Jak ogarnąć się w 2020, żeby nauczyć się wybranego języka?

Jak ogarnąć się w 2020, żeby nauczyć się wybranego języka?

Organizacja nauki to coś, o co pytacie mnie najczęściej!
Głównie zadajecie pytanie: „Jak znaleźć czas?”. Co ciekawe, rzadko kiedy ktokolwiek pyta o to, jak złożyć logiczny plan działań, aby mieć efekty.
Dziś zatem odpowiadam na oba te pytania po to, abyś jeszcze w 2020 poczuła zupełną swobodę!

Styczeń to dla wielu z nas miesiąc postanowień, a nowy język znajduje się zazwyczaj na liście TOP10 postanowień noworocznych. Mamy nową energię do działania i chęć zmiany. Wyzwanie polega na tym, aby nie stracić zapału po kilku pierwszych tygodniach. Moje doświadczenia są takie: im większy bum, tym szybszy koniec. Mam jednak sposób na to, żeby obrócić tę sytuację.

Miej wizję

Kiedy startujesz z tak złożonym projektem jak nauka języka, potrzebujesz konkretnej wizji. Musisz wiedzieć, dokąd chcesz dotrzeć i dokładnie to będzie mocną bazą dla Twoich działań. O samych celach mówiłam więcej w tym artykule, więc w razie potrzeby przeczytaj go teraz, a potem wróć tutaj 🙂

Mając konkretnie wyznaczoną wizję, będziesz najzwyczajniej w świecie wiedziała, co i kiedy robić! W przeciwnym razie będziesz poruszać się trochę po omacku. Niby coś robisz, ale te działania są na tyle niespójne, że czasem praktycznie nie widać rezultatów! Tutaj kluczowa jest też decyzja: chcesz się uczyć czy nauczyć? Pozornie jest to jedno i to samo… Nic bardziej mylnego! Jeśli zdecydujesz, że nauczysz się języka, to wychodzisz z punktu końcowego. Rozpisujesz, co potrzebujesz umieć i na jakim etapie, a następnie wytyczasz konkretne działania, które do tego prowadzą. A potem nadchodzi codzienność, czyli… potrzeba zmiany nawyków. Czasem to mini adaptacja tego, co aktualnie robimy, a czasem potrzeba zwyczajnie potrząsnąć całym systemem (a nawet rodziną 😉) i przerzucić nasz grafik do góry nogami. Obie sytuacje są możliwe i przy odrobinie inspiracji – naprawdę proste do zrobienia.
Powróćmy więc do początku. 🙂

Aby ułatwić Ci proces ogarnięcia się w 2020, stworzyłam przepiękny i mądrze skonstruowany materiał, który pomoże Ci przejść przez opisane przeze mnie kroki. Ten zeszyt to element styczniowego webinaru, który dostępny jest w Planetowym sklepie. Wydrukuj go i przejdź przez niego krok po kroku, a zobaczysz, że to, co wydawało się nie do ogarnięcia, teraz ma naprawdę przystępny kształt!

 

Wychodzenie od celu. Jak znaleźć czas?

Jeśli Twoim punktem startowym będzie konkretny cel, znacznie łatwiej będzie Ci skomponować naukę w spójny sposób. Tutaj też pojawia się aspekt czasowy. Jeśli wiesz, że dysponujesz np. 1 godziną tygodniowo i ani minutą dłużej, stawianie sobie za cel pełnej płynności za rok jest mało realne. Z drugiej jednak strony, moje doświadczenia z klasycznym “Nie mam czasu” są dosyć przewrotne. Zazwyczaj, kiedy na sesjach mentoringowych bierzemy w obroty teoretycznie wypełniony po brzegi grafik to… okazuje się, że można go łatwo przemodelować i uzyskać dodatkowe godziny (nierzadko aż kilka)! Serio, serio! Zatem skup się. 😊 Czy to, co słyszysz w swojej głowie to fakt czy wygodna wymówka? 

Twoje myśli to nie Ty! Ty jesteś ponad te myśli i wymówki!

Dlatego takie szczere podejście często zdusza problem w zarodku. W praktyce wygląda to tak: albo chcemy się nauczyć i wtedy kosztem czegoś innego (np. wieczorów z Netflixem) działamy na rzecz tego celu. Albo mówimy, że nie mamy czasu, nie sprawdzając, ile tak naprawdę nam go ucieka na różne rzeczy, które robimy. Bolesne tylko na początku, potem zamienia się w poczucie radości, inspiracji i dumy. Sprawdzone! 🙂

Cel = działania

Nasze konkretne cele powinny się zatem przełożyć na działania. Ale nie byle jakie! Tutaj znowu przyda nam się uważna obserwacja. Co działa naprawdę, a co tylko zapycha mój grafik? Dam Ci przykład z życia wzięty: przedwczoraj, kierowana myślą, że już kilka dni nie działałam z hiszpańskim, wzięłam repetytorium leksykalne, przeczytałam krótki tekst i zapisałam słówka na fiszkach. Dziś już nic nie pamiętam 🙂

W fiszce kluczem jest stworzenie barwnych przykładów, które stają się dla Twojego mózgu odniesieniem. De facto coś zrobiłam, ale co mi to dało? Chyba tylko spokój sumienia i to też na krótko 😉 Wyciągam więc wnioski: dziś wezmę fiszki, napiszę przykłady, a potem zostawię je sobie w łazience (będzie „jak znalazł” na wieczorne mycie zębów!). Jeśli chodzi o naukę to jest cała masa działań, które daleko nas nie zaprowadzą. Mając wybór pomiędzy uzupełnianiem luk w ćwiczeniu, a napisaniem kilku zdań, zawsze wybieraj to drugie. Im bardziej zaangażujesz mózg i im bardziej kreatywnie zadziałasz – tym większa szansa, że coś zostanie w Twojej głowie. Czasem słyszę, że komuś nie chce się inwestować czasu w analizowanie tego, co działa, a co nie. Rozumiem. Wolisz więc po prostu tracić czas na to, żeby robić dużo różnych rzeczy i nie mieć efektów? Tak też można, ale po co? 🙂

 

Jak działać spójnie?

Przede wszystkim pamiętaj, że język tworzy pewną całość. Mamy tutaj mówienie, słownictwo, gramatykę, rozumienie ze słuchu, czytanie i pisanie. Najlepsze efekty uzyskasz, jeśli będą się one “zazębiały”. Co to oznacza? Spójrz na ten przykładowy plan tygodnia:

Jego spójność nie polega tylko na tym, że uwzględnia wszystkie językowe specjalności. Klucz w tym, aby konkretne działania się wspierały.

A zatem:

  • W poniedziałek robimy gramatykę, którą później będziemy praktykować na konwersacjach we wtorek.
  • Oglądając tego dnia serial w danym języku – zabawa w “Szukanie formy” (co to za przewrotność losu, aby szukać formy na kanapie? 😉). Próbujesz wyłapywać konkretne formy w tekście mówionym.
  • Środowy tekst do praktyki czytania będzie zawierał ten czas/te struktury gramatyczne. Ćwiczę czytanie, ale jednocześnie mózg koduje np. formy, które są dla mnie najbardziej aktualne.
  • W piątek piszę tekst. Zgadnij jaki? 🙂 Oczywiście z użyciem poniedziałkowej gramatyki!

Takie przykłady można mnożyć i mnożyć i działać tutaj na różne sposoby, nie tylko w połączeniu z gramatyką. Na przykład: po tematycznej lekcji z nativem czytamy artykuł na ten sam temat, a potem piszemy tekst, robiąc recykling słownictwa. Najważniejsze jest to, że dzięki temu konkretny temat przerabiasz na różne sposoby, a dla mózgu to dodatkowa powtórka. A wiadomo: powtórka rzecz wspaniała 🙂

Where focus goes energy flows

Ostatnie, choć najważniejsze

Nie byłabym sobą, gdybym nie napomknęła o najważniejszym. To, jaką energię wkładasz do samego procesu nauki, ma wielkie znaczenie. Wiem, że czasem się nie chce. Wiem, że bywają i sytuacje, kiedy „bujamy się” z tym tematem miesiącami lub latami. Ale naprawdę, naprawdę warto sobie poukładać w głowie kwestie podejścia do języka, zanim wystartujemy. Pomyśl tylko: jeśli postawisz cele, zdecydujesz się na działania, a na samą myśl będziesz czuła coś w stylu niechęci/rezygnacji to… Jaka jest szansa, że się to powiedzie? Twoje nastawienie to KLUCZ. Stan psychofizyczny produkuje określone hormony, a one zdolne są nawet do ZABLOKOWANIA przyswajania informacji. Opowiem o tym więcej na lutowym webinarze „Poznaj swój mózg i ucz się szybciej”. Mówię Ci to zupełnie serio. W materiałach, które podlinkowałam jest też element pracy mentalnej, a gruntownie przechodzimy przez niego w moim kursie skutecznej nauki języka Language Master.

Jedno z moich ulubionych powiedzeń to „Where focus goes, energy flows”, co w bardzo luźnym tłumaczeniu znaczy: „To, na czym się koncentrujesz, rośnie”. Koncentruj się więc na tym, co możesz, zamiast na tym, na czym się nie da. Na tym, że nawet małe kroki to zawsze podróż do przodu. Na tym, co już potrafisz versus poczuciu słabości, że jeszcze tyle do zrobienia. Karm swój umysł tym, co go inspiruje, aby aż chciało się działać. Wtedy na koniec 2020 będziesz nie tylko swobodnie mówić, będziesz także radośniej i pełniej żyć! 🙂

 

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Serialowe polecajki idealne do nauki języków- hiszpański

Nauka języka ma być przyjemnością! 

Wystarczy chwilę pogłówkować nad tym, jak ubarwić nasze językowe podboje tak, aby się nam chciało.

Dziś podaję Wam pakiet naprawdę przystępnych opcji na miły domowy wieczór. Do tego, w bonusie, angażujące zabawy, które pomogą wyciągnąć z tego czasu maksimum korzyści. 

 

Kocham seriale! Jeśli jesteś ze mną już jakiś czas to na pewno o tym wiesz 🙂 

Tak wiem, że to pożeracze czasu i na dodatek uzależniają, ale jak to się mówi “na coś trzeba umrzeć”. Żeby momenty spędzone przed Netflixem nie były czasu stratą, staram się wykorzystywać je jako element nauki. To działa! Nie tylko osłuchujesz się z językiem, ale także możesz poczuć klimat danego kraju, ekspresję lokalsów oraz bardzo różne klimaty tego samego języka. Z tego względu sugeruję raczej seriale w oryginale, niż te z dubbingiem, ale od biedy i dubbing jest treningiem.

Dziś pokazuję Ci moją złotą piątkę, jeśli chodzi o produkcje hiszpańskojęzyczne. Ważne: przy wyborze nie kierowałam się tak bardzo tym, czy sam serial mi się podobał, ale głównie tym, czy jest on przystępny do tego, aby oglądając trochę przy nim “potrenować”. Jeśli ich nie znasz, to na serio polecam ( a już zwłaszcza w kombinacji z zabawami, które pokazuję na końcu artykułu). To co, jedziemy? 🙂

Las chicas del cable

Moja ulubiona, dziewczyńska propozycja! Serial o przyjaźni 4 dziewczyn pracujących wspólnie dla pierwszej hiszpańskiej firmy telefonicznej. Fajna opcja, aby cofnąć się w czasie i zobaczyć jak wyglądał kiedyś świat (za czasów mojej młodości może i nie było komórek, ale dzwonienia do innych poprzez telefonistkę to nawet ja nie pamiętam 😉 ). Do tego piękne stroje, brudne sekrety z przeszłości i kilka scen przyprawiających o dreszcze, a wszystko to okraszone pięknym hiszpańskim i naprawdę wyraźną wymową. To był mój drugi serial hiszpański i szczerze mówiąc po pierwszy sezonie, kolejne oglądałam już bez ciągłego śledzenia napisów.

Sezony są trzy, a za kilka dni pojawi się czwarty (yassss!). Dodatkowym bonusem jest to, że moim zdaniem 4 główne bohaterki mówią trochę inaczej! Fajnie otwiera to uszy i głowę na różne typy wymowy. Polecam, choć przyznaję, że głównie dziewczynom (mój mężczyzn po kilku odcinkach wypowiedział sakramentalne “Możesz dalej oglądać sama, nie pogniewam się” 😉 ). Odcinki mają niecałe 50 minut, także to już całkiem konkretny element praktyki. 

Vis-a-vis

Propozycja dla osób o mocniejszych nerwach. U mnie każdy odcinek okupiony jest później dziwnymi snami, więc muszę przyznać, że do tej pory widziałam tylko kilka. Językowo znacznie trudniejszy, niż jego poprzednik (za to można nauczyć się całej gamy przekleństw 😉 ).

Jeśli ktoś z Was nie przepada za scenami przemocy, to tutaj będą się one zdarzać, ale językowo to ciekawe doświadczenie, bo mamy tu bardzo nieformalny język i można podłapać trochę slangowych wyrażeń.

Ze wszystkich opcji, które Wam prezentuję o tej mogę powiedzieć najmniej, ale myślę, że to coś w sam raz dla męskiego grona oraz dla dziewczyn, które lubią cięższe klimaty 🙂

 

 

Velvet

Historia pięknej miłości, czasem trochę telenowelowa, ale dla miłośniczek romansów jak znalazł! Ten serial daję tutaj przede wszystkim ze względu na piękny język i całkiem wyraźną wymowę. Odcinki są dosyć długie, trwają ponad godzinę, a sezony 4, więc będzie oglądania, a oglądania! To serial, z które

go nauczyłam się najwięcej, bo naprawdę łatwo jest zrozumieć go po hiszpańsku. Poza tym 4 sezony po 15 ponadgodzinnych odcinków dają szansę na wielomiesięczną praktykę 🙂 

Jeśli chodzi o fabułę to momentami bywała dla mnie trochę irytująca, ale to jest kwestia osobista. Ja po prostu bardzo nie lubię takich bajkowych konwencji typu jedna bohaterka o dobrym sercu i jej wierne przyjaciółki oraz zgraja podłych rywalek o paskudnych charakterach. Nie kupuję tego, ale wiernie obejrzałam wszystkie sezony i mam wielką wdzięczność za codzienną możliwość osłuchiwania się z tak pięknym językowo serialem. Spróbujcie i sprawdźcie! 🙂

La casa de las flores

Kolejny faworyt, jesli chodzi o wymowę! Serial produkcji meksykańskiej i ma to 2 ogromne plusy: bardzo jasna wymowa (dla mnie łatwiejsza niż hiszpańska!) oraz możliwość poznania trochę słownictwa latynoamerykańskiego (przykład: Te hecho de menos = Te extraño). 

Historia pokręcona niemożliwie, dużo naprawdę absurdalnych wątków, ale dzięki temu serial jest naprawdę angażujący. Do tego jeszcze pięknie nakręcony (nazwa zobowiązuje!) i ma krótkie, trzydziestominutowe odcinki, więc dla osób o okrojonym serialowym czasie będzie w sam raz! Jeśli jesteś na początku swojej hiszpańskiej drogi, to naprawdę go polecam (jedna z bohaterek mówi “w zwolnionym tempie”- serio!).

Dobry serial na start, o ile masz otwarty umysł i lubisz trochę pokręcone historie 🙂 

La casa de papel

Mój pierwszy serial hiszpańskojęzyczny. Śmiem nawet twierdzić, że to dzięki niemu po raz pierwszy na serio pomyślałam o tym języku. Po prostu zaczęłam się w nim zakochiwać. Sprawcą tego było dokładniej słowo “pero”- nie pytajcie mnie dlaczego 😉 

Fabuła jest baaaaaaaaardzo wciągająca i rozbudowana. Myślę, że zaspokoi także nałogowych serialowiczów i naprawdę będzie fajną rozrywką. Jeśli chodzi o wymowę, to cóż… Bywało łatwiej coś zrozumieć, ale bardzo zależy to od konkretnego aktora. Jeśli chcesz oglądać bez napisów to poleciłaby

m go raczej na kolejne etapy nauki. W ramach praktyki słuchania i osłuchiwania się- możesz startować od razu. 

Jeśli nie uczysz się hiszpańskiego to też obejrzyj! Może wtedy się zainspirujesz do samego języka, tak jak to było ze mną! 🙂

Oto moja złota piątka! Żeby oglądanie miało większą wartość, dobrze jest aktywnie podziałać podczas. Jeśli oglądasz typowo dla odpoczynku, załóż sobie np. że pierwsze 10 minut oglądasz i działasz. Potem możesz już w pełni wciągnąć się  w fabułę i odpoczywać. Ja dokładnie tak robię i mam wtedy poczucie, że i wilk syty i owca cała 🙂

 

Zabawy podczas oglądania seriali

 

Polowanie na formę

Jeśli w danym momencie przerabiasz jakiś konkretny element gramatyki, np. jeden z czasów przeszłych, oglądaj z fokusem na dane formy. To pomaga rozeznać się w kontekstach kiedy używamy tej formy oraz poznawać same formy. Jedna sprawa to wiedzieć, że forma ma w trzeciej osobie liczby pojedynczej taką, a taką końcówkę. Inaczej jest jednak to usłyszeć na różnych przykładach. Jeśli więcej niż jedna osoba w domu uczy się tego języka możecie to robić w ramach konkursu. Ten, kto usłyszy i krzyknie podczas oglądania więcej form jest zwolniony z wynoszenia śmieci 😉 

Można się w ten sposób bawić w nieskończoność i rozwijać swoją komunikację w naprawdę fajny sposób. 

Organizer

Weź kartkę papieru, albo Twój językowy zeszyt i podziel ją na trzy kolumny. U góry pierwszej wpisz “ZNAM”, u góry drugiej “ZNAM, ALE NIE UŻYWAM”, a u góry trzeciej “NIE ZNAM”. Przez ustaloną ze sobą samą ilość minut słuchaj bardzo uważnie. Postaraj się wypisać jak najwięcej, porządkując odpowiednio w tabeli to, co słyszysz. Dzięki temu praktykujesz i odświeżasz to, co już znasz oraz wyłapujesz to, co niby znasz, ale nie na tyle, aby swobodnie używać. Ostatnią kolumną są nowości, czyli coś, co udało Ci się usłyszeć,  ale nie masz pojęcia o co chodzi. To elementy do sprawdzenia w słowniku lub do omówienia podczas konwersacji z nativem. 

Organizer to fajna zabawa, która porządkuje to, co wiesz i rozwija to, co nowe. Czasem na pierwszych etapach nauki trudno jest cokolwiek wyłapać, ale działaj dalej! Zobaczysz, że przy każdym kolejnym odcinku jest coraz łatwiej! Aż miło później popatrzeć jak puste na początku rubryki przy kolejnych podejściach są o wiele bardziej kompletne. 

Pod-ręcznik mowy

Tutaj znów potrzebna będzie kartka papieru lub notatnik. Zadanie jest bardzo proste- wypisuj wszystko, co Ci się podoba! Utarte zwroty, fajnie brzmiące zdania, zbitki słów. Wydaje się to chaotyczne, ale bardzo pomaga! Skupiasz się bowiem na tym, co Ci w duszy gra, czyli są to elementy, których naprawdę masz szansę użyć. To ma przecież największą wartość, bo po co uczyć się budowy wiertarki, jeśli nigdy o wiertarkach nie mówisz? Ten sposób naprawdę wzbogacił moje zasoby o frazy, których teraz używam. Każdy z nas mówi trochę inaczej, a ta zabawa dostosowuje Twoje słownictwo do tego, co jest naprawdę użyteczne indywidualnie dla Ciebie. 

 

Hiszpańskich seriali jest całkiem sporo, więc liczę teraz na Ciebie! Co oglądasz / oglądałaś i czemu polecasz ten serial do nauki? A może właśnie do nauki się od nie nadaje? Miejsce poniżej czeka na Wasze opinie!

Miłego oglądania! 🙂

 

Odcinek 5 – Jak skutecznie planować języki? Wywiad z Klaudią z Optimismo Compartido

Odcinek 5 – Jak skutecznie planować języki? Wywiad z Klaudią z Optimismo Compartido

 

W dzisiejszym odcinku pytam o różne aspekty planowania. Moim gościem jest specjalistka w tym temacie- Klaudia prowadząca blog Optimismo Compartido

Jak zatem planować w zgodzie ze sobą i wspierać dzięki temu swój językowy rozwój? 

 

O czym dokładnie powiemy sobie w tym odcinku?

2:30 o kalendarzu rozwojowym Optimismo Compartido

6:02 o tym, czy warto studiować filologię hiszpańską

9:45 o trikach na skuteczne planowanie

11:40 jak planować, aby pozostać zmotywowanym

13:20 o planowaniu kilku języków

15:00 “ołówek i gumka” czyli złota zasada planowania oraz o tym, czy warto nadganiać

18:50 o tym ilu języków na raz warto się uczyć

21:20 o prawdziwej motywacji do nauki

26:28 o planach na kolejne miesiące

 

Gdzie znajdziesz Klaudię?

Blog

Instagram

Facebook

Wspominane linki:

Ankieta na temat kalendarza Optimismo Compartido

 

Artykuł Klaudii o zarządzaniu czasem

 

Instagram Sandry Scholz

 

Hiszpański challenge (sprawdź zapisane Stories)

 

Artykuł o motywacji do nauki języków (Planeta Języków)

 

Kurs Language Master

 

Miłego słuchania i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Narzędziownik cz. II- moja recenzja serii “Język w tłumaczeniach” od Preston Publishing

Narzędziownik cz. II- moja recenzja serii “Język w tłumaczeniach” od Preston Publishing

Dziś na tapet biorę wielojęzyczną serię wydawnictwa Preston Publishing.

Książki z cyklu „Język … w tłumaczeniach” znajdziecie po angielsku, niemiecku, włosku, francusku, hiszpańsku, rosyjsku i portugalsku.

To taki rodzaj językowej pracy, który pobudzi Twoje neurony do działania, a wtedy… Tworzy się historia 😉 

 

 

Jako wielbicielka piękna wszelkiego rodzaju, na samym starcie powiem, że serie są estetycznie wydane i klarownie uporządkowane. Mam trochę wątpliwości, czy odpowiedzi nie powinny być po lewej stronie, a część do uzupełniania po prawej. Większość osób jest praworęczna i to znacznie ułatwiłoby pisanie. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ w wersji drukowanej mam tylko 1 książkę, a pozostałe 4 w wersji PDF, ale już po tej jednej czuję, że odwrotne rozmieszczenie byłoby wygodniejsze. Nie umieszczam tego jednak w minusach, bo to indywidualna preferencja każdego z użytkowników. W liście pro i contra staram się skupić raczej na możliwie jak najbardziej obiektywnej ocenie, patrząc przez pryzmat zasad skutecznej nauki języka.

Wiadomo, do końca obiektywna być nie mogę (ech, te odczucia i emocje 😉 ), ale staram się zachować zdrowy balans pomiędzy odczuciami a faktami.

Przejdźmy więc do listy plusów i minusów, która ma za zadanie pomóc Wam w podjęciu decyzji, czy to książki dla Was:

Plusy:

– spory wybór języków- znajdziesz tutaj najpopularniejsze języki, których uczą się Polacy

– możliwość ćwiczenia różnych dyscyplin językowych: gramatyki, słownictwa ogólnego, słownictwa w konkretnych sytuacjach lub biznesowego

– nauka kontekstowa, o której więcej pisałam tutaj oraz tutaj. Zupełnie inny jest efekt takiej pracy, niż zwykłe uzupełnianie. Uzupełnianki w formie wypełnienia brakującego słowa mogą być przydatne, kiedy chcesz się sprawdzić. Kiedy jednak chcesz ćwiczyć, dużo większą wartość ma tworzenie całych struktur. To także większe wyzwanie, ale później sobie podziękujesz za włożoną w to energię 🙂

Twój mózg uwielbia naukę w kontekście. Najlepiej zapamiętuje poprzez skojarzenia oraz personalne odniesienia. Zatem tworząc całą strukturę zdania masz znacznie większą szansę, że będziesz później potrafiła tego użyć. To łączy się także z tym, że samo słowo lub forma gramatyczna z reguły niewiele nam daje. Dopiero kiedy potrafimy je zastosować nabierają one dla nas prawdziwej wartości użytkowej. To moim zdaniem najmocniejsza strona serii “W tłumaczeniach”- te książki po prostu uczą mądrze. Tak, żeby dało się później z tej wiedzy skorzystać

– podpowiedzi i wyjaśnienia trudniejszych zagadnień- poza poprawnymi tłumaczeniami po prawej stronie znajdziesz objaśnienia elementów, które najczęściej sprawiają problemy uczącym się. Dodatkowo znajdziesz tam na przykład pełną odmianę w przypadku nieregularności. Nie praktykujesz więc tylko określonego zagadnienia w 2 osobie liczby mnogiej na przykład, lecz masz od razu dostęp do całości

– testy sprawdzające w ciekawej formie (krzyżówki, tworzenie kolokacji, uzupełnianki, słowotwórstwo

– prawie cała seria dostępna jest w formie PDF. Jest to świetnym rozwiązaniem, jeśli dużo podróżujesz lub po prostu lubisz korzystać z książek na tablecie lub komputerze. Wciąż niewiele wydawnictw robi ukłon ku coraz bardzo rozpowszechnionym cyber-korzystaniu z książek językowych. Dla mnie to jest świetne rozwiązanie, bo często jestem w podróży. Nawet wtedy mam swój pakiet książek zawsze w tablecie i nie muszę się martwić, że będzie mnie bolał kręgosłup, albo książka leży samotnie w domu podczas gdy ja poznaję świat 😉 

Minusy:

– za mało miejsca na pisanie! To najbardziej irytujący aspekt tych książek (zdarza się to we wszystkich wersjach językowych!). Z tego powodu książka po uzupełnieniu wygląda na zabazgraną i ciężko rozczytać, co jest tam napisane. Mam nadzieję, że w kolejnych wydaniach to się zmieni, bo naprawdę wpływa na to komfort korzystania z nich 🙂

Od razu dopowiem, że przy tej kwestii naprawdę sprawdza się korzystanie z niej w formie PDF. Ja akurat korzystam z tej serii głównie na Ipadzie, do którego posiadam ołówek. Mogę wtedy odpowiednio powiększyć to miejsce i wtedy pisać w miarę normalnie i się mieścić. To jest trochę uciążliwe, ale przynajmniej do zrobienia. Niestety, książki papierowej powiększyć się nie da, więc trzeba pisać naprawdę maczkiem. Jeśli nie masz tabletu możesz korzystać z niej na komputerze i dodawać Twoje odpowiedzi z klawiatury, co też jest dobre, bo tekst pisany na komputerze jest mniejszy, niż ten odręczny.

– czasem brak różnych wersji wyrażenia danej treści. W języku, wiadomo, można powiedzieć to samo na różne sposoby. O ile Preston postarał się tutaj o różne warianty, o tyle nie jest chyba możliwe wypisać wszystkich! W związku z tym czasem napadają Cię wątpliwości- jesteś prawie pewna, że to, co napisałaś jest ok, a jednak nie jest to ani proponowaną, ani alternatywną odpowiedzią. Warto wtedy mieć kogoś z kim możesz się skonsultować. Ja po prostu stawiam sobie znak zapytania w takim przypadku i przy kolejnej okazji pytam native’a, co sądzi. 

– niektóre z książek są w środku czarno – białe, co w porównaniu do tych z delikatnym odcieniem bordo, jest dużo mniej atrakcyjne. Czemu to ważne? Bo wiadomo, że z ładnych materiałów lepiej i przyjemniej nam się uczy. Możemy się upierać, że przecież chodzi o treść, ale bądźmy szczere- jeśli zamierzasz zaglądać do tej książki kilka razy w tygodniu to naprawdę fajnie, żeby była ładna 🙂

 

Mam nadzieję, że to podsumowanie wraz ze zdjęciami pomoże Wam zorientować się jak wygląda praca z tą serią. Dla mnie to na ten moment jedna z najlepszych opcji do mądrego treningu językowego.  Dajcie znać w komentarzu, czy takie recenzje są dla Was przydatne! 🙂

Korzystacie z Prestonowych książek? Jak oceniacie pracę z nimi?