trudno jest cokolwiek wyłapać, ale działaj dalej! Zobaczysz, że przy każdym kolejnym odcinku jest coraz łatwiej! Aż miło później popatrzeć jak puste na początku rubryki przy kolejnych podejściach są o wiele bardziej kompletne. 

Pod-ręcznik mowy

Tutaj znów potrzebna będzie kartka papieru lub notatnik. Zadanie jest bardzo proste- wypisuj wszystko, co Ci się podoba! Utarte zwroty, fajnie brzmiące zdania, zbitki słów. Wydaje się to chaotyczne, ale bardzo pomaga! Skupiasz się bowiem na tym, co Ci w duszy gra, czyli są to elementy, których naprawdę masz szansę użyć. To ma przecież największą wartość, bo po co uczyć się budowy wiertarki, jeśli nigdy o wiertarkach nie mówisz? Ten sposób naprawdę wzbogacił moje zasoby o frazy, których teraz używam. Każdy z nas mówi trochę inaczej, a ta zabawa dostosowuje Twoje słownictwo do tego, co jest naprawdę użyteczne indywidualnie dla Ciebie. 

 

Hiszpańskich seriali jest całkiem sporo, więc liczę teraz na Ciebie! Co oglądasz / oglądałaś i czemu polecasz ten serial do nauki? A może właśnie do nauki się od nie nadaje? Miejsce poniżej czeka na Wasze opinie!

Miłego oglądania! 🙂

 

Czego możemy nauczyć się od dzieci w kwestii języka?

Czego możemy nauczyć się od dzieci w kwestii języka?

Często słyszę, że „fajnie byłoby uczyć się tak szybko jak dzieci”

Czasem też, że „lata lecą i pamięć już nie ta sama”

Albo „jak byłam dzieckiem to był to dla mnie żaden problem, ale teraz?”

 

To jasne, że nasz mózg się zmienia i jego możliwości, jeśli nie są ćwiczone, tracą na jakości. Na pewno warto trenować mózg, aby do późnych lat był sprawny i pomagał nam w codziennych czynnościach. O tym napiszę w osobnym artykule 🙂

Są jednak elementy, które możemy zrobić już dziś, na poziomie mentalnym. To ćwiczenie kilku cech, którymi charakteryzują się dzieci, które mogą nam pomóc w szybkiej nauce języków. Można się w nie wyposażyć na każdym etapie naszego życia, a dodatkowym bonusem jest to, że wpłyną nie jedynie na Twoją naukę.

 

„Prostota jest szczytem wyrafinowania”

Dzieci w komunikacji przede wszystkim stawiają na prostotę. Nie komplikują niepotrzebnie i nie zastanawiają się, czy dane zdanie będzie wystarczająco wyszukane. Po prostu komunikują to, co mają na myśli. Wraz z upływem lat stajemy się bardziej empatyczni i staramy się lepiej dobierać słowa. Niestety, czasem przybiera to jakąś kosmiczną formę, w której słów jest wiele, lecz treści już niezbyt dużo. Trenowanie prostoty i precyzji w mówieniu opłaci Ci się nie tylko w języku obcym lecz także w komunikacji w Twoim ojczystym. Zobacz o ile łatwiej jest cokolwiek załatwić, kiedy jasno komunikujemy nasze potrzeby. O ile łatwiej dogadać się w pracy, kiedy zamiast tworzyć potok słów, klarownie mówimy o co chodzi i czekamy na odpowiedź. Dajemy tym samym przestrzeń na to, aby słuchać. O ile lepiej spędzać czas w rodzinie, kiedy otwarcie wymieniamy poglądy i informacje. Prostota jest niedoceniana, tymczasem w komunikacji robi naprawdę kawał dobrej roboty i pozwala wskoczyć na kolejny poziom, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

 

Ważne: Mówiąc o prostocie i szczerej komunikacji nie mam na myśli nadmiernej bezpośredniości. Takiej, którą charakteryzują się właśnie dzieci 🙂

Nikt z taką gracją nie potrafi głośno wykrzyknąć „Zupełnie nie podoba mi się ten prezent od Ciebie”.  O ile u dziecka większość jest w stanie to zaakceptować, od dorosłego taka informacja może być ciężka do przełknięcia. Zatem w prostocie i szczerości warto zachować balans 🙂

 

Ja jestem ok i Ty jesteś ok

Dzieci nie zastanawiają się czy wypada się do kogoś odezwać, czy nie. Czy ten ktoś jest bogaty, czy biedny. Czy mają skorzystać z jakiejś możliwości, czy nie. 

Jednym słowem: potrafią działać, zamiast nadmiernie rozmyślać i dzielić włos na czworo. Poszukują kontaktu z drugim człowiekiem zawsze wtedy, kiedy mają na niego ochotę. Bez zastanawiania się co pomyślą inni. Gdybyśmy na co dzień podchodzili tak do językowych działań, to mieszkając w innym kraju już po kilka miesiącach swobodnie byśmy się komunikowali. Tymczasem znam przykłady osób mieszkających za granicą już od wielu lat i … nic!

Jak to jest u Ciebie? Dajesz sobie pozwolenie na to, aby mówić i działać, czy zawsze 14 razy zastanawiasz się zanim coś powiesz? 🙂

Jednym z pierwszych etapów nauki języka powinno być przeformatowanie takich blokad w swojej głowie. Czasem pomaga już odpowiedzenie sobie na jedno pytanie: czy daję sobie przestrzeć na to, aby się nauczyć?

Możesz tutaj odkryć całe bogactwo własnych, codziennych zachowań, które nijak nie prowadziły Cię do celu. Zdarza się, że zauważamy wtedy, że dręczymy się wciąż wyrzutami, a one wcale nie sprawiają, że idzie nam lepiej. Może też się okazać, że po prostu uciekasz przed większością „okazji językowych”, bo wolisz bezpiecznie siedzieć w cieniu. Takie rzeczy mogą być poza naszą świadomością i kiedy w pełni do nas dotrze to, jak bardzo bojkotujemy swoje własne postępy, zaczynamy obierać odwrotny kurs. Kurs na postępy i otwarcie się na wszystkie możliwości, a jest ich naprawdę wiele.

 

Padłeś? Powstań!

Moją ulubioną „dziecięcą” cechą jest wyjątkowa umiejętność szybkiego podnoszenia się z upadku. Dosłownie i w przenośni. Dzieciaki nie zastanawiają się długo nad podjęciem kolejnej próby. Przychodzi im to tak naturalnie jak oddychanie. Kiedy upadną, podnoszą się, otrzepują portki i do przodu. W najgorszym wypadku chwilę poleżą, pochlipią i po sprawie. To samo dotyczy ich prób językowych. Kiedy powiedzą coś źle i ktoś je poprawi, natychmiast to powtarzają i idą dalej. Bez wstydu i stresu, po prostu przyjmują to od razu „do systemu”, a następnie, nie tracąc czasu, kontynuują. To naprawdę super cecha i przydałoby się jej więcej nam dorosłym. Gdyby tak po prostu odrzucić wszystkie te niepewności, wstyd i strach, który towarzyszy mówieniu w  innym języku. Gdyby tak po prostu przestać się przejmować i czerpać z procesu nauki pełną parą. Jakbyś się wtedy czuła? Jak wyglądałoby tempo Twoim postępów?

Jak pozbyć się językowych blokad?

W kursie online Language Master poświęcamy temu zagadnieniu cały moduł. To takie „odblokowywanie” Twojego potencjału i pozbywanie się ciężkiego plecaka pełnego kamieni, który czasem ze sobą nosimy. W kwestiach językowych zobaczyć to bardzo łatwo, bo możesz dokładnie prześledzić co i kiedy się z Tobą dzieje kiedy podejmujesz próbę. Rezultaty też są łatwo zauważalne, bo kiedy zaakceptujesz i przepracujesz swoje blokady, zaczynasz czuć wspaniałą swobodę w komunikacji, nawet jeśli Twój poziom językowy wcale się nie zmienił. Po prostu zyskujesz dostęp do tego, co już potrafisz, ale od tej pory nie byłaś w stanie tego użyć.

Dlaczego? Blokady, które posiadasz skutecznie uniemożliwiają Ci komunikację. Widać to jasno, jeśli w sytuacji kiedy masz się odezwać czujesz pustkę w głowie, a 5 minut później jesteś w stanie w kilka sekund stworzyć zdanie, którego potrzebowałaś wtedy. Jednak wtedy za nic nie przychodziło Ci ono do głowy. Twój umysł opanował stres i gorączkowe powtarzanie „Jak to było?”, „Co to ja miałam powiedzieć?” oraz temu podobne frazy. Jednak żadna nie była odpowiednia, by jej użyć. Przepracowanie blokad oraz zrobienie jasnego i konkretnego planu tego, co chcesz osiągnąć w kwestii danego języka to praca, która się opłaca i czasowo i energetycznie. Zaczynasz poświęcać mniej czasu na naukę, a efekty są większe niż przedtem. Przestajesz wydawać pieniądze na kolejne kursy i materiały, które mają uspokoić Twoje sumienie. Po prostu działasz z głową! 🙂

 

Jakie inne cechy pomagające w nauce języka można czerpać od dzieci? Co Ty czerpiesz od dzieciaków z Twojego otoczenia? 🙂

 

6 top cech, które przydają się podczas nauki języka

6 top cech, które przydają się podczas nauki języka

Ach, gdyby tak uczyć się języków obcych z łatwością!

Gdyby tak po prostu same wchodziły do głowy!

Często myślimy o języku jako o jakimś specjalnym talencie, a tymczasem niewiele tutaj prawdy. Nasza prędkość zależy od kilku cech, które, jeśli je posiadamy lub nad nimi pracujemy, sprawiają, że nasze postępy są dużo szybsze.

Co tak naprawdę jest ważne w nauce języka?

W nauce języka, tak jak chyba i większości innych czynności, największą rolę spełniają nawyki. To przecież to, co robimy na co dzień jest dużo ważniejsze, niż jednorazowe zrywy. Nawet ćwiczenie 5 minut dziennie, będzie miało większą wartość, niż przysiadanie na 2 godziny raz na dwa tygodnie. Żeby wyrobić w sobie odpowiednie nawyki przydaje się określony zestaw cech, które będą je wspierały. I tu od razu chcę zbić argumenty typu “Ale ja taka jestem i już” albo “Nie mam takich cech, więc nici z płynności językowej”.

Żadna z nas nie jest taka, czy inna. Nasze cechy to kwestia wyboru. Jeśli jestem nieśmiała i to mi utrudnia, mogę to zmienić i w tej sposób czerpać z życia bardziej. Jakie cechy przydają się więc jeśli chodzi o naukę języka?

#otwartość

Cecha przydatna także życiowo (choć pewnie o każdej z poniższych też mogłabym to powiedzieć 🙂 ). W języku jednak niezbędna. Jeśli nie ciekawi Cię dany język, ludzie, którzy na co dzień go używają, ani nic, co ma z nim związek to… Cóż, będzie po prostu znacznie trudniej. Otwartość poza tym ma wiele twarzy. To śmiałość w zagadywaniu innych i nawiązywaniu kontaktów. To akceptacja różnic (na przykład gramatycznych) i patrzeniu na nie jako coś ciekawego i inspirującego, a nie zło koniecznie 😉 To także ciekawość świata i co za tym idzie różnych języków.

#systematyczność

Pewnie część z Was przewraca teraz oczami. Ale nuda. Bycie systematycznym czasem przypomina nam panią od matematyki w blezerku, która skrupulatnie wypełnia rubryczki jakiegoś skomplikowanego dokumentu. Jeśli masz podobnie stylowe skojarzenie to … może czas je zmienić? Systematyczność to jedna z najważniejszych cech w życiu- pomaga Ci wytrwale dążyć do celu i tak naprawdę o Ciebie dba! Dlaczego? Bo kiedy jej brakuje, siadasz do pracy tuż przed deadlinem i kosztuje się to dużo stresu. Albo po raz kolejny mówisz sobie “Jutro już na pewno zacznę chodzić na siłownię” i tym samym nadszarpujesz swoje poczucie własnej wartości i zaufania do samej siebie.

Małe, regularne kroki są naprawdę łatwiejsze do wykonania i wytrzymania, niż szaleńcze zrywy i ciągły brak balansu.

Czego potrzebujesz? Zmienić swoją optykę, jeśli chodzi o systematyczność! Polubić ją i zobaczyć wsparcie jakie daje, zamiast czuć się największym nudziarzem świata. To takie proste 🙂

#poczucie humoru

Ach, to moja ulubiona cecha i podobnie do #otwartości całkiem pojemna. Językowo dzielę ją na dwa obszary: poczucie humoru jako dystans do siebie samego i innych oraz poczucie humoru jako umiejętność zabawy w trakcie różnych czynności. To może brzmieć mgliście, więc spieszę z przykładami:

  • dystans- buduje poczucie pewności siebie. Sprawia, że nawet jak coś się nie uda, nie urasta to do rozmiarów greckiej tragedii, lecz po prostu wywołuje uśmiech na naszej twarzy. A potem? Poprawiamy koronę i idziemy dalej do przodu
  • umiejętność odnajdywania radości- po prostu sprawia, że nam się chce. Jeśli podchodzimy do nauki języka na luzie, jak brakuje nam słów to wybuchamy śmiechem lub bawimy się w kalambury i przede wszystkim dzielimy się uśmiechem z innymi- wtedy uczymy się najszybciej. I to dodatkowo najradośniej, więc nie ma się przed czym opierać, tylko postawić na pozytywne podejście! 🙂

#praktyczność

To, czego nie lubię w nauce języka to tracenie czasu. Czasem zdarza mi się po prostu “zakopać” w jakimś temacie i zajmować się rzeczami, które słabo prowadzą mnie do konkretnych rezultatów. Naprawdę tego nie znoszę, bo nauka języka to jedna z najbardziej praktycznych rzeczy, jakie znam. Przecież chodzi tutaj o zdobywanie możliwości swobodnej komunikacji. Co nie oznacza, że wszystkie językowe działania do tego prowadzą. Dlatego mało kreatywne ćwiczenia, zasiedzenie się w teorii gramatycznej i temu podobne zupełnie do mnie nie przemawiają. Efekty tych działań są marne, a czas mija bezpowrotnie. Dlatego właśnie #praktyczność znalazła swojej miejsce w tym wpisie. Ona nadaje kierunek wszystkim działaniom. Wywodzi się z konwersacji i “sprawdzenia tętna”, czyli obserwowania gdzie się blokujemy. I wtedy mamy czarno na białym to, czym potrzeba się zająć. Co jeszcze uważam za językowo niepraktyczne? 

  • naukę zgodnie z podręcznikiem, rozdział po rozdziale- nauka języka to przede wszystkim nauka mówienia, a podręcznik służy temu, aby uzupełniać wiedzę. Nie powinien być bazą samą w sobie. Rzadko prowadzi do przełomów. Rzadko prowadzi do swobody. Zajmuje czas, nie dając wiele w zamian
  • spędzanie długiego czasu nad gramatyką. Owszem, jest ona bardzo potrzebna. Ta potrzeba to przeczytanie jej, zrobienie kilku ćwiczeń, a potem… praktyka “na żywo”. Czytanie skomplikowanych opracowań, setki “uzupełnianek” w postaci wpisywania określonych form w luki- to czasochłonne i mało skuteczne działania. Lepiej napisać jeden tekst (np. w czasie, który właśnie przerabiamy) i tym samym poćwiczyć formy, niż zrobić 10 zadań. Mózg po prostu zupełnie inaczej się aktywizuje, a rezultaty mówią same za siebie
  • rezygnację z konwersacji. Co prawda większość uczniów robi coś innego- po prostu ich nie zaczyna, twierdząc, że chcą się najpierw trochę podszkolić. To największy błąd w nauce języka. Koniec kropka.

#kreatywność

Ostatnia cecha jest trochę… niedoceniana. Wydaje się, że o nauce języków powiedziano już wszystko i trzeba po prostu iść konkretnym programem. Czyli na chłopski rozum wziąć książkę i czytać, zeszyt i pisać, gramatykę i wkuwać. Tymczasem najnowsze badania jasno pokazują, że to nie czas poświęcany na naukę ma znaczenie, a jej jakość. A konkretnie to, jak (i czy) aktywujemy mózg. Kreatywność jest tutaj paszportem do szybkiej nauki- sprawia, że uczymy się różnorodnie, pracujemy z obrazami i skojarzeniami (tutaj mózg aż skacze z radości) i dodatkowo sprawia, że dużo łatwiej się zmotywować. Nauka, która jest ciekawa przestaje wydawać nam się “kulą u nogi” i zaczynamy czerpać przyjemność z samego procesu, a nie tylko z końcowych jego efektów. 

Jeśli trochę Cię to przeraża albo uważasz siebie za osobę mało kreatywną to:

a) zmień to przekonanie 🙂 

b) po prostu zacznij szukać przyjemności w tym, co robisz. Ucz się tak, jak lubisz, a od razu zobaczysz ogromną różnicę! Lubisz rysować? Rysuj i podpisuj swoje rysunki w języku, którego się uczysz. Interesujesz się sztukami walki? Dołącz na Fejsbuku do grup tematycznych w danych języku. Szukaj tego, co ciekawe dla Ciebie i nie oglądaj się na to, co robią inni. Twoja nauka jest dla Ciebie i do Ciebie ma być dopasowana 🙂

#analityczność

Przyspiesza naukę! Nie chodzi mi tutaj o skomplikowane analizowanie wszystkiego, dobrze wiecie, że jestem z obozu nauki intuicyjnej! Mam tu jednak na myśli umiejętność tworzenia np. nowych form na bazie tego, co już znamy. To odbywa się poprzez umiejętność analizy- skoro w przypadku x było to tak, to może w przypadku y też? Przykład: skoro w hiszpańskim “la habitación” to pokój, to kiedy chcesz powiedzieć “intuicja” (która brzmi w większości języków podobnie), to możesz łatwo zgadnąć, że “la intuición” to dobry trop. W ten sposób, oczywiście, nie możesz odgadnąć wszystkiego, bo są także inne końcówki rzeczowników, ale możesz znacznie sobie ułatwić 🙂 

Szczerze mówiąc, trudno było mi wybrać kilka najważniejszych cech, które sprzyjają postępom językowym. Zostało jeszcze przecież tyle innych, niewymienionych, jak na przykład: akceptacja, cierpliwość, uważność na siebie samego… W ten sposób możnaby w zasadzie stworzyć całą encyklopedię cech przydatnych, a nie o to mi przecież chodziło 🙂 

 Zgadzam się z moimi wyborami? Jakie są Twoim zdaniem cechy, które mają znaczenie w kwestii nauki języków? 🙂

Jak cele językowe zmienieją zasady całej gry?

Jak cele językowe zmienieją zasady całej gry?

Kiedy rozmawiam z kimś o konkretnym języku obcym, zawsze pytam „what’s the dream?”, czyli „jakie ma marzenie?”.

Pod tym pytanie kryje się tak wiele! Jakie są cele Twojej nauki, co chcesz osiągnąć? Jak ważne jest to dla Ciebie? Co jesteś w stanie zrobić, aby tam dotrzeć?

W odpowiedzi najczęściej słyszę jednak coś, co od razu sprowadza mnie na Ziemię.

 

Chcę nauczyć się mówić

Tak, to dosyć logiczny cel- z reguły po to uczymy się języka. Pytanie jednak, czy cel określony w ten sposób daje nam faktyczną szansę na osiągnięcie go?

Co to znaczy nauczyć się mówić?

Jak będziesz działał, aby tam dotrzeć?

Dlaczego chcesz to zrobić?

Jak ważne jest to dla Ciebie?

Skąd będziesz wiedział, że zmierzasz w dobrym kierunku?

Możesz mi uwierzyć, że zawsze kiedy słyszę enigmatyczne „No, ja chcę się po prostu nauczyć tego języka” moja głowa niemal eksploduje od pytań! Pytań, które transformują mało konkretne „chcę to zrobić” w bardzo konkretną strategię, wypełnioną mocą sprawczą.

Cele są dosyć zabawne. Wydaje nam się czasem, że nie trzeba koniecznie ich określać, bo przecież „nauczenie się języka” jest jasne jak słońce- chcę umieć się nim posługiwać. Mało kto na starcie nauki inwestuje w to jakikolwiek czas. Taka filozofia gryzie nas w tyłek mniej więcej po trzech pierwszych miesiącach nauki. Przychodzi wtedy z reguły pierwszy kryzys, czasami nie widzimy dużych postępów. Innym razem okazuje się, że nie oszacowaliśmy tego, ile czasu będziemy potrzebować na to, żeby dotrzeć do celu. To nic dziwnego- jeśli cel jest słabo sprecyzowany, naprawdę ciężko podać sposób i czas osiągnięcia go.

 

Jak wejść na Mount Everest?

Nie chcę lecieć tutaj w zbytnie banały, ale prawdą jest, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. W mojej metodzie uczenia pierwszym krokiem jest właśnie obranie i doprecyzowanie swoich celów językowych. Nie mówię, że cel w stylu „chcę się nauczyć” jest zły. To dobry cel, ale długofalowy. Potrzebujemy także mniejszych celów po drodze, aby nasza droga była łatwiejsza. Zobacz, kiedy himalaista wspina się na ośmiotysięcznik to nie mówi „Idę na szczyt, jakoś to będzie”. Opracowuje plan dotarcia tam, kolejne bazy, do których zmierza. Wiedząc o tym, gdzie te bazy się znajdują obiera najlepszą trasę, która go tam poprowadzi. Tak samo jest z językiem. Cel w formie „nauczenia się” jest końcowym efektem. Warto zastanowić się, co to dla Ciebie oznacza, że się nauczysz. Czy chcesz mówić tak jak native, czy stawiasz raczej na to, że potrafisz się porozumieć w większości codziennych sytuacji i nie interesują Cię rozmowy o biologii molekularnej podczas konferencji w danym kraju. Tak, teraz trochę ironizuję, ale chcę Ci pokazać coś ważnego. To, jak dokładnie wygląda Twój cel, będzie określać sposób w jaki działasz. A nie ma nic gorszego niż działanie „po omacku” i tracenie czasu na nieskuteczne działania, które przynoszą więcej frustracji, niż pożytku.

Co zatem zrobić? Określ swój cel najlepiej jak potrafisz! Dodaj konkretne informacje, które mogą pomóc Ci w późniejszym ustaleniu kluczowych działań. Zapytaj siebie dlaczego to robisz, co chcesz osiągnąć i skąd będziesz wiedział, że dotarłeś na swój Mount Everest. Te kilka minut uporządkowania sobie w głowie tego, co czego dążysz, bardzo zaprocentuje w kolejnych etapach.

 

Konkrety. Czyli co? 🙂

Kiedy masz już swój cel i jest on dla Ciebie klarowny, podziel go na mniejsze etapy. Spójrzmy na to na przykładzie.

MÓJ CEL: Nauczyć się hiszpańskiego tak, aby móc swobodnie rozmawiać na wszystkie interesujące mnie tematy, oglądać filmy i seriale w oryginale, czytać książki i czerpać z tego przyjemność i mieć tak dobrą wymowę, żeby inni myśleli, że jestem dwujęzyczna.

Ten cel to mega konkret- wiem, do czego będę potrzebować tego języka. Wiem, jak działać, jakiego słownictwa się uczyć. Chcę mówić „w wielkim stylu”, więc potrzebuję też dużo praktyki, jeśli chodzi o wymowę. Jeśli zależałoby mi jedynie na komunikacji, wystarczyłoby mi, aby mówić jasno. Nie potrzebowałabym brzmieć jak native. Ważne, aby mnie rozumiano. Jeśli jednak elementem mojego celu jest świetna wymowa, to już od startu powinnam to uwzględnić w moich działaniach, bo aparat mowy jest trochę jak mięsień (z część z niego to po prostu mięśnie)- potrzebuje czasu, aby przyswoić określone ruchy i układ wszystkich swoich części tak, aby wydobyć konkretne dźwięki.

Kiedy mam już tak określony plan, potrzebuję ustawić na mojej drodze kilka „base campów”, czyli kamieni milowych. To takie „stopklatki”, które pomogą mi sprawdzać, czy idę w dobrym kierunku i jak działać dalej.  

 

Małe, regularne kroki = duże efekty

Nie musisz od razu wiedzieć jak znajdziesz się na szczycie. Nauka języka to proces. Twoje działania mogą się zmieniać, tak jak i Twój cel może zmieniać nieco swoje oblicze. To dlatego, że czasem po dotarciu do konkretnej „bazy” orientujemy się, że chcemy trochę zmienić kierunek. Może się okazać, że potrzebujemy tego języka do pracy zawodowej i w związku z tym musimy zmienić naszą strategię dotyczącą słownictwa. To jak najbardziej ok.

Warto jednak zrobić sobie schemat tego, co i kiedy chcesz osiągnąć.

U mnie w kwestii hiszpańskiego było tak: po 3 miesiącach chciałam osiągnąć swobodę w rozmawianiu na różne tematy.

Miałam najważniejsze czynniki:

CZAS: 3 miesiące

SŁOWNICTWO: język ogólny

GRAMATYKA: tyle, ile potrzebuję do komunikacji, bardzo praktyczne aspekty, żadnej „sztuki dla sztuki”

JAK: konwersacje przede wszystkim, seriale, podcasty, czytanie artykułów („Espanol? Si gracias”), słuchanie muzyki

Na bazie tego w każdym tygodniu tworzyłam plan ramowy tego, co chcę zrobić. Plan oczywiście, czasem ewoluował, czasem wypełniałam go z nadwyżką, a czasem nie dałam rady go zrobić. Jedno było pewne: był on w zgodzie z moim celem i skupiałam się TYLKO na tym, co prowadziło mnie w określonym kierunku. Kiedy nie masz dużo wolnego czasu, taka selekcja jest bardzo ważna. Nie rozmieniaj się na drobne działając po omacku. Miej konkretne działania, które DOKŁADNIE pasują do tego, co chcesz osiągnąć. Z reszty zrezygnuj. Po prostu.

 

Kolumb w sumie i tak gdzieś dopłynął

Wewnętrzny spór na temat celów polega głównie na tym, że wydaje nam się, że jeśli wybierzemy języki to reszta sama jakoś się ułoży. Często prowadzi to do tego, że uczymy się kilka lat, a powiedzieć nie potrafimy zbyt wiele. Przecież dotarcie gdziekolwiek nie jest dużym sukcesem. Masz jedno życie, które naprawdę warto spędzić TAK, JAK TY TEGO CHCESZ. Jeśli Twoim marzeniem jest dany język- działaj tak, aby tego dokonać. Czasami język nie jest celem samym w sobie. Może chcesz zamieszkać w Kanadzie i tam pracować i to jest Twoje marzenie. Język będzie po prostu elementem, który Ci to umożliwi. Tak, czy inaczej potrzebujesz jasnej wizji. W przeciwnym razie będziesz dryfować jak łódeczka na jeziorze, która może gdzieś dopłynie, ale nie możesz być pewna, że tam, gdzie chcesz. Ba, możesz być pewna, że nie dopłynie tam, gdzie chcesz, bo do tego potrzebujesz wiedzieć, gdzie to miejsce się znajduje 🙂

 

Jeśli chcesz gruntownie przyjrzeć się temu tematowi, a dodatkowo poznać najbardziej skuteczne strategie nauki języków obcych, zajrzyj do kursu Language Master. Dowiesz się w nim także jak stworzyć dopasowaną strategię, czyli rozłożysz swoje działania na małe kroki. Dzięki temu będziesz mogła w ciągu kilku miesięcy zrobić większe postępy, niż inni robią czasem latami. Bo nauka języka może być prosta, wystarczy wiedzieć jak to zrobić.

 

Stawiasz sobie cele w kwestii języka obcego? Jak wygląda Twoja nauka, na czym bazujesz?

Wegetariańskie Buddha Bowls z różnych stron świata

Wegetariańskie Buddha Bowls z różnych stron świata

Dzisiejszy wpis może być dla Ciebie zaskoczeniem- nie będzie o językach!

Dla mnie języki to styl życia i postanowiłam zacząć tutaj przemycać trochę lifestylowych treści 🙂

Tak, abyś mogła poczuć, że wprowadzanie nowego do swojego życia dodaje koloru i radości na co dzień!

 

Na pierwszy ogień, jeśli chodzi o lifestylowe wpisy, idzie jedzenie. Kocham gotować!

Sądząc po poprzednich wpisach pewnie nie spodziewałaś się, że poza językami obcymi mam jeszcze inne hobby. Ale mam i jedzenie jest jednym z nich. Nie tylko uwielbiam jeść (cóż, kto nie lubi), ale bardzo lubię gotować i wymyślać nowe potrawy. Podobno robię to całkiem dobrze, zresztą sama ocenisz po tych przepisach.

Buddha Bowl, czyli miseczka Buddy to miseczka pełna zdrowych pyszności! Znajdziesz w niej coś zielonego, całą moc warzyw, często porcję węglowodanów (np. kasza, ryż, ziemniaki) lub nabiału. Wersje, które tutaj pokazuje to opcje wege, ale jeśli jesz mięso to z powodzeniem możesz je dodać do każdego przepisu. 

Zabieram Cię więc w podróż po świecie, która może się odbyć w Twojej kuchni 🙂

 

GRECJA

Składniki:

Sałata lodowa lub masłowa

Czerwona cebula

Ser Halloumi

Papryka czerwona

Pomidor

Ogórek

Kasza bulgur

Sos:

oliwa z oliwek

oregano

sól i pieprz

sok z cytryny

 

Kaszę bulgur przepłucz, a następnie ugotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu (zazwyczaj ok. 15 minut) dodając szczyptę soli. Sałatę umyj i porwij na mniejsze kawałki. Pomidor, paprykę i ogórek pokroj na takie kawałki jakie lubisz, cebulę w cieniutkie piórka. Na patelni (najlepiej grillowej, jeśli posiadasz) umieść kawałki sera halloumi. Ja kroję go w grube plastry i później te plastry jeszcze na 3 części. Podsmaż z dwóch stron tak, aby wierzch był rumiany i chrupiący. Ale nie szalej- w środku ma być miękki i soczysty 🙂

Kiedy kasza będzie gotowa, do miseczki włóż sałatę, warzywa (najładniej to wygląda, jak układasz jedne obok drugich), a następnie ciepły ser halloumi. Polej sosem i siadaj do greckiego stołu 🙂 

 

TAJLANDIA

Składniki:

Rukola lub szpinak

Mango

Tofu

Cukinia

Pomidory

Szalotka (może być szczypiorek jeśli wolisz)

Marynata:

Miód

Sos sojowy

Olej sezamowy

Czosnek

Orzeszki ziemne oraz nerkowce

 

 

Zrób marynatę do tofu ze startego ząbka czosnku, sosu sojowego, miodu i oleju sezamowego. Włóż do niej pokrojone w kostkę tofu, najlepiej na kilka godzin.

Rukolę umyj i osusz. Mango i pomidory pokrój w kostkę. Cukinię możesz pokroić w cienkie plasterki lub użyć temperówki do warzyw i zrobić z niej makaron (pyszne, zdrowe i piękne! 🙂 )

Tofu umieść w piekarniku na papierze do pieczenia i zapiekaj przez 10-15 minut, aż się lekko zrumieni.

Kiedy będzie gotowe układaj w miseczce rukolę, cukinię, mango, pomidory i cebulę, a na wierzch tofu. Posyp orzeszkami ziemnymi i nerkowcami. Polej marynatą pozostałą po tofu. Mniam 🙂 

 

 

POLSKA

Składniki:

Kasza jaglana

Roszponka

Upieczony burak

Bryndza (można zastąpić go fetą, ujmując polskości 😉 lub np. kozim serem)

Pestki słonecznika

Sos:

Musztarda + oliwa z oliwek + sok z cytryny i przyprawy do smaku

Nasza narodowa kasza w pysznej odsłonie. Kaszę jaglaną ugotuj, uprzednio prażąc ją chwilę na suchej patelni, a następnie przepłukując 3 razy ciepłą wodą. W ten sposób pozbywasz się goryczki.

Roszponkę umyj i osusz. Buraka pokrój w słupki. W miseczce umieść roszponkę, kaszę i buraka, posyp pokruszoną bryndzą oraz pestkami słonecznika. Dodaj sos i gotowe!

 

MEKSYK

Składniki:

Zielona sałata, np. masłowa

Fasola czerwona

Nachosy

Ser cheddar

Papryczki jalapenos

Pomidory

Sos:

oliwa z oliwek

cytryna

przyprawy

 

Sałatę umyj i osusz. Ułóż na spodzie miseczki. Nachosy pokrusz, umieść w naczyniu żaroodpornym, posyp fasolką, pokrojonymi w kostkę pomidorami i startym cheddarem. Zapiekaj przez 10 minut w 200 stopniach. Kiedy będą gotowe, dużą łyżką lub łopatką przenieś porcję do miseczki. Dodaj jalapenos, jeśli lubisz ostrzejsze dania. Możesz skropić oliwą z oliwek z sokiem cytrynowym + posypać szczyptą soli.

 

CHINY

Składniki:

Jarmuż

Makaron ryżowy

Marchew

Seler

Pędy bambusa

Groszek cukrowy

Sos:

Sos sojowy

Miód

Czosnek

Oliwa

 

Jarmuż porwij na mniejsze części i sparz sporą ilością wody. Stanie się bardziej miękki i superzielony. Makaron ryżowy przygotuj zgodnie z przepisem na opakowaniu (ja zazwyczaj wcześniej go łamię na mniejsze kawałki). Marchewkę oraz selera obierz i pokrój na małe kawałki lub zetrzyj na tarce. Ja najbardziej lubię używać temperówki do warzyw, wtedy mamy dłuuuuuugie nitki przypominające makaron. Groszek cukrowy gotuj na parze przez 5-8 minut.

Do miseczki włóż jarmuż, a na nim makaron ryżowy, marchewkę i seler, pędy bambusa z puszki oraz groszek cukrowy. Polej sosem zrobionym ze startego ząbka czosnku, sosu sojowego, łyżeczki miodu oraz oliwy.

 

Miseczki Buddy są raczej proste do zrobienia, super zdrowe i pyszne. Można je też łatwo zabrać do pracy. Najlepszą ich cechą jest jednak to, że to wspaniałe “przypominajki” o wakacjach i różnorodnych kuchniach. Uwielbiam je robić także na spotkania z przyjaciółmi, bo często można je przygotować prawie w całości, a kiedy goście już są po prostu dodać ciepłe składniki i gotowe 🙂

Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia? Ja chyba muszę powiedzieć tajska, choć włoska, grecka i gruzińska też się pchają na wysokie miejsca!