Minęło już 8 tygodni od startu mojej przygody z hiszpańskim.

Energia do działania coraz większa i śmiechu na konwersacja też coraz więcej.

To już ten poziom, że zdarza mi się mówić jak z karabinu, żeby potem zamilnąć i wybuchnąć śmiechem, bo się zacięłam 🙂

Pokazuję więc, co robiłam przez ten czas i jak Ty też możesz zrobić to samo!

 

W paszczy lwa, czyli piąty tydzień i czasy przeszłe

Piąty tydzień przyniósł mi potrzebę zmierzenia się z przeszłością w bardzo praktycznym tego wymiarze.

Na konwersacjach formy przeszłe przewijały się już od jakiegoś czasu (swoją drogą ciekawe, że mamy taką skłonność do mówienia o przeszłości 😉 ). Uznałam, że najwyższy czas jakoś to uporządkować. Postanowiłam zadziałać wbrew temu, co mówi większość nauczycieli, czyli przerobić trzy czasy przeszłe na raz. Dlaczego? Bo właśnie tych czasów przeszłych już zdarzyło mi się niezdarnie użyć i to je ciągle słyszałam w serialach. Robienie ich pojedynczo wydawało mi się bez sensu. Teraz z perspektywy kilku tygodni jestem z tej decyzji zadowolona, choć wiem, że wśród wielu wzbudza ona kontrowersje.

Tak wyglądał mój tydzień 5:

            

 

 

 

 

 

 

 

 

Może się wydawać, że mamy tutaj wielki miks: ser + estar oraz czasy przeszłe? Przecież to zupełnie inne etapy. Może tak, może nie. Dla mnie w gramatyce najważniejszą zasadą jest to, żeby uczyć się jej wtedy, kiedy jest Ci potrzebna do mówienia. Obserwując moje konwersacje zobaczyłam, że to są elementy, które w danym momencie są dla mnie kłopotliwe. Więc postanowiłam je przerobić. To taki element prostoty językowej- rób to, czego potrzebujesz. Każdy z nas dociera do innego etapu w innym momencie. Dlatego samodzielna nauka jest tak dobra-robisz wszystko w najlepszym dla siebie momencie. Ja tam działam i przynosi mi to świetne efekty. Ciebie też do tego zachęcam 🙂

Jeszcze jedna ważna kwestia tutaj: zauważ, że na tym etapie zrobiłam podstawy, czyli przejrzałam te czasy, zobaczyłam jak i kiedy się ich używa. Zupełnie nie jest to równoznaczne z okiełznaniem wszystkich form (na serio jest ich sporo!) oraz płynnego ich używania. Po tym tygodniu miałam już lepszy pogląd na to, z czym to się je. I o to mi chodziło 🙂

 

Trudno okiełznać przeszłość, czyli tydzień 6

 

W szóstym tygodniu przeżyłam, hm, spotkanie ze ścianą. Im bardziej wchodziłam w las czasów przeszłych, tym było ciemniej 😉 To naturalny element, jeśli skacze się na głęboką wodę i przerabia więcej tematów na raz. Na początku pojawia się wtedy duży chaos, jeśli chodzi o formy. To kwestia tego, że o ile rozumiesz jak użyć danego czasu (choć i tutaj zdarzają się wpadki), to dobranie odpowiedniej formy z całego ich gąszczu… jest trudniejsze 🙂 w kolejnych tygodniach wszystko zaczyna układać się w całkiem zgrabną całość. Etap Wielkiej Konfuzji należy… przetrwać. I nie poddawać się.

Fajną techniką jest tutaj szukanie określonych czasów w tekstach czytanych oraz podczas słuchania. To ogromna satysfakcja, to po pierwsze, a dodatkowo pokazuje “życiowe” sytuacje, w których się ich używać. Mózg zaczyna także coraz bardziej kodować formy. Jak to robić? Po prostu: siadasz na przykład do serialu z taką intencją, że będziesz zwracać uwagę na formy przeszłe. Wiadomo, zdarza się odpłynąć, ale na pewno zauważa się więcej, niż w normalnym trybie i na tym to polega.

Co jeszcze działo się w tym tygodniu?

       

Działałam z książką “Hiszpański nie gryzie”, która jest uporządkowana tematycznie- to naprawdę mi sprzyja. Sporo ćwiczeń, słowniczki- taka nauka-nie-nauka, bo książka jest naprawdę ciekawa. Ja siadam sobie zazwyczaj wieczorem i po prostu relaksuję się z określonym rozdziałem. Jednak trzeba pamiętać, że uzupełnianie ćwiczeń jest definitywnie mniej efektywne, niż praca twórcza. Dlatego znalazło się tutaj także napisanie opowiadania w czasie przeszłym (którego w końcu nie zrobiłam w tygodniu szóstym, tylko później- przyznaję się). Pisząc samodzielnie całość mózg angażuje się zupełnie inny sposób i dużo intensywniej. Często efekty napisania jednego opowiadania są dużo lepsze niż zrobienie pięciu ćwiczeń. Zasada jest wciąż ta sama: im bardziej to, co robisz angażuje mózg, tym szybsze postępy.

Innym przykładem pracy twórczej jest samodzielne tworzenie fiszek, które nijak nie równa się czytaniu tych gotowych. Ja w szóstych tygodniu skupiłam się na nieregularnych formach przeszłych. Dobra zabawa podczas robienia i przede wszystkim ograniczasz tym ilość powtórek, które dla wielu są po prostu męczarnia. Zresztą, sprawdź sama 🙂

 

Porządkowanie przeszłości ciąg dalszy, ale … zaczyna to jakoś wyglądać

W siódmym tygodniu (i w kolejnych zresztą także) to przeszłość będzie dalej na tapecie. Już nie w takim stężeniu, ale jednak. Nawet teraz pisząc to po kolejnych tygodniach nauki mówię to szczerze: dalej nie uważam tego procesu za zakończony, ale czuję się z tym ok. Każdego dnia mam więcej pewności w tej kwestii. To naprawdę duża radość, kiedy intuicyjnie dobieram czas i jeszcze utrafię formę 🙂

Z moich planów zobaczysz jednak, że przeszłość zajęła znacznie mniej czasu, niż poprzednio:

 

        

 

Do gry wkroczyła też książka “Hiszpański. Niezbędne zwroty i wyrażenia”, z którą fajnie mi się pracuje. Tutaj także mamy uporządkowanie tematyczne i cały szereg zwrotów, które w danych temacie mogą Ci się przydać (często więcej niż jeden zwrot na daną sytuację). To dobre rozwiązanie, bo pomaga w rozumieniu. Nie sztuka nauczyć się jednego zwrotu, a potem gdy ktoś powie to w inny sposób strzelać w ogłupieniu oczami na boki. Dodatkowo, można jej używać, kiedy np. wybierasz się coś załatwić do urzędu, albo czeka Cię rozmowa przez telefon. Masz tutaj cały szereg tego, co możesz oczekiwać 🙂

Poza tym fiszki, powtórki i konwersacje. Samo dobro! 🙂

Mijają 2 miesiące z hiszpański i mały spadek formy

W kolejnym tygodniu dopadła mnie jakaś choroba, więc w osłabieniu odpuściłam poniedziałek. Postanowiłam jednak nie odwoływać konwersacji, wychodząc z założenia, że skoro mniej pracuje, mogę sobie na to pozwolić. Nadgoniłam za to mocno słuchanie, bo leżąc w łózku puszczałam sobie namiętnie podcasty oraz Velvet. Ponieważ zależało mi na “lekkości” w tym tygodniu, postanowiłam poświęcić tylko jeden dzień na gramatykę, a reszta to już typowe przyjemności- Hiszpański nie gryzie i powtórki słówek z konwersacji. 

Generalnie robienie notatek po konwersacjach nie należy do moich mocnych stron i w kolejnych tygodniach rozwiążę tą kwestię inaczej. O tym jednak opowiem Ci już w kolejnym, ostatnim wpisie hiszpańskiego challengu 🙂

Tydzień ósmy wyglądał więc tak:

        

Wpadła w moje ręce nowa książka do gramatyki od Eleny, która jest absolutnie godna polecenia. Zawsze byłam zdania, że warto uczyć się z książek rodzimych wydawnictw, szczególnie w kwestii gramatyki i tutaj znów się to potwierdziło. Można ją kupić w Polsce bez problem, na przykład w księgarni Tania Książka. 

Podsumowując:  staram się odpuszczać konwersacji. Wiem, że się powtarzam, ale KONWERSACJE SĄ NAJWAŻNIEJSZE. Nie ma wyjątków od tej reguły 🙂

Druga sprawa to różnorodność- im większa tym lepiej, ale nie chodzi o to, żeby zrobić ze swojej nauki Meksyk, tylko, aby dawać mózgowi różne bodźce. Warto to rozplanować merytorycznie (np. specjalnościami typu: gramatyka, mówienie, pisanie, czytanie, słuchanie), a następnie szukać jak w obrębie tych aktywności dać sobie różnorodne doświadczenia. W ten sposób pracujesz w określonych schemacie, a jednak różnorodnie 🙂

Jak Twoje wyzwania językowe? Co się zmienia? Jak planujesz?

Niebawem startuje wyzwanie #w2019nauczesiejezyka– jesteś już na pokładzie?