Kiedy rozmawiam z kimś o konkretnym języku obcym, zawsze pytam „what’s the dream?”, czyli „jakie ma marzenie?”.

Pod tym pytanie kryje się tak wiele! Jakie są cele Twojej nauki, co chcesz osiągnąć? Jak ważne jest to dla Ciebie? Co jesteś w stanie zrobić, aby tam dotrzeć?

W odpowiedzi najczęściej słyszę jednak coś, co od razu sprowadza mnie na Ziemię.

 

Chcę nauczyć się mówić

Tak, to dosyć logiczny cel- z reguły po to uczymy się języka. Pytanie jednak, czy cel określony w ten sposób daje nam faktyczną szansę na osiągnięcie go?

Co to znaczy nauczyć się mówić?

Jak będziesz działał, aby tam dotrzeć?

Dlaczego chcesz to zrobić?

Jak ważne jest to dla Ciebie?

Skąd będziesz wiedział, że zmierzasz w dobrym kierunku?

Możesz mi uwierzyć, że zawsze kiedy słyszę enigmatyczne „No, ja chcę się po prostu nauczyć tego języka” moja głowa niemal eksploduje od pytań! Pytań, które transformują mało konkretne „chcę to zrobić” w bardzo konkretną strategię, wypełnioną mocą sprawczą.

Cele są dosyć zabawne. Wydaje nam się czasem, że nie trzeba koniecznie ich określać, bo przecież „nauczenie się języka” jest jasne jak słońce- chcę umieć się nim posługiwać. Mało kto na starcie nauki inwestuje w to jakikolwiek czas. Taka filozofia gryzie nas w tyłek mniej więcej po trzech pierwszych miesiącach nauki. Przychodzi wtedy z reguły pierwszy kryzys, czasami nie widzimy dużych postępów. Innym razem okazuje się, że nie oszacowaliśmy tego, ile czasu będziemy potrzebować na to, żeby dotrzeć do celu. To nic dziwnego- jeśli cel jest słabo sprecyzowany, naprawdę ciężko podać sposób i czas osiągnięcia go.

 

Jak wejść na Mount Everest?

Nie chcę lecieć tutaj w zbytnie banały, ale prawdą jest, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. W mojej metodzie uczenia pierwszym krokiem jest właśnie obranie i doprecyzowanie swoich celów językowych. Nie mówię, że cel w stylu „chcę się nauczyć” jest zły. To dobry cel, ale długofalowy. Potrzebujemy także mniejszych celów po drodze, aby nasza droga była łatwiejsza. Zobacz, kiedy himalaista wspina się na ośmiotysięcznik to nie mówi „Idę na szczyt, jakoś to będzie”. Opracowuje plan dotarcia tam, kolejne bazy, do których zmierza. Wiedząc o tym, gdzie te bazy się znajdują obiera najlepszą trasę, która go tam poprowadzi. Tak samo jest z językiem. Cel w formie „nauczenia się” jest końcowym efektem. Warto zastanowić się, co to dla Ciebie oznacza, że się nauczysz. Czy chcesz mówić tak jak native, czy stawiasz raczej na to, że potrafisz się porozumieć w większości codziennych sytuacji i nie interesują Cię rozmowy o biologii molekularnej podczas konferencji w danym kraju. Tak, teraz trochę ironizuję, ale chcę Ci pokazać coś ważnego. To, jak dokładnie wygląda Twój cel, będzie określać sposób w jaki działasz. A nie ma nic gorszego niż działanie „po omacku” i tracenie czasu na nieskuteczne działania, które przynoszą więcej frustracji, niż pożytku.

Co zatem zrobić? Określ swój cel najlepiej jak potrafisz! Dodaj konkretne informacje, które mogą pomóc Ci w późniejszym ustaleniu kluczowych działań. Zapytaj siebie dlaczego to robisz, co chcesz osiągnąć i skąd będziesz wiedział, że dotarłeś na swój Mount Everest. Te kilka minut uporządkowania sobie w głowie tego, co czego dążysz, bardzo zaprocentuje w kolejnych etapach.

 

Konkrety. Czyli co? 🙂

Kiedy masz już swój cel i jest on dla Ciebie klarowny, podziel go na mniejsze etapy. Spójrzmy na to na przykładzie.

MÓJ CEL: Nauczyć się hiszpańskiego tak, aby móc swobodnie rozmawiać na wszystkie interesujące mnie tematy, oglądać filmy i seriale w oryginale, czytać książki i czerpać z tego przyjemność i mieć tak dobrą wymowę, żeby inni myśleli, że jestem dwujęzyczna.

Ten cel to mega konkret- wiem, do czego będę potrzebować tego języka. Wiem, jak działać, jakiego słownictwa się uczyć. Chcę mówić „w wielkim stylu”, więc potrzebuję też dużo praktyki, jeśli chodzi o wymowę. Jeśli zależałoby mi jedynie na komunikacji, wystarczyłoby mi, aby mówić jasno. Nie potrzebowałabym brzmieć jak native. Ważne, aby mnie rozumiano. Jeśli jednak elementem mojego celu jest świetna wymowa, to już od startu powinnam to uwzględnić w moich działaniach, bo aparat mowy jest trochę jak mięsień (z część z niego to po prostu mięśnie)- potrzebuje czasu, aby przyswoić określone ruchy i układ wszystkich swoich części tak, aby wydobyć konkretne dźwięki.

Kiedy mam już tak określony plan, potrzebuję ustawić na mojej drodze kilka „base campów”, czyli kamieni milowych. To takie „stopklatki”, które pomogą mi sprawdzać, czy idę w dobrym kierunku i jak działać dalej.  

 

Małe, regularne kroki = duże efekty

Nie musisz od razu wiedzieć jak znajdziesz się na szczycie. Nauka języka to proces. Twoje działania mogą się zmieniać, tak jak i Twój cel może zmieniać nieco swoje oblicze. To dlatego, że czasem po dotarciu do konkretnej „bazy” orientujemy się, że chcemy trochę zmienić kierunek. Może się okazać, że potrzebujemy tego języka do pracy zawodowej i w związku z tym musimy zmienić naszą strategię dotyczącą słownictwa. To jak najbardziej ok.

Warto jednak zrobić sobie schemat tego, co i kiedy chcesz osiągnąć.

U mnie w kwestii hiszpańskiego było tak: po 3 miesiącach chciałam osiągnąć swobodę w rozmawianiu na różne tematy.

Miałam najważniejsze czynniki:

CZAS: 3 miesiące

SŁOWNICTWO: język ogólny

GRAMATYKA: tyle, ile potrzebuję do komunikacji, bardzo praktyczne aspekty, żadnej „sztuki dla sztuki”

JAK: konwersacje przede wszystkim, seriale, podcasty, czytanie artykułów („Espanol? Si gracias”), słuchanie muzyki

Na bazie tego w każdym tygodniu tworzyłam plan ramowy tego, co chcę zrobić. Plan oczywiście, czasem ewoluował, czasem wypełniałam go z nadwyżką, a czasem nie dałam rady go zrobić. Jedno było pewne: był on w zgodzie z moim celem i skupiałam się TYLKO na tym, co prowadziło mnie w określonym kierunku. Kiedy nie masz dużo wolnego czasu, taka selekcja jest bardzo ważna. Nie rozmieniaj się na drobne działając po omacku. Miej konkretne działania, które DOKŁADNIE pasują do tego, co chcesz osiągnąć. Z reszty zrezygnuj. Po prostu.

 

Kolumb w sumie i tak gdzieś dopłynął

Wewnętrzny spór na temat celów polega głównie na tym, że wydaje nam się, że jeśli wybierzemy języki to reszta sama jakoś się ułoży. Często prowadzi to do tego, że uczymy się kilka lat, a powiedzieć nie potrafimy zbyt wiele. Przecież dotarcie gdziekolwiek nie jest dużym sukcesem. Masz jedno życie, które naprawdę warto spędzić TAK, JAK TY TEGO CHCESZ. Jeśli Twoim marzeniem jest dany język- działaj tak, aby tego dokonać. Czasami język nie jest celem samym w sobie. Może chcesz zamieszkać w Kanadzie i tam pracować i to jest Twoje marzenie. Język będzie po prostu elementem, który Ci to umożliwi. Tak, czy inaczej potrzebujesz jasnej wizji. W przeciwnym razie będziesz dryfować jak łódeczka na jeziorze, która może gdzieś dopłynie, ale nie możesz być pewna, że tam, gdzie chcesz. Ba, możesz być pewna, że nie dopłynie tam, gdzie chcesz, bo do tego potrzebujesz wiedzieć, gdzie to miejsce się znajduje 🙂

 

Jeśli chcesz gruntownie przyjrzeć się temu tematowi, a dodatkowo poznać najbardziej skuteczne strategie nauki języków obcych, zajrzyj do kursu Language Master. Dowiesz się w nim także jak stworzyć dopasowaną strategię, czyli rozłożysz swoje działania na małe kroki. Dzięki temu będziesz mogła w ciągu kilku miesięcy zrobić większe postępy, niż inni robią czasem latami. Bo nauka języka może być prosta, wystarczy wiedzieć jak to zrobić.

 

Stawiasz sobie cele w kwestii języka obcego? Jak wygląda Twoja nauka, na czym bazujesz?