Po 8 tygodniach, czyli hiszpański challenge update #2

Po 8 tygodniach, czyli hiszpański challenge update #2

Minęło już 8 tygodni od startu mojej przygody z hiszpańskim.

Energia do działania coraz większa i śmiechu na konwersacja też coraz więcej.

To już ten poziom, że zdarza mi się mówić jak z karabinu, żeby potem zamilnąć i wybuchnąć śmiechem, bo się zacięłam 🙂

Pokazuję więc, co robiłam przez ten czas i jak Ty też możesz zrobić to samo!

 

W paszczy lwa, czyli piąty tydzień i czasy przeszłe

Piąty tydzień przyniósł mi potrzebę zmierzenia się z przeszłością w bardzo praktycznym tego wymiarze.

Na konwersacjach formy przeszłe przewijały się już od jakiegoś czasu (swoją drogą ciekawe, że mamy taką skłonność do mówienia o przeszłości 😉 ). Uznałam, że najwyższy czas jakoś to uporządkować. Postanowiłam zadziałać wbrew temu, co mówi większość nauczycieli, czyli przerobić trzy czasy przeszłe na raz. Dlaczego? Bo właśnie tych czasów przeszłych już zdarzyło mi się niezdarnie użyć i to je ciągle słyszałam w serialach. Robienie ich pojedynczo wydawało mi się bez sensu. Teraz z perspektywy kilku tygodni jestem z tej decyzji zadowolona, choć wiem, że wśród wielu wzbudza ona kontrowersje.

Tak wyglądał mój tydzień 5:

            

 

 

 

 

 

 

 

 

Może się wydawać, że mamy tutaj wielki miks: ser + estar oraz czasy przeszłe? Przecież to zupełnie inne etapy. Może tak, może nie. Dla mnie w gramatyce najważniejszą zasadą jest to, żeby uczyć się jej wtedy, kiedy jest Ci potrzebna do mówienia. Obserwując moje konwersacje zobaczyłam, że to są elementy, które w danym momencie są dla mnie kłopotliwe. Więc postanowiłam je przerobić. To taki element prostoty językowej- rób to, czego potrzebujesz. Każdy z nas dociera do innego etapu w innym momencie. Dlatego samodzielna nauka jest tak dobra-robisz wszystko w najlepszym dla siebie momencie. Ja tam działam i przynosi mi to świetne efekty. Ciebie też do tego zachęcam 🙂

Jeszcze jedna ważna kwestia tutaj: zauważ, że na tym etapie zrobiłam podstawy, czyli przejrzałam te czasy, zobaczyłam jak i kiedy się ich używa. Zupełnie nie jest to równoznaczne z okiełznaniem wszystkich form (na serio jest ich sporo!) oraz płynnego ich używania. Po tym tygodniu miałam już lepszy pogląd na to, z czym to się je. I o to mi chodziło 🙂

 

Trudno okiełznać przeszłość, czyli tydzień 6

 

W szóstym tygodniu przeżyłam, hm, spotkanie ze ścianą. Im bardziej wchodziłam w las czasów przeszłych, tym było ciemniej 😉 To naturalny element, jeśli skacze się na głęboką wodę i przerabia więcej tematów na raz. Na początku pojawia się wtedy duży chaos, jeśli chodzi o formy. To kwestia tego, że o ile rozumiesz jak użyć danego czasu (choć i tutaj zdarzają się wpadki), to dobranie odpowiedniej formy z całego ich gąszczu… jest trudniejsze 🙂 w kolejnych tygodniach wszystko zaczyna układać się w całkiem zgrabną całość. Etap Wielkiej Konfuzji należy… przetrwać. I nie poddawać się.

Fajną techniką jest tutaj szukanie określonych czasów w tekstach czytanych oraz podczas słuchania. To ogromna satysfakcja, to po pierwsze, a dodatkowo pokazuje “życiowe” sytuacje, w których się ich używać. Mózg zaczyna także coraz bardziej kodować formy. Jak to robić? Po prostu: siadasz na przykład do serialu z taką intencją, że będziesz zwracać uwagę na formy przeszłe. Wiadomo, zdarza się odpłynąć, ale na pewno zauważa się więcej, niż w normalnym trybie i na tym to polega.

Co jeszcze działo się w tym tygodniu?

       

Działałam z książką “Hiszpański nie gryzie”, która jest uporządkowana tematycznie- to naprawdę mi sprzyja. Sporo ćwiczeń, słowniczki- taka nauka-nie-nauka, bo książka jest naprawdę ciekawa. Ja siadam sobie zazwyczaj wieczorem i po prostu relaksuję się z określonym rozdziałem. Jednak trzeba pamiętać, że uzupełnianie ćwiczeń jest definitywnie mniej efektywne, niż praca twórcza. Dlatego znalazło się tutaj także napisanie opowiadania w czasie przeszłym (którego w końcu nie zrobiłam w tygodniu szóstym, tylko później- przyznaję się). Pisząc samodzielnie całość mózg angażuje się zupełnie inny sposób i dużo intensywniej. Często efekty napisania jednego opowiadania są dużo lepsze niż zrobienie pięciu ćwiczeń. Zasada jest wciąż ta sama: im bardziej to, co robisz angażuje mózg, tym szybsze postępy.

Innym przykładem pracy twórczej jest samodzielne tworzenie fiszek, które nijak nie równa się czytaniu tych gotowych. Ja w szóstych tygodniu skupiłam się na nieregularnych formach przeszłych. Dobra zabawa podczas robienia i przede wszystkim ograniczasz tym ilość powtórek, które dla wielu są po prostu męczarnia. Zresztą, sprawdź sama 🙂

 

Porządkowanie przeszłości ciąg dalszy, ale … zaczyna to jakoś wyglądać

W siódmym tygodniu (i w kolejnych zresztą także) to przeszłość będzie dalej na tapecie. Już nie w takim stężeniu, ale jednak. Nawet teraz pisząc to po kolejnych tygodniach nauki mówię to szczerze: dalej nie uważam tego procesu za zakończony, ale czuję się z tym ok. Każdego dnia mam więcej pewności w tej kwestii. To naprawdę duża radość, kiedy intuicyjnie dobieram czas i jeszcze utrafię formę 🙂

Z moich planów zobaczysz jednak, że przeszłość zajęła znacznie mniej czasu, niż poprzednio:

 

        

 

Do gry wkroczyła też książka “Hiszpański. Niezbędne zwroty i wyrażenia”, z którą fajnie mi się pracuje. Tutaj także mamy uporządkowanie tematyczne i cały szereg zwrotów, które w danych temacie mogą Ci się przydać (często więcej niż jeden zwrot na daną sytuację). To dobre rozwiązanie, bo pomaga w rozumieniu. Nie sztuka nauczyć się jednego zwrotu, a potem gdy ktoś powie to w inny sposób strzelać w ogłupieniu oczami na boki. Dodatkowo, można jej używać, kiedy np. wybierasz się coś załatwić do urzędu, albo czeka Cię rozmowa przez telefon. Masz tutaj cały szereg tego, co możesz oczekiwać 🙂

Poza tym fiszki, powtórki i konwersacje. Samo dobro! 🙂

Mijają 2 miesiące z hiszpański i mały spadek formy

W kolejnym tygodniu dopadła mnie jakaś choroba, więc w osłabieniu odpuściłam poniedziałek. Postanowiłam jednak nie odwoływać konwersacji, wychodząc z założenia, że skoro mniej pracuje, mogę sobie na to pozwolić. Nadgoniłam za to mocno słuchanie, bo leżąc w łózku puszczałam sobie namiętnie podcasty oraz Velvet. Ponieważ zależało mi na “lekkości” w tym tygodniu, postanowiłam poświęcić tylko jeden dzień na gramatykę, a reszta to już typowe przyjemności- Hiszpański nie gryzie i powtórki słówek z konwersacji. 

Generalnie robienie notatek po konwersacjach nie należy do moich mocnych stron i w kolejnych tygodniach rozwiążę tą kwestię inaczej. O tym jednak opowiem Ci już w kolejnym, ostatnim wpisie hiszpańskiego challengu 🙂

Tydzień ósmy wyglądał więc tak:

        

Wpadła w moje ręce nowa książka do gramatyki od Eleny, która jest absolutnie godna polecenia. Zawsze byłam zdania, że warto uczyć się z książek rodzimych wydawnictw, szczególnie w kwestii gramatyki i tutaj znów się to potwierdziło. Można ją kupić w Polsce bez problem, na przykład w księgarni Tania Książka. 

Podsumowując:  staram się odpuszczać konwersacji. Wiem, że się powtarzam, ale KONWERSACJE SĄ NAJWAŻNIEJSZE. Nie ma wyjątków od tej reguły 🙂

Druga sprawa to różnorodność- im większa tym lepiej, ale nie chodzi o to, żeby zrobić ze swojej nauki Meksyk, tylko, aby dawać mózgowi różne bodźce. Warto to rozplanować merytorycznie (np. specjalnościami typu: gramatyka, mówienie, pisanie, czytanie, słuchanie), a następnie szukać jak w obrębie tych aktywności dać sobie różnorodne doświadczenia. W ten sposób pracujesz w określonych schemacie, a jednak różnorodnie 🙂

Jak Twoje wyzwania językowe? Co się zmienia? Jak planujesz?

Niebawem startuje wyzwanie #w2019nauczesiejezyka– jesteś już na pokładzie?

 

 

 

Po 4 tygodniach, czyli hiszpański challenge update #1

Po 4 tygodniach, czyli hiszpański challenge update #1

Aż trudno mi uwierzyć, że minęły już 4 tygodnie od startu hiszpańskiego challengu. Z dwóch powodów.

To z jednej strony tak szybko i nie wiem, kiedy i jak uciekły te dni.

Z drugiej strony: mówi mi się tak dobrze, że nie wierzę, że to tylko miesiąc! Jednak regularne, małe kroki naprawdę się opłacają.

 

Nie wiem, co robić, czyli klasyczny tydzień pierwszy

Pierwsze ułożenie planu tygodniowego może się wydawać dosyć trudne. Przecież praktycznie nic nie wiemy o danym języku. Zastosowałam więc prosty schemat, którego uczę w Language Master- rób to, co przygotuje Cię do mówienia od razu. W drugim tygodniu chciałam zacząć konwersacje, więc było to jasne- mam zrobić wszystko, co dam radę, aby na tych konwersacjach cokolwiek powiedzieć. Postawiłam więc na podstawy podstaw, które pozwolą mi “przegadać” pierwsze pół godziny. Plan wyglądał następująco:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Postanowiłam oczywiście ogarnąć “niezbędnik” (mówię o nim więcej w tym odcinku podcastu oraz tym poście) oraz podstawowe czasowniki i rzeczowniki + intro do gramatyki. Wszystko to z kanału Spanish Pod 101 na YouTube. Do tego dodałam stały element dnia w formie słuchania przez minimum 15 minut. Nie przejmuj się, jeśli na początku nie masz pojęcia o czym mówią. Ten etap słuchania służy raczej do tego, aby złapać melodię, może wyłapać jakieś pojedyncze słowa (na przykład przypadku takie, które np. mogły paść w piosenkach Enrique Iglesiasa 😉 ). To nie etap rozumienia i jest to ok. Mimo to, warto słuchać regularnie- zdziwiłbyś się jak bardzo pomaga to później. Przede wszystkim przyzwyczaja to Twój mózg do języka na poziomie biologicznym– dźwięki stają się “znajome”, nie czujesz jakby mózg miał eksplodować, kiedy po raz pierwszy masz coś powiedzieć, bo język jest już trochę oswojony. Z każdym kolejnym dniem wyłapujesz już więcej.

Ja w pierwszym tygodniu słuchałam podcastów “Habla español”, dla osób uczących się hiszpańskiego. Ich twórca mówi najwyraźniej na świecie. Serio. Mogłam bez problemu wyłapać trochę podstawowych słów i uważam, że na start materiały, które są dostosowane do osób uczących się są lepszym rozwiązaniem. Można także słuchać radia lub TV, ale tutaj mamy dużo mniejszą szansę wyłapywania słów, co może być zniechęcające. Na starcie każdym mały sukces jest na wagę złota z punktu widzenia psychologii nauki języka. Aż pisnęłam z radości po usłyszeniu pierwszego “mañana” 🙂

 

Jest ok, czyli typowy tydzień drugi

W drugim tygodniu nadeszły pierwsze konwersacje i tutaj warto się na moment zatrzymać. Moje doświadczenia z konwersacji są takie: naprawdę warto poświęcić chwilę na wybór odpowiedniej osoby. Ja korzystam z Italki, serwisu, w którym znajdziesz tysiące lektorów z różnych krajów. Sortujesz ich sobie po języku nauczania i … tutaj się zaczyna 🙂

Lektorzy mają w swoich profilach krótkie filmy, w których się przedstawiają. To naprawdę ważne, żeby je przejrzeć i nie myśleć za dużo. Dlaczego? Bo żeby mieć motywację, musisz LUBIĆ osobę, z którą rozmawiasz. Po prostu. Dlatego nie jest aż tak ważne, czy ta osoba ma takie, czy inne kwalifikacje (mowa przecież o nativach, więc co jak co, ale język to oni znają!) lub czy ma fajny T-shirt. Jeśli czujesz pod skóra, że to osoba, która nadaje na podobnych falach to po prostu spróbuj. Akurat na Italki sporo lektorów ma bezpłatną lekcję próbną. Czasem jest ona płatna, ale w dużo niższej cenie. W ten sposób możesz sprawdzić, jak pracuje Ci się z wybraną osobą. Z lektorem jak z miłością, jak się ją czuje, to się o tym wie, a jak się nie jest pewnym, to pewnie jej nie ma 🙂

Mówię Ci to na swoim przykładzie- wcześniej miałam na Italki zajęcia z pewną miłą Portugalką, ale jak ktoś mnie pytał jak mi się z nią pracuje, to zazwyczaj mówiłam “Jest bardzo fajna, bardzo profesjonalna”. “Tak, to dobra osoba do uczenia innych”. “Jest w porządku, docieramy się”. Jak pewnie się domyślasz, nie mamy już zajęć 🙂

Po prostu po kilku zajęciach nie bardzo było o czym gadać, temat wiadomo, zawsze się znajdzie, ale te rozmowy było mało… ciekawe 🙂

Dlatego pierwsza zasada wyboru lektora brzmi tak: znajdź kogoś, kogo na serio polubisz i z kim będzie Ci się fajnie rozmawiało. To da Ci motywacje i przyjemność z zajęć.

Co jeszcze działo się w drugim tygodniu?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z całego tego programu nie udało mi się tylko zrobić 25 topowych fraz. Nadgoniłam je w kolejnym tygodniu, ale szczerze mówiąc… Nie było warto 🙂 te frazy to były same “dzień dobry”, “dobranoc” i tego typu słowa. Doszłam zatem do wniosku, że jeśli czasem coś układa się w określony sposób to warto odpuścić, a nie na siłę dążyć do “wyrobienia planu”. Najważniejsze są konwersacje i tutaj zdania nie zmienię 🙂

 

Trochę mi się nie chce, czyli witaj w trzecim tygodniu

W trzecim tygodniu nastąpił mały kryzys. Czas skurczył mi się wyjątkowo i zaczęło się to odbijać na mojej motywacji. Początek był klasyczny- im mniej czasu, tym więcej stresu. A stres raczej nie pomaga. Zaczęłam więc trochę się wkurzać na… hiszpański 🙂 

Był on dodatkową rzeczą, która dodawała mi stresu, ze względu na to, że naprawdę miałam dużo spraw. Mogło to być związane także ze słabszą formą- w kolejnym tygodniu miałam się rozchorować, ale o tym jeszcze wtedy nie wiedziałam. Niemniej jednak wszystkie te czynniki sprawiły, że… mniej mi się chciało.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo chcę, żebyś wiedziała, że to normalne. I najzupełniej ok. Czasem tak się zdarza i wtedy warto na przykład zrewidować swoje plany tak, aby umieścić w danym tygodniu więcej językowych przyjemności. Chodzi o to, aby postarać się utrzymać kontakt z językiem, ale nie przymuszać się. Trąbię o tym wszem i wobec, że podejście jest kluczowe (więcej o budowaniu odpowiedniej postawy mówię w kursach GPS oraz Language Master). Dlatego nie zarzynaj się, lepiej zrobić mniej, ale zachować pozytywne nastawienie.

Jak to wyglądało u mnie?

Odpuściłam jeden dzień, sobotę oraz nie zrobiłam fiszek z konwersacji. Trudno. Oglądałam za to więcej “Las chicas del Cable” w ramach słuchania. Sprawiało mi to przyjemność i po całym wypełnionym dniu chciałam się po prostu zresetować. Oglądałam więc coś, co mnie odpręża (mega ten serial polecam, to taka fajna dziewczyńska propozycja), ale nadal miałam szansę posłuchać pięknego hiszpańskiego.

Dodało mi to też otuchy- przypomniałam sobie, że nie bez powodu się w tym języku zakochałam i słysząc go w takich “naturalnych” warunkach od razu wracała mi ochota, żeby go poznać i osiągnąć taką płynność jak bohaterki filmu 🙂

W trzecim tygodniu miała miejsca jeszcze jedna ważna rzecz: ustalałam strategię pod to, czego wiem, że nie wiem 🙂 

O co w tym chodzi? Po tygodniu konwersacji widziałam już przykłady rzeczy, w których ciągle popełniam błędy. To raczej łatwe do zauważenia, gdyż jak nie umie się powiedzieć prawie nic, to często powtarza się to samo 🙂 i wtedy tym wyraźniej widać, jeśli czegoś nie wiem. U mnie była to różnica między “muy” i “mucho” i oczywiście odmiana czasownika podczas której tak przegrzewał mi się mózg, że najczęściej zamiast powiedzieć określoną formę po prostu wybuchałam śmiechem 🙂 to była wystarczająca wskazówka, że warto sprawdzić te tematy. Wracamy tutaj do mojej teorii dotyczącej gramatyki: ucz się jej dopiero wtedy, kiedy potrzebujesz jej do mówienia. Wtedy masz znacznie większą ciekawość i motywację. Zupełnie inaczej “przetwarzasz” temat i jest naprawdę o niebo łatwiej. 

 

Ale fajnie, czyli czwarty tydzień na tapecie

Wreszcie nastąpił czwarty tydzień. Miałam takie piękne plany i… rozchorowałam się! Na początku przyjęłam to na miękko myśląc, że skoro będę mniej pracować (głowa mi pękała i leżałam pod kołdrą cały dzień) to będę miała więcej czasu na hiszpański. Jak bardzo się myliłam. Na pewno wiesz, że generalnie podczas walki z wirusem rodzaje podejmowanej aktywności są, hm, jakby to ująć… Raczej mało ambitne. Przynajmniej tak jest ze mną. Zachowałam jedynie konwersacje i poprawki zdań, bo w poniedziałek czułam się jeszcze w miarę dobrze. 

Poprawki zdań to wyszukiwanie błędów w zdaniach, które ja powiedziałam, a które zapisała dla mnie moja lektorka. Niestety po tym pierwszy rzucie takich zdań doszłam do wniosku, że w ogóle nie mogę ich poprawić. Nie miało to związku z chorowaniem (choć dla mojego ego to byłaby dobra wymówka 😉 ). Po prostu odkryłam, że jest dla mnie za wcześnie na poprawianie własnych błędów. Uważność na to, co Ci służy, a co nie jest naprawdę ważna podczas językowych podbojów. Jeśli widzisz, że coś Ci nie pomaga, a wręcz dezorientuje, po prostu o tym powiedz. Tutaj właśnie sprawdza się fajna relacja między Tobą a lektorem. Poprosiłam więc Elenę, żeby po prostu pisała moje “kreatywne” zdania już w formie poprawnej. Wtedy czytając je utrwalam to, jak powinno się mówić.

Na poprawianie błędów przyjdzie jeszcze czas 🙂

Tak wyglądały moje pierwsze cztery tygodnie nauki. Przeszłam przez fazy zachwytu, ekscytacji, małej demotywacji, a potem pokonania w czwartym tygodniu. Kiedy to piszę jest już tydzień piąty i radośnie donoszę, że mam się dobrze i jestem gotowa do dalszych szaleństw. Im więcej słucham (a to udaje mi się praktycznie codziennie), tym bardziej dochodzę do wniosku, że baaaaaardzo chcę nauczyć się hiszpańskiego, bo moje serce po prostu topnieje na sam dźwięk tego języka. 

Idziesz równo ze mną ze swoim językiem? A może masz jakieś inne pomysły na tygodniowe plany? W minikursie GPS dostajesz planer tygodniowy, ja uzupełniam go sobie i wieszam nad biurkiem i dzięki temu widzę cały czas, co chcę zdziałać danego dnia 🙂 

Jak Ty planujesz swoje językowe tygodnie?

Wszystkiego językowego, 

Weronika

 

 

Hiszpański challenge w 2019

Hiszpański challenge w 2019

Nadchodzi rok 2019, a wraz z nim długo oczekiwany przeze mnie start mojego hiszpańskiego wyzwania. Postanowiłam udowodnić, że w 3 miesiące jest możliwe osiągnięcie komunikatywnego poziomu języka i swobody językowej! Czyli dokładnie to, czego uczę w programie Language Master.

Ale, ale, nie zamierzam się przepracowywać. Nauka języka ma być przyjemna- takie przynajmniej jest moje założenie i tego uczę w moim kursie online! Dlaczego? Bo jeśli nie jest, to wcześniej lub później, nasz zapał minie i jedyne, co będziemy potrafili zrobić to kupić bułkę w sklepie. Albo i nie 🙂

Strategia rzecz (prawie) święta

Zanim zaczniemy mówić o strategii doprecyzujmy pojęcie “swoboda językowa”. Dla mnie jest to możliwość znalezienia się w dowolnym kraju posługującym się danych językiem i możliwość porozumienia się w bazowych sprawach. Niekoniecznie oznacza to dyskusje o globalnym ociepleniu (choć i to jest możliwe, bo swoboda językowa to także wyrażenie swojego zdania na jakiś temat). Jak więc będzie to wszystko wyglądać? Po pierwsze co dwa tygodnie będzie dzieliła się tutaj tym, co udało mi się zrobić. Plan jest prosty:

15 min nauki dziennie + dwie 30 minutowe konwersacje z nativem + możliwie jak największa immersja językowa (jeśli teraz myślisz imme… co? to zajrzyj tutaj).

Na bieżąco możesz śledzić moje poczynania na Instagramie i Facebooku- tam od 02.01.2019 będą regularne apdejty tego, co mi się udało lub co mi się nie udało (bo nie wszystko przecież musi się tak od razu udawać!). Blaski i cienie mojej nauki mogą być dla Ciebie pomocne, ale żeby jak najbardziej przybliżyć Ci moją aktualną sytuację poniżej pokażę Ci plusy i minusy startowania z hiszpańskim.

Czy będzie łatwo?

To dosyć skomplikowane pytanie. Ja ogólnie uważam naukę języka za prostą- jeśli masz strategię i się angażujesz, masz ogromną szansę na szybkie postępy. Co nie oznacza, że zawsze jest łatwo. Z językiem jest przecież jak z życiem- jedne aspekty są dla nas super i przychodzą z wielką łatwością, inne znów mogłyby nie istnieć, a kiedy przychodzi nam się do nich zabrać to rwiemy włosy z głowy (jeśli je mamy, a jeśli nie to z zakłopotaniem drapiemy się po łysinie).

Podejście jest kluczowe i moja naczelna zasada to: PRZESTAĆ PANIKOWAĆ. W Language Masterze znajdziesz cały moduł poświęcony podejściu, przekonaniom i stawianiu mądrych celów językowych. To naprawdę pomaga, bo najczęstszą kłodą u nóg moich klientów jest kwestia motywacji i podejścia- języka może nauczyć się naprawdę każdy (w jednym już mówisz, więc nie przekonasz mnie, że jest inaczej), ale nie każdy wie jak. A ilość samosabotażu, która pojawia się w tym aspekcie często jest ogromnym spowalniaczem.

Pod tymi niewinnymi stwierdzeniami typu: “Ja to się nigdy chyba nie nauczę”, “Nie mam talentu językowego” i “Jeśli chodzi o języki to jestem kapuściana głowa” kryje się tyle niepewności, braku wiary w siebie, nieśmiałości, a czasami lenistwa. Warto zbadać ten temat, żeby w końcu przestać się męczyć i zrozumieć, że język obcy (nawet ten z okrzykniętych jako “bardzo trudne”, którym, nota bene, jest polski, a władasz nim świetnie!) to nie fizyka kwantowa i MOŻESZ SIĘ GO NAUCZYĆ. Tak jak ja nauczę się hiszpańskiego i samo to postanowienie, powiedziane mocno, śmiało i głośno ma moc wspierającą 🙂

Randka z językiem 

W bezpłatnym materiale “5 prostych kroków do swobodnego mówienia” opowiadałam Ci o “randce z językiem”. Po tej randce przeanalizowałam sobie, co może mi pomóc, a co stanowi pewnego rodzaju wyzwanie i w związku z tym będzie wymagało ode mnie więcej uwagi. Podzieliłam to na DOBRE STRONY i SŁABE ASPEKTY, choć wiadomo, że każdy kij ma dwa końce i czasem dobre strony też mogą utrudniać, a słabsze mogą być łatwe do okiełznania. Roboczo jednak tak je nazwałam i oto wyniki:

DOBRE STRONY:

  • jestem komunikatywna w portugalskim, co jest sporą pomocą, bo języki te są bliskie, jeśli chodzi o część słownictwa. Jeśli chodzi o gramatykę- nie wiem, jeszcze nie zbadałam tego tematu, a zresztą nie ma to dużego znaczenia, o czym dowiesz się ze SŁABYCH STRON
  • układam klarowne strategie nauki i jestem w tym specjalistą- nie przepracowuję się (czytaj: nie doprowadzam do “wypalenia językowego”), traktuję naukę jako zabawę i dzięki temu w zupełnie inny sposób aktywuję mój mózg, a to sprzyja efektom
  • mam korzystny zestaw przekonań- naprawdę uważam, że KAŻDY MOŻE nauczyć się języka obcego, więc skoro każdy może to i ja 🙂
  • zacznę mówić od razu- po pierwszych dwóch tygodniach nauki zaczynam konwersacje z nativem- krótkie dystanse, dwa razy w tygodniu. Może i napocę się przy pierwszych kilku, bo będę znała dosłownie parę słów i minimum gramatyki, ale hej, życie jest od tego, żeby doświadczać i nie brać wszystko na serio- wykorzystam ten czas tak dobrze, jak tylko mogę i zamierzam się cieszyć procesem
  • wiem, jak zaserwować sobie piękną immersję językową na co dzień i zamierzam to wykorzystać- Ty także możesz, bo na co dzień będę się dzieliła pomysłami na Instagramie i Facebooku, także możesz iść równo ze mną ( w dowolnym języku) 🙂
  • materiały do hiszpańskiego są łatwo dostępne

 

SŁABE ASPEKTY:

  • jeśli okaże się, że gramatyka portugalska i hiszpańska są bardzo podobne, to niewiele mi to pomoże, bo większość portugalskiej gramatyki jest dla mnie tajemnicą 🙂 znam jeden czas przeszły (drugi trochę, ale raczej go nie używam, bo niezbyt go pamiętam :P), jeden przyszły i 2 teraźniejsze, w przypadku których zdarza mi się popełniać błędy. Dobra strona tej złej strony jest taka, że może hiszpański pomoże mi w portugalskim, jakkolwiek zabawnie to brzmi z ust osoby, która zaczyna od hiszpańskim od początku 🙂
  • wyzwaniem zawsze jest czas, choć naprawdę wierzę, że przy mojej strategii nie będzie to stanowiło problemu. To dlatego, że skupiam się na esencji i wybieram tylko najbardziej efektywne działania.  Potrzebne jest też po prostu dobre planowanie. Jako wyzwanie widzę jednak fakt, że jako freelancer moja praca jest mało regularna, więc plany często muszę zmieniać. Będę potrzebowała tutaj sporej uważności i dyscypliny, aby osiągać to, co zaplanowałam.

 

Dlaczego Ci o tym piszę? Bo to wszystko, co wymieniłam to element “pierwszej randki” o której mówię w bezpłatnym materiale “5 prostych kroków do swobodnego mówienia” . “Pierwsza randka” to takie zapoznanie się z językiem- jaki jest, jak możesz się go uczyć, jak brzmi, jaką ma gramatykę (no ok, tego etapu akurat jeszcze nie zrobiłam, przyznaję…) etc.

Robimy to po to, aby wiedzieć jak działać i naprawdę jest to szalenie przydatne. No a dodatkowo: kto nie lubi pierwszej randki? Ta ekscytacja, motyle w brzuchu i ciekawość drugiej strony! 🙂

Co u Ciebie?

Tak wygląda więc mój plan- obiecuję regularne info na temat postępów. Może chcesz wyruszyć równo ze mną z wybranych przez siebie językiem? Jeśli tak, koniecznie daj mi znać w komentarzu!

Poza tym jakie są Twoje językowe plany na 2019?

Planujesz nowy język, a może reorganizację sposobu nauki tego, którego już się uczysz?

I w jednym i drugim przypadku pamiętaj o bezpłatnym materiale “5 prostych kroków…”, który możesz pobrać tu 🙂

Językowego 2019!