Dziś mam dla Ciebie wpis, którego zadaniem jest wyjąć Twój mózg z czaszki, odwirować, strzepnąć i umieścić go tam z powrotem 🙂

Wpis, którym chcę Ci pokazać perspektywę inną, niż to, że nauka języka to podręczniki, kursy językowe i ćwiczenia z gramatyki.

Ba, wpis, który śmiem twierdzić, że może na tyle zmienić Twoje podejście, że w #w2019nauczyszsiejezyka.

Bo zmiana perspektywy ma właśnie taką moc.

Słowa, słowa, słowa

Ktoś kiedyś powiedział, że ludzi dzieli się na tych, którzy dużo robią i tych, którzy mówią, że dużo robią. Nie udało mi się znaleźć autora tych słów, ale jest w nich naprawdę dużo prawdy. Przecież w końcowym efekcie naszych działań liczy się to, co zrobiliśmy, a nie to, co planowaliśmy, o czym opowiadaliśmy i jakie wrażenie robiliśmy na innych.

W nauce języka jest dokładnie tak samo- nie potrzebujesz mówić o tym, że się uczysz, potrzebujesz wdrażać te działania w życie. Nie jestem w stanie opisać swojego zdziwienia, kiedy ktoś mówi mi, że uczy się języka na przykład 3 lata, ale nic nie potrafi powiedzieć. Graniczy to z cudem! Oczywiście, siedzę w tym temacie już prawie 10 lat, więc wiem dokładnie, że nauka nauce nierówna. To jednak nie to powoduje moje zdumienie. Nadziwić się nie mogę, że ktoś chce przez 3 lata zaprzątać sobie głowę tematem, w którym przez cały ten czas nie widzi praktycznie żadnego progresu! Tak, to brzmi mocno. Bo jest to mocne. Jeśli przez trzy lata podejmujesz mniej, lub bardziej skoordynowane działania i nie widzisz efektów to masz dwa wyjścia: albo zacznij to robić porządnie (może Ci w tym pomóc GPS skutecznej nauki oraz Language Master), albo… przestań to robić w ogóle, bo życie jest za krótkie, aby tracić czas.

 

Chcesz się nauczyć, czy chciałbyś już umieć?

Kiedy podejmujemy decyzję o tym, żeby nauczyć się nowego języka, zdarza się, że jej podjęcie jest trochę… dziecinne. Podejmujemy decyzję dlatego, że chcielibyśmy już “być w ogródku i witać się z gąską”, ale nie koniecznie chcemy przebyć trasę, która nas od tego ogrodu dzieli. Stawiając sobie jakikolwiek cel dobrze jest zdać sobie sprawę, że aby go osiągnąć potrzebujemy podjąć konkretne kroki i DZIAŁAĆ. Dodatkowo, być może niektórych elementów naszego życia będziemy się musieli przy tym pozbyć (np. wieczory przed telewizorem potrzebujemy zamienić na słuchanie w obcym języku i konwersacje). Być może będziemy musieli wyjść poza strefę naszego komfortu i przestać chować się za wygodnym “nie mam na to czasu”, uruchomić kreatywność, zneutralizować lenia i po prostu wyznaczyć konkretne pory tego, kiedy będziesz pracować nad osiągnięciem celu.

Każdy wyznaczony przez nas cel ma także pewną cenę (nie, nie mam tutaj na myśli waluty San Escobar, tylko prawdziwą cenę 🙂 ). Cenę, którą płacimy za sukces- to może być rezygnacja z części czasu z rodziną, może spanie o godzinę krócej, aby udało się umieścić w Twoim grafiku konwersacje, albo rezygnacja z pójścia na kawę z przyjaciółką, bo zaplanowaliśmy wtedy inne działanie. Wiadomo, możemy skusić się na kawę i zmienić nasz plan, bo przecież “raz- nie zawsze”. Jeśli pozwolimy na to, aby takie sytuacje zdarzały nam się coraz to częściej, to trochę tak, jakbyśmy sami bojkotowali swoje własne działania. Zdziwiłabyś się, ilu moich klientów posiadało wyjątkową zdolność takiego “samosabotażu”. Co jeszcze ciekawsze, powodem tych “przeciwności losu”, które pojawiały się na ich drodze najczęściej był… strach.

 

Ten, co ma wielkie oczy, ale nic nie widzi!

Strach, a właściwie, aby psychologicznym teoriom stało się zadość, powinnam tu użyć słowa “lęk” posiada wyjątkową umiejętność podkopywania naszej pewności siebie i zasiewania w nas ziarna o nazwie “czy to na pewno ma sens?”.

Czego najbardziej obawiają się osoby uczące się języka obcego?

Że się im nie uda. I wtedy będzie czarno na białym, że się nie nadają i stracili czas. Więc bezpieczniej jest po prostu nie działać, albo działać “na pół gwizdka”, bo przynajmniej gorzki zawód, który potencjalnie może nas czekać będzie łatwiejszy do przełknięcia. Nie zaangażowałam się zbyt mocno= no trudno, nie udało mi się.

O ile to lepsze, niż powiedzenie “DAŁAM Z SIEBIE WSZYSTKO I NIE PODOŁAŁAM!”. To dopiero straszne.

Najciekawsze jest jednak to, że przez blisko 10 lat pracy z językami nigdy nie usłyszałam takiego tekstu. A to dlatego, że kiedy coś z siebie dasz  i zrobisz to z głową Twoje wyniki są naprawdę dobre (a jeśli choć trochę mnie już poznałaś to wiesz, że ja nie jestem fanem “dawania z siebie wszystkiego”, a raczej “dawania wystarczająco dużo” 🙂 ).

Jeśli mądrze zaplanujesz proces nauki, a potem go wykonasz i to wcale nie nadludzkim wysiłkiem to … NAUCZYSZ SIĘ. Ten lęk, który się w nas czai jest mało racjonalny- gdzieś tam w głębi boimy się, że możemy nie podołać, ale przecież nie jesteśmy samotnymi wyspami. Każdy uczący się języków ma swoje wzloty i upadki, momenty większej lub mniejszej motywacji, czasem bardziej lub mniej zajęty grafik. I chodzi właśnie o to, aby jak najlepiej wykorzystywać ten potencjał. Sami decydujemy o tym, czy podołamy, czy nie, bo na nasz sukces wpływa nie tylko ten jeden dzień lub te konkretne konwersacje.

Jeśli jednego dnia nie wychodzi, to wyjdzie drugiego. 

Jeśli jednego dnia zupełnie nie miałam czasu, to zrobię mój plan w kolejny dzień.

Jeśli dzisiaj na konwersacjach nieprzyzwoicie się sfafluniłam, zamiast utworzyć piękną wypowiedź to… jutro też jest dzień. 

Najważniejsze to…

Nie poddawać się 🙂 

I decydować prawdziwie, ze świadomością ceny naszej wygranej. Aby się zmienić, musimy się zmienić. Brzmi banalnie, ale tak często chcemy, aby coś się zmieniło, kurczowo trzymając się aktualnej sytuacji. Wtedy jest trudno, męcząco i boleśnie. 

A jak to kiedyś mądrze powiedział Heraklit z Efezu “Jedyną stałą w życiu jest zmiana”. Ona i tak nadejdzie, a czy Ty chcesz się wtedy miotać w niepewności i poczuciu porażki, czy być o krok bliżej swojego celu? 🙂

P.S. Jeśli zaczynasz naukę nowego języka, lub po prostu chcesz zacząć na nowo i z głową, zajrzyj do GPS skutecznej nauki języka. Stworzyłam go z myślą o osobach, którą chcą działać z sensem 🙂 

 

Wszystkiego językowego!